Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Rzemiosło to pasja

Rafał Otoka-Frąckiewicz

Z Martą Mach i Agatą Napiórską, autorkami kwartalnika „Zwykłe Życie” zajmującego się tematyką rzemiosła rozmawia Rafał Otoka-Frąckiewicz

Widzę dużą szansę dla rzemieślników w czasach kryzysu i postępującego zubożenia. Ludzie nie będą mieli pieniędzy na nowe rzeczy i będą musieli dbać o to, co mają.

Wydaje mi się, że nie możemy w ogóle myśleć i planować takiego rozrostu rzemiosła, by te produkty staniały. To ręczna robota, która przez setki lat zawsze była w cenie. W latach 90. w Polsce zapomnieliśmy, że coś takiego istnieje i wtedy właśnie te zakłady rzemieślnicze opustoszały. Teraz tak naprawdę trwa odbudowywanie zainteresowania – od zera. Planowanie zatem ogromnej ekspansji, która mogłaby wyprzeć sklepy sieciowe, jest absolutnie nierealne.

Bardziej chodzi o to, żeby wrócić do myślenia naszych dziadków, rodziców. Uważali oni, że biednego nie stać na to, by kupować trzy razy. Lepiej mieć jedną rzecz i ją naprawiać, niż ciągle wyrzucać te słabe jakościowo. To jest też filozofia, która zahacza o minimalizm. Żyć tak, żeby nie otaczać się zbytkiem.

Zabrzmiało bardzo po chrześcijańsku.

O tym nie myślałyśmy, ale być może rzeczywiście zachodzi tu pewne podobieństwo.

Do tego jest to ewidentny patriotyzm gospodarczy i być może – mimo paradoksu – sposób na stworzenie innowacyjnej gospodarki, w której nie potrzebujemy cybertechnologii, robotów, na które nas nie stać. Mamy szansę zawojować świat prostotą i jakością?

To nie jest proste, mimo że rzemieślnicy to nie są prości ludzie. To są ludzie wykształceni, którzy posługują się językami obcymi. Taki rękawicznik włada francuskim, bo cała nomenklatura od wieków tworzona była w tym języku.

Słyszałem o kapeluszniku z Warszawy, do którego do dzisiaj przyjeżdżają ludzie z Paryża, Londynu. I dzieje się tak od pokoleń.

Jasne. Tak samo jak opisywany przez nas zegarmistrz. W sobotę między 11 a 13 obsługuje wyłącznie obcokrajowców. Przywożą mu zegarki z całej Europy. W dawnych czasach Polska słynęła ze swego wzornictwa i to zarówno w krawiectwie, kaletnictwie, jak i wielu innych rzemiosłach. Okazuje się, że 50–60 lat temu Europa Zachodnia importowała bardzo dużo polskich wyrobów rzemieślniczych. W pewnym momencie to się załamało i...

Chyba nawet wiem, kiedy. Ciotka mojego przyjaciela jakimś cudem przeżyła rzeź Woli i po wojnie założyła zakład produkujący grzebienie.  Po roku czy dwóch została zamknięta w więzieniu jako spekulant i wywrotowiec. Państwo zadbało, żeby nie odrósł na nim wrzód kapitalizmu.

Dziś państwo, nawet jeśli nie przeszkadza, to kompletnie nie wspiera tych ludzi. Tak naprawdę jedynym wsparciem promocyjnym są izby rzemieślnicze, a te niestety topnieją w oczach. Członków cechów ubywa z przyczyn naturalnych: śmierci, emerytur, braku następcy. Niestety, w ich miejsce nie pojawiają się zakłady młodych. Oni idą trochę inną ścieżką, nie wstępują do cechu, bo zwyczajnie im się to nie opłaca. Nie chcą być zrzeszeni, nie chcą być zależni, nie chcą płacić składek. Tracą w ten sposób szanse tworzenia środowiska i wstrzyknięcia świeżej krwi. Szkoda, bo członkowstwo w cechu to nie są duże pieniądze.

Czemu tak sie dzieje?

Często młodzi sądzą, że wszystkiego szybko się nauczą i liczą na równie szybki sukces. Nie biorą w ogóle pod uwagę tego, że aby zostać rzemieślnikiem, potrzebne są lata pracy, doświadczenie. Zawsze najpierw był uczeń, potem czeladnik, potem mistrz. I to doskonale działało. Dzisiaj brakuje tej hierarchii, bo tym mistrzom rzemieślnikom nie opłaca się przyjmować uczniów. Gdzie oni w tych malutkich zakładach 2x3 metry mają jeszcze mieć ucznia, któremu sami musieliby płacić?

Jeden ze starych mistrzów mówił nam wprost, że wielu młodych nie dało rady, bo przychodzą do niego i oczekują, że w tydzień nauczą się wszystkiego. A to jest bardzo żmudny proces i potrzeba lat, by dojść do poziomu mistrzowskiego.

Ale są też młodzi ludzie, którzy świadomie do tego podchodzą i uczą się bardzo długo, etapami. Są i tacy, którzy podążają inną drogą. Pisałyśmy np. o dziewczynie, która wskrzesza krawiectwo damskie na miarę, szyje na miarę, projektuje też  dla swoich klientek ubrania – ale ona uczyła się w Nowym Jorku. I to nie jest nic nowego. Polscy rzemieślnicy już przed wojną mieli obowiązek jeździć i wysyłać swoich uczniów za granicę. Były to tak zwane staże rzemieślnicze. Uczyli się, przywozili wzorce, mieszali je z naszymi. Osoby, które interesują się rzemiosłem, są też zainteresowane tradycją. Widać to po ich produktach. Po formach i materiałach, których używają. Nie znaczy to jednak, że są zamknięte na światowe trendy, ba!, często sami je wyznaczają.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość