Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Kto nas uratuje przed Tuskowym spadkiem?

Andrzej Urbański

Aby klasa średnia mogła spłacić długi Tuska, trzeba jej umożliwić zebranie środków na tę operację. Chcecie czerpać zyski z modernizacji? To weźcie za nią współodpowiedzialność. Także polityczną

Nikt nie wymierzył potężniejszego ciosu w rządowe monidło niż człowiek, wydawałoby się, wręcz stworzony, aby popierać ekipę Tuska-Rostowskiego. Mówię oczywiście o Leszku Balcerowiczu i jego gwałtownej ofensywie w sprawie długu publicznego. A raczej dwóch jego postaci: tej jawnej, zbliżającej się do biliona, gdzie – licząc na każdego z nas – mamy do spłacenia ponad 25 tys. zł; i tej tajnej, czy raczej ukrytej, sięgającej trzech bilionów, czyli ponad 82 tys. na statystyczną polską głowę, w tym emerytów, rencistów i niemowlęta. Choć jak wiadomo ci, którzy niewiele mają, niewiele będą mogli się przyłożyć do spłaty Tuskowych długów. Powiem szczerze, że kiedy przeczytałem pierwszy raz informację o tym na jednym z portali, szczęka mi opadła. Mimo że przecież z konieczności dzień w dzień śledzę wszystkie dokonania władzy i – wydawałoby się – nie powinienem być aż tak zaskoczony. A jednak sam okazałem się w jakiejś mierze ofiarą rządowej propagandy szczęścia i ciepłej wody. Dzięki Balcerowiczowi już wiem, że chyba nigdy w dziejach ciepła woda w kranie nie wymagała tak astronomicznych kwot.

Jesteśmy już po drugiej stronie tęczy i spadamy w przepaść. Jedyna nadzieja w pospolitym ruszeniu polskich przedsiębiorców

Nikt nie zarzucił Balcerowiczowi, że kłamie, myli się lub oszukuje. Nikt nie odważył się powiedzieć, że to propaganda albo zły piar. A w każdym razie nikt poważny. Prawdę mówiąc, nikt z rządowej ekipy nie odważył się nawet otworzyć dzioba w tej kardynalnej dla Polski sprawie, więc tym bardziej nie zrobili tego medialni propagandziści na służbie Tuska i okolic. W związku z czym zastosowano manewr coraz częściej realizowany – zamilczeć przeciwnika na śmierć. Rzecz w tym, że profesor zapowiedział kolejną odsłonę tajemnic zadłużania Polski, czyli że to nie koniec bardzo złych wiadomości. I mniej więcej już wiadomo, o czym będzie następny raport.

Rząd przez pierwszą kadencję żelazną ręką kontrolował zadłużenie samorządów, podczas gdy teraz ogłosił, że ma je zamiar całkowicie poluzować. I nie jest to żadna dobra wola, ale de facto ogłoszenie, że państwa już nie stać na wykorzystanie środków z Unii Europejskiej. To w pewnym sensie publiczne przyznanie, że państwo już zbankrutowało, już nie ma z czego dokładać do planowanych inwestycji i domaga się, aby w tym dziele zastąpiły je samorządy. Oznacza to jednak, że właśnie jesteśmy już po drugiej stronie tęczy i właśnie z niej spadamy w przepaść. Tę samą, w którą wpadły Grecja, Włochy, Portugalia i Hiszpania. Gdzie więc szukać ratunku?

Być może jedyna nadzieja w pospolitym ruszeniu polskich przedsiębiorców. To oni powinni weryfikować plany inwestycyjne, dzieląc je na opłacalne, czyli dające szansę na spłatę zaciągniętych na ich realizację kredytów, i te, których nikt nigdy już nie da rady spłacić. Jeżeli te decyzje powierzymy politykom samorządowym, jak w banku mamy gotową katastrofę. Nikt ich bowiem nie powstrzyma przed radosną i politycznie opłacalną działalnością. W Hiszpanii budowali lotniska, na których nigdy nie wylądował żaden samolot. W Grecji estakady prowadzące donikąd. W Portugalii stadiony, na których po Euro nikt nigdy już nie rozegrał żadnego meczu. A we Włoszech lista inwestycji, które nigdy nie zostały zakończone i są nadal finansowane od kilkunastu lat, jest dłuższa niż liczba prowincji. Politycy w roli inwestorów nie sprawdzili się nigdy ani nigdzie. Mało kto w Polsce wie, ile miliardów dolarów zmarnowano w ramach New Dealu Roosevelta w USA i że przed gospodarczą katastrofą Amerykanów uratowała dopiero II wojna światowa.

Nie chodzi więc o takich przedsiębiorców, którzy przejedzą każdą kwotę ofiarowaną im przez państwo, ale o partnerstwo publiczno-prywatne, czyli taką formę wspólnych inwestycji, w które przedsiębiorcy będą musieli angażować własne środki. W zamian za co będą czerpali zyski z operowania na zbudowanych obiektach. Co zmusi obie strony – państwową i prywatną – do ekonomicznego racjonalizmu, myślenia kategoriami opłacalności, wreszcie modernizacji pojmowanej jako interes społeczny, a nie tylko jako polityczna kiełbasa wyborcza. Aby tak się stało, trzeba ogłosić wielki alert, zaprosić do pełnoprawnej, podmiotowej współpracy tych, którzy tworzą nie tylko kapitał, ale i nowe miejsca pracy. Zaoferować im takie warunki współpracy, które przekonają ich, że tym razem państwo postanowiło potraktować ich jako równoprawną siłę społeczną, obywatelską, wyjątkową. Trzeba, mówiąc inaczej, uczynić z polskiej klasy średniej centrum modernizacyjnego projektu.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu