Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Wizy dla Amerykanów

Grzegorz Braun

• KOŚCIÓŁ – SZKOŁA – STRZELNICA • Gdyby w Warszawie władzę wzięli polscy państwowcy w miejsce tej lizusowskiej klienteli, powinni szanować się na tyle, by przestrzegać zasady wzajemności także w stosunkach z USA

Od ćwierć wieku Polacy periodycznie ekscytowani są nadzieją bliskiego zniesienia wiz do USA. Ostatnio miraż ten po raz kolejny się oddalił, kiedy Departament Stanu w swym dorocznym raporcie znów odsunął sprawę ad calendas graecas. Na osłodę zakomunikowano, że odsetek odmów zmniejszył się do rekordowo niskiego poziomu 6 proc. z groszami – cóż, kiedy do zniesienia obowiązku wizowego potrzeba spadku poniżej ustalonej przez Amerykanów bariery 3 proc. Ambasador warszawskiej władzy w Waszyngtonie Ryszard Schnepf skomentował rzecz w wazeliniarskim stylu, stwierdzając m.in., że „to niezwykle optymistyczna wiadomość, która daje więcej energii i argumentów, by kontynuować starania”. To dla antypolskiego lobby w MSZ typowe – udawać, że deszcz pada, kiedy kpią z nas w żywe oczy.

Notabene niczego innego nie należało się spodziewać po JE Schnepfie, który wszak dawno ustalił był własną renomę działalnością obliczoną na dezintegrację polskich środowisk patriotycznych w Ameryce Łacińskiej, po czym za tę wysługę doczekał się premii właśnie w postaci awansu do Waszyngtonu, a teraz jego nazwisko pojawia się na krótkiej liście ewentualnych kandydatów na szefa MSZ. O tym, jak pojmuje JE Ambasador realizowanie polskiej racji stanu, świadczyć może z jednej strony jego osobiste zaangażowanie w promocję polakożerczego filmu „Pokłosie”, a z drugiej – zaangażowanie w reaktywację u nas B’nai B’rith (masonerii o cenzusie narodowościowym).

Gdyby działo się inaczej, gdyby w Warszawie władzę wzięli polscy państwowcy – w miejsce tej lizusowskiej klienteli i tych folksdojczów reprezentujących interesy różnych naszych okupantów – powinni szanować się na tyle, by przestrzegać zasady wzajemności także w stosunkach z USA. Mianowicie w ramach owej wzajemności polski rząd – gdyby takowy zainstalował się jeszcze kiedyś w Warszawie – powinien w pierwszych dniach swego urzędowania przywrócić obowiązek wizowy dla obywateli imperium amerykańskiego. Bez żadnych scen i awantur ani bez żadnego obrażania się – po prostu: obywateli USA powinny dotyczyć warunki biurokratyczne, organizacyjne i finansowe ściśle analogiczne do tych, jakim sprostać muszą Polacy wybierający się na drugą stronę globusa. Ma się rozumieć, wymogi te należy złagodzić lub całkiem uchylić względem naszych rodaków tam mieszkających. Ale z pewnością należy je egzekwować ściśle wobec wszystkich Amerykanów nielegitymujących się polskim pochodzeniem.

Kto nie rozumie, w czym problem i o czym w ogóle mowa, niech na początek spróbuje zalogować się na stronie warszawskiej ambasady USA, a następnie przebrnąć przez wywieszony tam formularz, przy którym sowiecko-peerelowskie podanie o paszport to była zwykła igraszka, a wypełnianie formularza PIT to czysta przyjemność. Proces „czołgania”, jakiemu tu poddają nas towarzysze amerykańscy, jest tyleż czasochłonny, co w swej bezwzględności upokarzający. (Na marginesie zauważmy, że natykamy się tu m.in. na nachalną propagandę „genderyzmu”, ponieważ podstawowa opcja wyboru płci, którą komputer preferuje jako domyślną, to płeć trzecia, tj. nieokreślona – ang. sex – none). A przecież pomyślne przejście tej kuriozalnej procedury to zaledwie wstępna promesa spotkania z urzędnikiem w ambasadzie. Koszt „rozpatrzenia podania wizowego” wynosi aktualnie 160 dolarów lub więcej – w zależności od charakteru planowanego pobytu. Kto dostąpi zaszczytu zaproszenia na „rozmowę z konsulem”, tego w progach amerykańskich placówek na naszej ziemi czeka dalsza strata czasu i dalsze rutynowe „czołganie” – wszystko pod pretekstem „wymogów bezpieczeństwa” w dobie globalnej wojny z terroryzmem.

A pamiętajmy, że i to nie wszystko. Bo przecież i sama „wiza”, którą w końcu łaskawie wkleją do naszego paszportu, stanowi zgodnie z amerykańskim prawem jedynie kolejną promesę, a ostateczną decyzję podejmie całkiem kto inny, w docelowym porcie już na ziemi amerykańskiej. Znam anegdotyczne, choć – dalibóg – wcale nieśmieszne przypadki zawrócenia delikwenta w drogę powrotną do Polski – już po lądowaniu w USA – na skutek fanaberii tamtejszego funkcjonariusza kontroli granicznej. Notabene puste oczy i solenna powaga w traktowaniu wszystkich przyjezdnych jako zakamuflowanych terrorystów, szpiegów i w ogóle wrogów – to budzi jednoznaczne skojarzenia u mnie, człowieka pamiętającego z autopsji tragikomizm i absurdalną grozę kontroli granicznej przy przekraczaniu enerdowskiej „żelaznej kurtyny” lub przy wjeździe do samej sowieckiej „ojczyzny światowego proletariatu”. Zaprawdę smutny to fakt: podobnie puste twarze, znamionujące niezłą przepierkę mózgów, oglądałem ćwierć wieku temu u sowieckich pograniczników w Ogrodnikach, a ostatnio w Niagara Falls, gdzie amerykański „dziarski chłopak” przetrzymał mnie kilkadziesiąt minut, nim nonszalanckim gestem przywoławszy do okienka, zapytał z miną serio, co tu robię w środku nocy – sugerując niedwuznacznie, że uczciwi ludzie o tej porze powinni spać, a nie próbować wślizgnąć się do USA z podejrzanym wschodnioeuropejskim paszportem.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej