Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Koniec wspolpracy rosyjsko- -ukrainskiej jest szansa dla polskiego przemyslu lotniczego. Kooperacja przy produkcji nowoczesnego samolotu transportowego An-70 przynioslaby korzysci obu stronom

Wykorzystać szansę

Michał Kozak

Rosyjska agresja na ukraiński Krym i wynikające z niej konsekwencje gospodarcze mogą być impulsem, który pomoże polskim firmom wyzwolić się ze szkodliwych powiązań i opanować nowe rynki

Polskim producentom żywności i towarów codziennej potrzeby, zainteresowanym ukraińskim rynkiem, z pewnością pomoże ogłoszona niemal równocześnie z agresją Rosji akcja bojkotu rosyjskich towarów przez konsumentów znad Dniepru. Niezależnie od skali blokady handlowej, jaka w niedalekiej przyszłości spotka rosyjskie produkty ze strony ukraińskich władz, bojkot ten już teraz staje się czynnikiem sprzyjającym importowi towarów sprowadzanych z obszaru UE, a w pierwszej kolejności z Polski. Zapowiedziane przez UE podpisanie umowy o utworzeniu strefy wolnego handlu z Ukrainą to w pierwszej kolejności szansa dla polskiej branży budowlanej, od lat tradycyjnie sprowadzającej drewno z lasów zachodniej Ukrainy. Surowiec ten powinien znacznie stanieć ze względu na dewaluację hrywny i zmniejszenie korupcji wśród celników. Pozytywne efekty tych zmian powinny być odczuwalne już w tegorocznym sezonie budowlanym.

Bardzo interesujący dla polskich przedsiębiorstw może być także rynek usług. W tej dziedzinie zeszłoroczny import Ukrainy osiągnął w zeszłym roku poziom 7,7 mld dolarów, z czego 1,2 mld dolarów przypadło na Rosję. Tymczasem polskie firmy na ukraińskim rynku usług są dziś obecne jedynie śladowo i co gorsza, ich pozycja od pewnego czasu wyraźnie słabnie. Import usług z Polski spadł w zeszłym roku o prawie 6 proc. w porównaniu z 2012 r. i wyniósł zaledwie 165 mln dolarów. W tym samym czasie Wielka Brytania zwiększyła sprzedaż swoich usług do poziomu 1,1, mld dol. (skok prawie o połowę), łotewski eksport usług na Ukrainę wzrósł o 48 proc., i nawet pogrążona od lat w kryzysie Grecja zdołała zwiększyć eksport swoich usług o 8 proc. Przy czym kiedy przyjrzeć się strukturze ukraińskiego importu usług, doskonale widać, że jest na nim miejsce dla polskich firm, chociażby dlatego że niemal jedna czwarta przypada na usługi transportowe, które z powodzeniem mogłyby wykonywać firmy z leżącej na szlaku pomiędzy Ukrainą i zachodem Europy Polski.

Niewykluczone, że wskutek rosyjsko-ukraińskiej wojny gospodarczej z rynku telekomunikacyjnego nad Dnieprem zniknie kilku rosyjskich operatorów telefonii komórkowej, w tym jeden z największych – rosyjskie MTS, które kilka lat temu przejęło rodzimą ukraińską firmę UMC. Zwolnione w ten sposób miejsce to łakomy kąsek dla operatorów działających w regionie – skorzystać na nim mógłby między innymi polski Polkomtel borykający się w naszym kraju z naporem połączonych sił niemieckiej i francuskiej konkurencji.

Podniebna kooperacja

Zerwanie szeregu wspólnych ukraińsko-rosyjskich projektów wysokotechnologicznych na nowo otwiera szanse przed polskimi firmami z branży lotniczej. „Uważam Rze" pisało o tym szeroko jesienią zeszłego roku, jednak warto przypomnieć, że „do wzięcia" będzie m.in. udział w produkcji nowoczesnego samolotu transportowego An-70, przystosowanego dla potrzeb wojska, którego projekt powstał w ukraińskiej pracowni konstrukcyjnej Antonowa. An-70 to, jak przekonują Ukraińcy, jeden z czterech samolotów transportowych na świecie zdolnych przewozić dowolny sprzęt wojskowy, który może przy tym wykorzystać nawet gruntowe pasy startowe o niewielkiej długości. Oprócz niego potrafią to jedynie amerykański C17, europejski airbus A400M i chiński Y-20. An-70 można bez problemu wykorzystywać jako samolot desantowy operujący zarówno na wysokim, jak i na niskim pułapie. Przewożąc ludzi, może zabrać na pokład jednorazowo 300 żołnierzy, a w wersji sanitarnej 200 rannych. Do startu wystarcza mu pas ziemi o długości 600–700 m.

Głównym konkurentem An-70 jest europejski projekt wojskowego airbusa A400M, jednak zdaniem ekspertów ukraińska maszyna jest znacznie lepsza. Nie dość, że może zabrać więcej ładunku, bo 47 ton w porównaniu z 37 tonami airbusa, to jeszcze jest znacznie tańsza i bardziej ekonomiczna w eksploatacji. Koszt airbusa to 145 mln euro, podczas gdy za antonowa wystarczy zapłacić 67 mln dol.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO