Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

?W rywalizacji gospodarczej kazdy kraj sam musi zadbac o swoja silna pozycje, takze Polska? ? przekonuje Ryszard Florek, wlasciciel firmy Fakro

Pomyśl o gospodarce

Edyta Hołdyńska

Zaledwie jedna trzecia Polaków pracuje na nasze PKB. Jeżeli tego nie zmienimy, nie mamy co marzyć o osiągnięciu zachodniego poziomu życia

Nie wystarczy mieć talent i ciężko pracować. Nawet z odrobiną szczęścia to jeszcze nie wszystko. Żeby dużo zarabiać, trzeba dodatkowo żyć w wysoko rozwiniętym gospodarczo kraju. Właściciele piętnastu dobrze prosperujących polskich firm wspólnie z Fundacją „Pomyśl o przyszłości" chcą zawalczyć o poprawę kondycji krajowej gospodarki. Do nieograniczonej, wolnorynkowej rywalizacji Polska przystąpiła dopiero po 1989 r., kiedy zachodnie kraje miały już ugruntowaną pozycję gospodarczą. – Zmiany ustrojowe i wejście do Unii Europejskiej przyniosły nam konieczność konkurowania z krajami dużo silniejszymi od nas – zaznacza Ryszard Florek, właściciel nowosądeckiej firmy Fakro. – Warto podkreślać, że UE to wspólnota o charakterze administracyjno-prawnym, natomiast w rywalizacji gospodarczej każdy kraj sam musi zadbać o swoją silną pozycję, także Polska.

Fakro ma pomysł, jak tego dokonać. Chce zbudować taki model kapitalizmu, który opiera się własnym kapitale. Jego źródłem byłyby rodzime firmy. Pragnie zaangażować w swój pomysł wszystkich obywateli, którzy chcą zmian w polskiej gospodarce. I oczekują wyższych zarobków. – Jeśli co najmniej kilka tysięcy osób stanie do walki i będzie miało odwagę mówić, będziemy mieli szansę na sukces – mówi Ryszard Florek. Dodaje także, że najważniejsze są polskie firmy. – To przecież one są najmocniej związane ze swoim miejscem pochodzenia, zamieszkania i nawet wtedy, gdy już się rozwiną w duże przedsiębiorstwa i utworzą nowe fabryki za granicą, pozostawiają swoje centra w kraju. To właśnie firmy rodzime i rodzinne najbardziej przyczyniają się do długotrwałego wzrostu gospodarczego każdego państwa i są najstabilniejszym elementem jego rozwoju – dodaje prezes Fakro.

Na likwidacji granic w Unii Europejskiej zyskały przede wszystkim koncerny z dużych krajów starej Unii. Wykorzystując tzw. efekt skali osiągnięty na dotychczasowych rynkach, wielkie korporacje okazały się największymi beneficjentami integracji. Przewaga ekonomiczna tych firm jest przeważnie dużo większa niż korzyści przedsiębiorstw pochodzących z krajów nowej Unii uzyskiwane dzięki niższym, krajowym kosztom pracy. Prowadzi to do upadku rodzimych, narodowych firm, które nie są w stanie konkurować z paneuropejskimi przedsiębiorstwami. Brak rodzimych firm globalnych bądź przyjęcie na siebie roli jedynie podwykonawców wielkich koncernów w konsekwencji osłabia rozwój nowych krajów UE.

W Polsce nie mówi się o tym, że nabywając towar wyprodukowany w naszym kraju przez zagraniczny koncern, płacimy dodatkowe koszty korporacyjne. Są to m.in. koszty zarządzania, opłaty licencyjne, koszty nadzoru technologicznego i finansowego oraz odsetki od kredytów wewnętrznych. To swoista opłata na rzecz zagranicznych koncernów, która może sięgać od 5 do 30 proc. wartości zakupionych przez nas produktów. Środki te bezpowrotnie wypływają z naszej wspólnoty ekonomicznej.

Jeden zarabia na trzech

W Polsce zbyt mało osób wytwarza PKB w przeliczeniu na wszystkich obywateli. Średnia wynagrodzeń w określonym państwie to w przybliżeniu wartość PKB podzielona na wszystkich obywateli. W Polsce na 38 mln mieszkańców tylko 13 mln jest zatrudnionych w gospodarce. Oznacza to, że jedna osoba zatrudniona w gospodarce musi zarobić na siebie i na na dwie inne. – A więc oprócz małej wartości PKB w przeliczeniu na osobę powoduje to wysokie obciążenia kosztów pracy, przez co nasza gospodarka jest niekonkurencyjna – zauważa Ryszard Florek. Dla porównania: w Niemczech w gospodarce zatrudnionych jest 40 mln na 80 mln obywateli, tym samym wypracowana przez nich wartość jest dzielona na dwóch obywateli.Brak rodzimych firm globalnych bądź przyjęcie na siebie roli jedynie podwykonawców wielkich koncernów osłabia rozwój naszego kraju

Jak podkreśla Fundacja „Pomyśl o przyszłości", w Polsce zbyt wiele osób pracuje w instytucjach, które nie tylko nie wytwarzają PKB, ale na dodatek nadmiernie utrudniają innym rozwijanie gospodarki. Według danych Eurostatu Łotysze zredukowali administrację o 32,4 proc., Chorwaci – o 20,4 proc. A Polska? Od 2008 r. liczba urzędników zwiększyła się aż o 10 proc. Z wyliczeń GUS wynika, że jest ich w Polsce aż 443,1 tys. Pod względem rozrostu biurokracji zajmujemy niechlubne czwarte miejsce w całej UE. Fundacja „Pomyśl o przyszłości" za jedną z przyczyn niskiego zatrudnienia w gospodarce uznaje po prostu brak miejsc pracy, zwłaszcza w firmach z biznesu podstawowego. Polacy w wieku produkcyjnym, nie znajdując zatrudnienia we własnym kraju, szukają szansy za granicą. Co alarmujące, w ostatnich pięciu latach z Polski wyjechało ponad 1,7 mln ludzi, zwiększając tym samym liczbę pracujących za granicą Polaków do 2,3 mln. Według prognoz Instytutu Sobieskiego polscy emigranci tylko w latach 2014–2020 wytworzą 172 mld euro dochodu dla krajów, do których wyjechali. Gdyby znaleźli zatrudnienie w kraju, nasz PKB wzrósłby mniej więcej o 6 proc. i przynajmniej o tyle zwiększyłyby się nasze wynagrodzenia. Tymczasem pracujący na emigracji Polacy przyczyniają się do wzrostu zamożności innych wspólnot ekonomicznych. Emigracja zarobkowa negatywnie wpływa również na budżet naszego państwa.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO