Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Platforma przeżera Polskę jak rak

Andrzej Urbański

Dzisiaj nie wystarczy już być wrogiem PiS. Bo wojna klasowa się teraz zaostrza i trzeba być jeszcze wrogiem Nitrasa

Czy ktoś wie, czym się różni Tusk od Schetyny? A Grabarczyk od Halickiego? Gronkiewicz-Waltz od Kidawy-Błońskiej? Protasiewicz od Nitrasa albo na odwrót? Raś od Biernata? Wymieniam polityków Platformy, którzy wedle mediów zaciekle ze sobą konkurują, zwalczają się i w ogóle płoną świętym ogniem, aby uszczęśliwić naszą biedną ojczyznę. Nie mówię oczywiście o różnicach wizerunkowych, ale o ideowych lub programowych.

Poważni ludzie w mediach ekscytują się wyborami w PO tak, jakby dla Polski cokolwiek wynikało z tego, jaki baron zostanie szefem partyjnym jakiegoś regionu. Ogłaszam to wszem wobec – nie ma to żadnego, najmniejszego nawet znaczenia. Dla Dolnego Śląska nie ma żadnego znaczenia, czy Protasiewicz pożre Schetynę, a Nitrasa w Szczecińskiem jakiś człowiek nikt, o którym nawet znawcy partyjnego życia PO niczego nie potrafią powiedzieć. W PZPR ważne było, czy szefem województwa zostanie „reformator" czy też człowiek partyjnego „betonu", ale w PO nie ma już żadnych reformatorów, w każdym razie odkąd to towarzystwo opuścił Jarosław Gowin.

Nawet to, jak się potoczą dalsze relacje między samcami alfa – Tuskiem i Schetyną – w niczym nie zmieni polityki rządu. Zresztą mam coraz większe wątpliwości, czy słowo „polityka" jest tu jeszcze na miejscu. Do tej pory chodziło wszak zawsze o jakiś cel – poza władzą dla samej władzy. Politycy po 1989 r. walczyli o jakąś zmianę, poprawę, korektę, cokolwiek, co odmieni rzeczywistość, czyniąc ją cokolwiek lepszą dla Polaków. Śledzę dzień w dzień poczynania rządu i od dłuższego czasu nie odnajduję NICZEGO, co mogłoby świadczyć o tym, że to towarzystwo wzajemnej adoracji chciałoby jakoś poprawić nasz los. Nawet sprawa OFE to w filozofii rządu zabieg księgowy, mający ukryć fakt gigantycznego zadłużenia państwa. Gdyby nie ten „drobiazg", żadnej reformy nigdy by nie było.Ile jest warte „dobre imię"? A czy można za nie kupić nowy samochód lub inny gadżet?

Jest jeden pozytywny aspekt wyborów w PO – to wysyp medialnych relacji o tym, jak władza funkcjonuje w tzw. terenie. Sama procedura „pompowania" partyjnych kół jest fascynująca, choć los PO jest mi zupełnie obojętny. W zamian, kiedy czytam, jak zmusza się podległych sobie pracowników, aby z dnia na dzień stawali się szeregowymi członkami rządzącej kliki, scyzoryk otwiera się w kieszeni. Choćby taka urocza obserwacja, jak pan marszałek straszy swoich pracowników, że jak poprą jego konkurenta, „to wylecą z roboty". W urzędzie marszałkowskim zatrudnionych jest kilkuset ludzi, czy wszyscy są krewnymi marszałka? Znajomymi znajomych? Przyjaciółmi miejscowego królika? Biedni, nawet nie wiedzieli, że obok służbowych relacji ważniejsze są te wewnątrzpartyjne. Że nie wystarczy już być wrogiem PiS, bo teraz wojna klasowa się zaostrza i trzeba być jeszcze wrogiem Nitrasa.

Zejdźmy jeszcze niżej. W gminie też może być zatrudnionych 100 albo 200 osób. Lokalny burmistrz z PO też prowadzi wojnę partyjną. I dlatego do koła PO nakazuje zapisać się dyrektorowi szkoły, a ten podsuwa cyrograf nauczycielom, bo przecież, jak wiadomo, w oświacie są redukcje. Kto akces podpisze, ten zostanie, a kto nie – to nie. Dobry jest też podpis woźnego, pani kucharki, przedszkolanek i pomocy kuchennych, konserwatora, bibliotekarek, pomocy gospodarczej z ośrodka kultury, instruktora gitary, plastyka, wychowawcy ze świetlicy. PLUS ICH RODZINY, co jest logiczne, gdyż dzięki pracy zatrudnionych godnie żyją także ich bliscy. W ten sposób burmistrz „zapisał pół gminy", pisze dziennikarz. I cytuje panią spod sklepu – „zapisali się ci, którym burmistrz daje pracę, i ci, którzy biorą zapomogi". Bezrobotni? Biedni?

W innym regionie pani poseł z PO pisze do Tuska list, że miejscowy partyjny notabl wykorzystuje do wewnętrznej wojny urzędy, zakłady komunalne i państwowe agencje. Zwolennikom przydziela działki, buduje drogi i wodociągi, modernizuje infrastrukturę, a wszystko to z publicznych pieniędzy... Koledzy pani poseł dywagują, czy to tylko korupcja polityczna czy też już ta druga – kryminalna. Nie wiem. Sam jednak widziałem, jak w TVN dyrektor warszawskiego teatru, podległego pani Gronkiewicz-Waltz, bronił swojej szefowej jak lew. A może jak szakal? Ujadał wytrwale, nie bacząc na godność osobistą albo niezależność artystyczną. Czy on też już ma partyjną, tajną legitymację? A może w ogóle mu nie jest potrzebna, bo przecież on też wie, że jak nie będzie szczekał, to miasto znajdzie sobie innego, bardziej sprawnego artystę?

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy