Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Człowiek bez biografii

Grzegorz Braun

Jedyna wątpliwość, jakiej nastręcza mi najświeższa nominacja w MSZ, to kwestia: jaki właściwie byłby kolor munduru, który przypuszczalnie za wysługę lat przysługuje Grzegorzowi Schetynie?

Potwierdza się podstawowa reguła życia politycznego Post-PRL, że najlepszą rekomendacją do pełnienia wysokich i najwyższych urzędów jest fakt pozostawania kandydata w zainteresowaniu operacyjnym – przynajmniej w charakterze figuranta-kandydata na tajnego współpracownika czy tzw. kontakt operacyjny, jeśli nie wprost kadrowego agenta sowieckich, polskojęzycznych służb PRL. Poczet ministrów spraw zagranicznych, których nazwiska figurują w zasobach archiwalnych IPN, prezentuje się mimo wszystko naprawdę imponująco: Skubiszewski – „Kosk”, Olechowski – „Must”, Cimoszewicz – „Carex”, Rosati – „Buyer”, Rotfeld – „Rot” (alias „Ralf”, „Rauf”, „Serb”) i inni. Mogliśmy poznać tylko niektóre pseudonimy nadawane z charakterystyczną inwencją słowotwórczą przez kolegów kapitana Żbika. 

Także tylko w niektórych wypadkach możemy zapoznać się z dokumentacją dokonań, którymi zapracowali sobie panowie ministrowie na tak wysokie kategorie zaufania. Najwartościowsze jednostki, zwłaszcza z rezerw kadrowych Departamentu I MSW, podlegały wszak specjalnej, troskliwej ochronie, głębszej, wewnętrznej konspiracji. Stąd zapewne oficjalne życiorysy takich ważnych figurantów fascynujących z pewnością spraw operacyjnych o zasięgu międzynarodowym, jak Bartoszewski czy Geremek, wciąż rozczarowują swą fragmentarycznością. Są to wszak postaci tak dalece nietuzinkowe, że w normalnym państwie dziwić musiałby doprawdy fakt, że pozostają ludźmi bez poważnych źródłowych biografii. Bo przecież nie kwalifikują się do tej roli bałamutne wywiady-rzeki czy inne przyczynki do własnej legendy, których, owszem, w księgarniach nie brakuje. Przypomnę kilka klasycznych pozycji: Geremek opowiada Żakowskiemu, Bartoszewski Komarowi, a Rotfeld Torańskiej – to istne gejzery samozadowolenia i zakłamania, skądinąd dla czytającego co nieco między wierszami wisielczo przezabawne. Najważniejsze, zapewne najciekawsze meandry życia tych osób publicznych pozostają zatem opinii publicznej wciąż nieznane.

MSZ w Post-PRL nie jest od tego, by reprezentował polską rację stanu wobec zagranicy. Jest raczej od tego, by to, co za granicą w naszej sprawie starsi i mądrzejsi postanowią, sprawnie transmitować i egzekwować

Do tego właśnie grona ludzi bez wiarygodnych życiorysów dołącza wreszcie Grzegorz Schetyna – centralna postać „układu wrocławskiego” (patrz: moja ulubiona teoria spiskowa o pochodzeniu dolnośląskich elit i o fenomenie ich nadreprezentacji na scenie ogólnopolskiej) – starszy kolega z Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta, gdzie w drugiej połowie lat 80. minionego stulecia poznałem go jako studenta historii, lidera podziemnego Niezależnego Związku Studentów i przywódcę ostatnich strajków na naszej uczelni. Jest on, o ile mi wiadomo, jedynym działaczem NZS, który w rezultacie „transformacji ustrojowej” został w szybkim tempie wicewojewodą (w gestii którego było m.in. pieczętowanie paszportów na wyjazdy zagraniczne), przedsiębiorcą, współzałożycielem prywatnej rozgłośni radiowej (nb. pierwszej w kraju) i właścicielem wojskowego klubu koszykarskiego. O dalszej karierze biznesowo-politycznej nie wspomnę, bo o tym właśnie najłatwiej w tych dniach przeczytać. Przypomnę tylko, że powraca on do gry z ławki rezerwowych, na której znalazł się w wyniku starannej operacji plastycznej prowadzonej przez kilka ostatnich lat, kiedy to media głównego ścieku szereg razy donosiły o jego „odsunięciu” i „upadku”, a w mediach p.o. prawicowo-patriotycznych szereg razy był komplementowany jako „mocny człowiek”, „nadzieja” etc. 

Rysy jego imponującej sylwetki szkicowane w ostatnich dniach na łamach prasy wciąż nie sięgają do korzeni, które zresztą pozostają od lat bezwstydnie odsłonięte. Warto po prostu zapoznać się – czego dotąd nie starali się uczynić rozpisujący się o nim dziennikarze, w tym również „niezależni”, a nawet „niepokorni” – ze szczątkową wprawdzie, ale przecież wiele dającą do myślenia dokumentacją dotyczącą Schetyny w Biurze Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów IPN we Wrocławiu. I warto skonfrontować wnioski z tej lektury z jednej strony z dokumentami SB dotyczącymi rozpracowania Solidarności Walczącej, z drugiej strony zaś – z rzadkimi, ale w takim kontekście surrealistycznymi wspomnieniami samego delikwenta z lat młodości. Polecam zwłaszcza wzmiankę o tym, jak to w stanie wojennym tata kolegi (wojskowy) wyreklamował obecnego ministra z aresztu w rodzinnym Opolu. Notabene właśnie w Opolu wytworzone zostały najciekawsze zachowane dokumenty, rzucające światło na tę ścieżkę życiową, która doprowadziła Schetynę do pozycji pierwszej osoby w państwie postpeerelowskim (kiedy to po zamachu smoleńskim na pewien czas przejął funkcję marszałka Sejmu). Oto w ciemną noc stanu wojennego funkcjonariusz SB z Opola wysyła do centrali rutynowe zapytanie o rozpracowywanego właśnie Schetynę, którego jako kolportera ulotek wzmiankował w swym donosie jakiś TW „Miś” z opolskiej uczelni. Nie wiemy, jaka była odpowiedź z Warszawy, ale skutkuje ona pospiesznym zamknięciem przez Wydz. III w Opolu sprawy Schetyny – co zgodnie z rutyną tajnej służby znamionuje fakt wcześniejszego „zastrzeżenia” figuranta do innej sprawy przez inną komórkę lub może jakąś inną służbę... 

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy