Najnowsza interwencja Uważam Rze

Historia

Polski Rockefeller za Uralem

Krzysztof Jóźwiak

Alfons Koziełł-Poklewski nie trafił na Syberię w kajdanach. Wyjechał tam z własnej woli i zrobił oszołamiającą karierę finansową. Część majątku przeznaczył na pomoc dla polskich zesłańców

O życiu osobistym Poklewskiego wiadomo niewiele. Mieszkał w pałacu w Talicy, był także właścicielem reprezentacyjnego budynku w Jekaterynburgu. Michał Janik, autor wydanej w 1928 r. książki „Dzieje Polaków na Syberii", wspomina o jego „romansowym usposobieniu" i przytacza związaną z tym ciekawą historię. Zdarzyło się podobno Poklewskiemu popełnić jakoweś nadużycie finansowe, na którym stratny był skarb państwa. Jeden z oddanych carskich urzędników, Polak o nazwisku Rymsza, wpadł na trop afery i przedsiębiorcy groziły poważne konsekwencje. „Wtedy Poklewski poprosił o rękę córki Rymszy, panny Anieli. Małżeństwo doszło do skutku, a sprawa nadużycia utonęła" – pisze Janik.

Poklewscy doczekali się trzech synów, Wincentego, Jana oraz Stanisława. Ostatni z nich zrobił karierę w dyplomacji rosyjskiej, dwaj pozostali po śmierci ojca w 1890 r. rozwijali zbudowane przez niego imperium. Był to majątek olbrzymi, wyceniany na 4 mln rubli, w jego skład wchodziło mienie w 17 miastach i dziesięciu wsiach. Jak łatwo się domyślić, wszystkie przedsiębiorstwa Koziełł-Poklewskich zostały znacjonalizowane przez bolszewików po rewolucji październikowej.

Na ratunek zesłańcom

Alfons Koziełł-Poklewski prawie całe życie spędził w Rosji, za Uralem. Tam dorobił się olbrzymiego majątku, tam założył rodzinę i tam zmarł. Nigdy nie wrócił do ojczyzny swoich przodków. Jednak o Polsce i Polakach nie zapomniał. W pamięci Sybiraków zapisał się jako człowiek, który bez zastanowienia pomagał i otaczał opieką polskich zesłańców, nie szczędząc na ten cel pieniędzy i czasu. Oddajmy głos Zygmuntowi Librowiczowi, autorowi pierwszej monografii dotyczącej losów naszych rodaków na Syberii, wydanej jeszcze za życia Poklewskiego, bo w 1884 r., który tak opisuje działalność dobroczynną i patriotyczną Poklewskiego: „Zawsze chętnie pomagał materialnie wygnańcom (...). Prócz pieniężnych zasiłków, pomagał przybyszom do odszukania sposobów zarobkowania, dawał u siebie prywatne miejsca i zajęcia płatne, tak w gorzelniach, jak i w majątkach swoich. Kupił ziemię w permskiej gubernij i tu miejsca rządców, doktorów itp. powierzył Polakom, zarówno zesłanym, jak i dobrowolnie przybyłym, a tym, których przysyłano w katorżne roboty do gorzelnianych rządowych zawodów, będących pod jego administracyą, polepszał los – w ogóle pomagał ziomkom wedle sił i możności. Dla wielu wygnańców z 1863 r. pozbawionych wszelkich środków do życia i nie znających rzemiosła, któreby te środki dostarczyć mogło, Poklewski stał się prawdziwą deską ocalenia, udzielając im miejsca zarządzających w swoich szynkach. Prawda, zajęcie szynkarza nie zbyt szlachetne lecz, bądź co bądź, dawało w ręce nieszczęśliwych kawał chleba. Szczere pragnienie ulżenia losu wygnańcom wyrażało się u Poklewskiego, prócz tego, w drobnych na pozór, a jednak ważnych przysługach. Tak na przykład gdy w roku 1857, po wstąpieniu cesarza Aleksandra II na ton, przyszedł do nerczyńskich zawodów manifest, wracający Polaków do kraju, Alfons Koziełł-Poklewski ofiarował bez opłaty swe statki od Tomska do Tiumienia; to ujmowało półtora tysiąca werst lądem. W podobny sposób kilkakrotnie jeszcze później skracał zesłanym na Syberję ciężką drogę, czy to do kraju czy na dalsze wygnanie". Antoni Kuczyński w swojej znakomitej książce „Syberia. Czterysta lat polskiej diaspory" przytacza fragment wspomnień Szymona Tokarzewskiego, jednego z zesłańców, który twierdził że Alfons Koziełł-Poklewski, kiedy tylko docierały do niego wieści o zbliżającym się transporcie lub pochodzie kolejnych polskich skazańców, po prostu zgłaszał się do odpowiednich carskich urzędników, wykupywał więźniów i rozmieszczał w swoich zakładach przemysłowych. Polscy robotnicy otrzymywali także wysokie wynagrodzenie, mimo że jak pisze Tokarzewski „taki robotnik Polak, polityczny przestępca, kosztował Alfonsa Poklewskiego drogo. Przede wszystkim w zakładach, gdzie pracowali polscy zesłańcy, musiał swoim kosztem utrzymywać i opłacać żołnierzy, których obowiązkiem było niby to czuwać, aby skazańcy nie uciekli z Syberii". Poklewski wraz z żoną Anielą podawali także do chrztu dzieci swoich pracowników, często łożyli na ich wykształcenie, a nawet wysyłali do Europy, gdyż podówczas na Syberii nie było żadnych wyższych uczelni. Małżonkowie chętnie fundowali również kościoły katolickie, które pomagały podtrzymać ducha narodowego wśród zesłanych. To dzięki nim powstały polskie parafie w Tobolsku, Permie, Tomsku, Jekaterynburgu i Omsku. W kontekście fundacji kościelnych Tokarzewski przytacza zabawną anegdotę. Był on świadkiem, jak pewnego dnia Poklewskiemu zaanonsowano osobę zbierającą datki na kościół katolicki w jednym z miast syberyjskich. „Kwestujący zaraz po wejściu rozkłada arkusz, na którym swoje nazwiska mają zapisywać ofiarodawcy. Dotychczas figuruje tylko jedno jakieś nazwisko z ofiarą 250 rubli. Pan Alfons rychliwy, niby żywe srebro chwyta pióro i pisze: Alfons Poklewski-Koziełł resztę" – wspomina Szymon Tokarzewski.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez