Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Taktyka krótkiego oddechu

Malwina Użarowska

Branża szkoleń „miękkich”, podgrzana przez dotacje unijne, urosła jak suflet. Teraz opada. Klienci wybierają szkolenia, które mają szybko przynieść jak największy zysk. Na dłuższą metę działa to hamująco na rozwój firm

Siedem tłustych lat dla firm szkoleniowych wyprodukowało rzesze trenerów. Europejski Fundusz Społeczny w latach 2007–2013 wpompował potężne środki w edukację. Powstało kilkanaście tysięcy firm szkoleniowych, z czego jedynie około 2 tys. aktywnie działa na rynku.

Trenerem może zostać każdy. Wystarczy kilkunastotysięczna dotacja na założenie własnej działalności gospodarczej, by sfinansować refundowany przez Unię kurs trenerski, kupić laptop, oprogramowanie, projektor, założyć stronę internetową i wydrukować wizytówki. Blog, aktywność na portalach społecznościowych, parę filmów z autoprezentacją zamieszczonych na YouTube, nieco zapału i świeżo upieczony trener staje się znany, choć niekoniecznie rozchwytywany. Pokusa szybkiego zysku przy minimalnej inwestycji jest ogromna. Rzeczywistość jednak jest bardzo różna. Dużo zależy od szczęścia, wytrwałości i kreatywności. Rynek firm szkoleniowych rozdrobnił się, a klient przesycił zalewem niemal identycznych ofert. Silna konkurencja powoduje obniżenie cen szkoleń, a co za tym idzie – ich jakość może budzić wątpliwości.

Niezmiennie dobrze sprzedają się szkolenia „twarde”, podwyższające kompetencje merytoryczne. Na te zawsze jest zapotrzebowanie. Trenerzy muszą się wykazywać rzetelną wiedzą, w przeciwnym razie szybko wypadają z rynku. W obszarze szkoleń „miękkich” panuje jednak chaos po wielkim wybuchu. Klienci przyzwyczajeni do rozrywkowych szkoleń integracyjnych często nie potrafią określić, czy szkolenie ma być „fajne” czy wartościowe. Zleceniodawca oczekuje wymiernych wyników, co w wypadku szkoleń „miękkich” jest niemal niemożliwe do oszacowania. Uczestnicy szkolenia w ankietach ewaluacyjnych często dają dość wyraźnie znać, że nie bawili się wystarczająco dobrze. Trener staje przed dylematem: czy nauczyć grupę cennych umiejętności, czy ograniczyć program i wejść w rolę wodzireja. Może wówczas otrzymać od uczestników dobrą ocenę, gwarantującą dalszą współpracę. Szeregowi pracownicy na warsztatach oceniają trudne zadania jako nudne. Jeszcze 10 lat temu taka informacja zwrotna w ogóle się nie pojawiała w ankietach poszkoleniowych.

Menedżerowie natomiast uczą się chętnie i zwykle oczekują trudniejszych wyzwań. Ta grupa dobrze weryfikuje szkoleniowców. Trenerzy o niskich kompetencjach nie dają sobie rady z wysokimi wymaganiami dobrze wyedukowanych klientów. Tu jednak pojawia się inny problem. O ile firm szkoleniowych namnożyło się jak grzybów po deszczu, o tyle klienci zawęzili swoje potrzeby.

Iluzja na ciężkie czasy

Od ponad siedmiu lat można zauważyć charakterystyczne dla kryzysowych postaw spłycenie oddechu. Szkoli się pracowników głównie w tych obszarach, które dają szansę na szybki zwrot inwestycji – sprzedaż, negocjacje, obsługa klienta, prezentowanie oferty.

Decyzje o zakresie szkoleń są często podejmowane dość automatycznie. Nawet jeśli pracownicy nie potrzebują kolejnego szkolenia z podstaw negocjacji, i tak zwykle nie otrzymują większego wyboru. Alternatywą bywa jedynie propozycja skrajnie „miękka”, czyli warsztaty antystresowe, szkolenia z asertywności i podobne pomysły mające osłodzić presję w pracy.

Pomiędzy tymi biegunami leży pusta dolina. Szkolenia realizujące dalekosiężne cele, budujące komunikację w firmie, tworzące kulturę organizacji, styl zarządzania, wspierające innowacyjność i wartości wydają się wielu klientom zbędną inwestycją. Taktyka krótkiego oddechu zakłada szybki zysk, wydaje się ława do zmierzenia i ma pozwolić przetrwać ciężkie czasy. Niestety utrzymuje ona firmę nieustannie w atmosferze sali reanimacyjnej.

Duże firmy w mniejszym stopniu odczuwają skutki jednostronnego szkolenia pracowników. Zwykle mają zbudowaną kulturę organizacji i długą historię systemu motywacyjnego. Przede wszystkim rotacja pracowników powoduje, że firma radzi sobie ze spadkami motywacji poprzez świeży narybek. W dłuższej perspektywie brak wielopłaszczyznowego rozwoju pracowników doprowadza do ognisk wypalenia zawodowego i wyuczonej bezradności. Bardzo trudno zmierzyć straty powodowane przez te zjawiska. Szacuje się, że sięgają one nawet ponad 20 proc. W czasach krótkiego oddechu nikt jednak nie bierze tego pod uwagę i programy szkoleń nadal skupiają się na sprzedaży i negocjacjach. Organizacja jakoś sobie radzi, a firmy doradcze doraźnie łatają dziury za pomocą programów coachingowych i naprawczych.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?