Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Mózg w potrzasku

Sandra Borowiecka

Placówka medyczna założona przez znaną warszawską lekarkę od lat wykonuje skomplikowane badania i treningi mózgu. Z naszego śledztwa wynika jednak, że działa nielegalnie

Załóżmy, że jesteście pacjentami prywatnego centrum medycznego. Nagle okazuje się, że przypadkowy pracownik – serwisant albo handlowiec – ma dostęp do wyników waszych badań, wie wszystko o chorobach, przyjmowanych lekach, zna wasze dane. Kilka chwil później okazuje się, że to centrum medyczne nie ma pozwolenia na to, żeby was leczyć. Brzmi strasznie? A to dopiero początek.

Pakt z diabłem?

Spotykamy się w późne, październikowe popołudnie. Nasz informator jest roztrzęsiony i pokazuje pustą fiolkę po lekach uspokajających. Przyznaje, że łykał je codziennie, odkąd zaczął pracę w EEG Instytut w Warszawie. Inaczej nie dałby rady tam wytrzymać. Z tego, co mówi, wynika, że nie on jeden brał leki na uspokojenie i niejedyny widział, co się dzieje w firmie. Ale tylko on miał odwagę powiedzieć dyrekcji o tym, co zobaczył i co, jego zdaniem, jest niezgodne z prawem. Gdy to nie poskutkowało, zwolnił się z pracy. Od tamtej pory boi się, że za ujawnienie nieprawidłowości spotka go zemsta. Trzęsącą się ręką podaje swoją umowę – O, tu jest taki zapis, że nie wolno mi mówić o pracy tam nigdy, nigdzie i nikomu. Że jeśli kiedykolwiek powiem coś o tym, co robią, będę musiał zapłacić karę – pokazuje dokument. Kara to dokładnie 75 tys. zł. Oszałamiająca kwota, a jeszcze bardziej wiruje w głowie, gdy przeczyta się zdanie o lojalności pracownika wobec firmy i o tym, że ma być dyskretny i nic nie mówić „nigdzie, nigdy, nikomu i o niczym, czego dowiedział się w firmie". Wygląda to trochę jak treść paktu z diabłem i wzbudza podejrzenia, czy wszystko w firmie działa tak, jak należy.

W kwestii badania pacjentów i ich leczenia, wszystko powinno działać sprawnie i bez najmniejszych zastrzeżeń. Zwłaszcza jeśli chodzi o zabezpieczenie dokumentacji medycznej i jej przetwarzanie. W przypadku EEG Instytut wątpliwości budzi sam fakt, że dostęp do danych pacjentów i wyników ich badań ma ktoś, kto został zatrudniony na stanowisku handlowca do sprzedaży sprzętu medycznego i pracownika działu serwisu sprzętu „według bieżących potrzeb", jak napisano w umowie. Ktoś, kto nigdy wcześniej nie pracował w branży medycznej. – Po około dwóch tygodniach od rozpoczęcia pracy szef serwisu zabrał mnie do komputera, pokazał, jak mam zgrywać wyniki badań, gdzie wysyłać i jak drukować po odbiorze od lekarza. Tak stałem się sekretarką medyczną – opowiada nasz informator. Dodaje, że nikt nie zapytał go o doświadczenie, wiedzę czy chęć wykonywania takiej pracy. Nikt nie udzielił mu stosownego, pisemnego upoważnienia, które zgodnie z prawem musi być wystawione. Nikt pracy nie nadzorował. Tak się wszystko zaczęło.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej