Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

30 tys. dzieci z Zamojszczyzny oddzielono od rodzicow i poddano przymusowej germanizacji

W kolejce do zagłady

Krzysztof Jóźwiak

Byliśmy następni na liście. My, czyli Słowianie. Tuż po dokonaniu Holokaustu Hitler zamierzał wymordować większość Polaków, a garstkę pozostałych przy życiu zamienić w niewolników

Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu. Niusia zapłakała. Na dworze jakiś podejrzany harmider. Otwarły się drzwi i weszło dwóch pijanych Niemców. Dali dziesięć minut. Nie było kiedy płakać. W piekielnym tempie pakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy. W domu skaleczała babcia. Dziesięć lat nie schodziła z łóżka. I do tego dwuletnia Niusia. Tragedia. Jak się z tym wszystkim zabrać? Rodzice błagają o furmankę. [Niemcy] nie chcą [o tym] słyszeć. Pomogła „kontyngentówka". (...) Plac zborny urządzono na boisku szkolnym. (...) Było jeszcze ciemno. Staliśmy się cząstką społeczności skazanej. Za co skazanej? Dlaczego skazanej? Na co skazanej? Tego jeszcze nie wiedzieliśmy. Półtora tysiąca osób stało na śniegu. Czekaliśmy na swoje przeznaczenie – tak relacjonował wysiedlenie Skierbieszowa w nocy z 27 na 28 listopada 1942 r. lekarz Zygmunt Węcławik. Skierbieszów i okolicznie wsie były pierwszymi polskimi osadami na Zamojszczyźnie, które padły ofiarą wielkiej akcji wysiedleńczej, jaką rozpoczęli hitlerowcy jesienią 1942 r. na terenie powiatów zamojskiego, tomaszowskiego i hrubieszowskiego. Do marca 1943 r. policja niemiecka i Wehrmacht wspierane przez oddziały kolaborantów ukraińskich wypędziły ludność polską ze 116 miejscowości.

20 grudnia 1942 r. przyszła kolej na osadę Wielącz-Kolonia, w której mieszkał Bolesław Leszczyński. „Psy ujadały coraz bliżej. Przyszli w chwili, kiedy mama rozkładała parujące pierożki z serem na lnianej serwecie (o tych pierogach myślałem ciągle przez następnych kilka tygodni, leżąc na pryczy za drutami obozu). Trzech stanęło przy studni, jeden wszedł do mieszkania. Powiedział, że mamy dziesięć minut czasu, możemy zabrać odzieży, pościeli i żywności tyle, co na plecy i w ręce. Wyszliśmy z domu już po pięciu minutach. Z naszej dziesiątki jedno dziecko trzeba było nieść w betach na ręku, a dwoje prowadzić za rękę. W takiej sytuacji niewiele mogliśmy zabrać, a i to wydawało się za dużo, gdyż dziadkowi kazali prowadzić krowę. Mgła opadała, odsłaniając przygnębiający widok. Ze wszystkich zagród ciągnęły, przygarbione pod ciężarem tobołów, szare postacie. Dzieci płakały, niektóre nie chciały iść. (...) Szczekały psy, słychać było strzały. Po drogach i ścieżkach walały się toboły, ludzie tracili siły i porzucali je. Nie wolno było zatrzymać się, żeby usunąć rzeczy, które były zbyt ciężkie. Trzeba było nieść wszystko albo porzucić cały tobół. Do pierwszego punktu zbiorczego było od nas jakieś dwa kilometry. Nigdy przedtem te dwa kilometry nie wydawały mi się tak długie – wspominał po wojnie Leszczyński.Po zakończeniu wojny Niemcy planowali zamordować i przesiedlić na Syberię 85 proc. ludności Polski.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO