Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Pierwsza dama globalnych finansów

Maria Rajca

W 2013 r. „Forbes” umieścił Christine Lagarde na ósmym miejscu listy najbardziej wpływowych kobiet świata. Wcześniej „Time” zaliczył ją do 100 najpotężniejszych osób na świecie

Jest pierwszą kobietą, która stanęła na czele Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a gdy kryzys finansowy w Europie sięgnął zenitu, „Time" poświęcił jej raport specjalny zatytułowany: „Czy ta kobieta może uratować Europę?". O tym nie sposób przesądzić, ale wpływy madame Christine Lagarde są rozległe. „Jest jak osobna planeta, o niezwykłej sile grawitacji, pierwsza kobieta na orbicie wielkich, globalnych finansów" – opisał ją amerykański „Vogue". Emanuje spokojną pewnością siebie. Jej dyskrecja podsyca zainteresowanie mediów. Cieszy się atencją polityków. Gdy na giełdzie potencjalnych kandydatów centroprawicowej francuskiej partii UMP do wyścigu prezydenckiego w 2017 r. pojawiło się jej nazwisko, powiedziała, że jej zainteresowanie Pałacem Elizejskim „jest zerowe". „Wrosłam kompletnie w moją misję" – wyjaśniła francuskim mediom Lagarde, wówczas już od dwóch lat szefowa MFW.

Mission impossible?

A co to za misja? Inna niż ta, która przypadła poprzednim dyrektorom zarządzającym tej instytucji, a na pewno na znacznie większą skalę. MFW dba o globalną stabilizację ekonomiczną, udziela pożyczek państwom pogrążonym w tarapatach, przeważnie wymuszając na nich dotkliwe, wolnorynkowe reformy. Twardy dyktat narzucony krajom Ameryki Łacińskiej, które zabiegały o pomoc funduszu, sprawił, że długo był on dla lewicowych polityków i działaczy tego regionu ulubionym chłopcem do bicia, oskarżanym o neoliberalną ortodoksję i faworyzowanie bogatych.

Przed krachem z 2008 r. MFW zmierzał jednak ku roli nieco marginalnej instytucji. Jego znaczenie i wpływy wzrosły radykalnie z nastaniem kryzysu, a jeszcze bardziej, gdy w 2010 r. Berlin zaczął nalegać, by fundusz podjął się roli nie tylko unii kredytowej, ale też – jak napisał „The Economist" – twardego egzekutora, który narzuci dyscyplinę i reformy zarówno bankrutującym Grekom, jak i „zbyt miękkiej" Komisji Europejskiej. Ale MFW znalazł się nagle bez dyrektora, gdy oskarżony o gwałt jego poprzedni szef, Dominique Strauss-Kahn, złożył rezygnację. Jego miejsce zajęła znacznie mniej znana Lagarde, a brytyjski „Guardian" napisał, że oddane jej tej funkcji przysporzy argumentów wrogom MFW.

Fundusz musiał się podjąć misji nieprzewidzianej w jego modus operandi. Stał się jedną z najważniejszych zapór ogniowych, które miały powstrzymać rozprzestrzenianie się kryzysu. „To był gigantyczny, całkiem nieoczekiwany plan" – powiedziała w wywiadzie Lagarde i przypomniała, że żaden traktat nie przewidywał, iż MFW zaangażuje się w wielkie pakiety pomocowe. „Mieliśmy po prostu na stole bilion dolarów, aby stawić czoła wszelkim atakom, jakie rynki mogły przypuścić na dowolny kraj – Grecję, Hiszpanię, Portugalię czy jakikolwiek inny". Media wróżyły upadek strefy euro, po którym finansowa fala uderzeniowa ogarnęłaby cały świat.

Lagarde stała się wówczas nie tylko rozdawcą pakietów ratunkowych. Jak to określił „Economist", przypadła jej do pewnego stopnia rola profesora strofującego Brukselę, Ateny, Londyn i Berlin, jeśli błądziły w próbach radzenia sobie z kryzysem. Jej polityka okazała się elastyczna i nie wykluczała działań prewencyjnych, polegających na otwieraniu linii kredytowych tym państwom, które miały jeszcze szansę uchronić się przed kryzysem, jak Polska czy Meksyk. W wielu krajach nie przysporzyło jej popularności forsowanie twardych reform, serwowanych przez fundusz wraz z resztą tzw. trojki. Szefowa MFW nie słynie z gaf, ale gdy zaleciła Grekom, by przede wszystkim sami pomogli swemu krajowi, płacąc podatki, Ateny się obraziły, odezwali się też krytycy w Paryżu. Przeciw polityce trojki manifestowały tłumy w Portugalii, Hiszpanii i Grecji. Ale od początku pięcioletniej kadencji Lagarde wiadomo było, że czeka ją wyjątkowo trudna misja.

Pytana o swoją filozofię ekonomiczną Lagarde mawia, że jest „po stronie Adama Smitha"; należy do obozu ekonomistów liberalno-konserwatywnych. Jest wolnorynkowcem, nieufnym wobec interwencjonizmu. Ale skala kryzysu, który ogarnął świat po 2008 r., wymogła na ekonomistach coś na kształt remanentu poglądów, bo żadne gotowe recepty nie przystawały do zastanej rzeczywistości. Gdy agencja ratingowa Standard & Poor's obniżyła notę USA, a giełdy światowe zanurkowały, pani Lagarde w sierpniu 2011 r. ogłosiła swe credo na łamach „Financial Timesa", wzywając rządy, by nie tłamsiły wzrostu gospodarczego zbyt rygorystyczną polityką uzdrawiania finansów. „Nikt nie uwierzy, że zobowiązania [władz] dotyczące cięć budżetowych przetrwają mimo długotrwałej stagnacji, bezrobocia i społecznego niezadowolenia" – napisała. „Pamiętajmy, że rynek – choć nie lubi wysokiego zadłużenia publicznego – jeszcze bardziej nie lubi słabego lub ujemnego wzrostu gospodarczego" – napominała Lagarde, zrywając z ortodoksyjnym poglądem, zgodnie z którym tylko finansowy rygor może wyprowadzić kraje z tarapatów gospodarczych.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy