Najnowsza interwencja Uważam Rze

Butik

Słowo o wyprawie Ottona von F.

Marcin Niemojewski

Ta powieść, ogłoszona w ostatniej dekadzie minionego wieku, ma dziś szansę znaleźć takich odbiorców, którzy odczytają ją na nowo

Trzecie na przestrzeni kilkunastu lat wydanie powieści żyjącego, obcojęzycznego pisarza to nie jest sprawa błaha. Tym bardziej że nie chodzi tu o jednego z zachodnich permanently visiting writers, tych zawsze poprawnych warsztatowo, stale goszczących w polskich rankingach księgarskich dostawców intelektualnej lub mniej wymagającej rozrywki. Chodzi o pisarza ukraińskiego, a zatem swojskiego, by tak rzec, naszego, czyli środkowoeuropejskiego, zrozumiałego dla polskich czytelników w jakiś szczególny, głębszy, niedostępny dla unijnego mieszczaństwa, szlachetny sposób. A tak mocna więź z natury swojej staje się zbyt bolesna i w związku z tym poza środowiskami inteligenckimi mało kto takiego pisarza zna, a w każdym razie niewielu naprawdę czyta. Co prawda, „Moscoviada” Jurija Andruchowycza − poety, eseisty i prozaika obecnego na polskim rynku książki od połowy lat 90., niegdyś współzałożyciela legendarnej ukraińskiej formacji literackiej Bu-Ba-Bu − już po pierwszym wydaniu uznana została za jeden z najcelniejszych obrazów mocarstwowej Rosji i bloku wschodniego w fazie rozkładu, powinna więc zdobywać nowych odbiorców z mocy ugruntowanej wcześniej i choćby kuluarowo transmitowanej opinii. Ale mocarstwo i wzmiankowany blok już się rozłożyły, czy zatem ta powieść, ogłoszona w ostatniej dekadzie minionego wieku, faktycznie ma szansę na reaktualizację w konfrontacji z tak zwanym życiem bieżącym? Na znalezienie czytelników różnych od tych, którzy już ją znają? Otóż ma, lecz taki sąd należy przynajmniej spróbować uzasadnić, najlepiej w kontekstach aktualnych, zaczerpniętych z teraźniejszości, np. z ceremoniału porannego przeglądu prasy.

Media donoszą mianowicie, że w weekend otwarcia na kinowy hit „50 twarzy Greya” wybrało się w Polsce blisko milion widzów. Oznacza to, że publiczność gremialnie zlekceważyła negatywne na ogół recenzje i poszła zachłysnąć się prawdziwie światową wizją współczesności, zwłaszcza w obszarze obyczajowo-erotycznym. Zamiar poznawczy poniekąd chwalebny, rzecz jednak w tym, drogie dziewczęta i chłopcy, że ów obszar obyczajowy spenetrował już Andruchowycz w swej prozie bardziej poetycko i dosadniej zarazem, z emocjonalną szczerością i z większym wyrafinowaniem, o czym można się przekonać, zagłębiając się w opis seksu pod prysznicem bądź refleksje bohatera powieści na temat reguł pożycia w przestrzeni domu akademickiego. Tyle że w ujęciu środkowoeuropejskiego pisarza są to epizody, ornamenty stanowiące tło dla osnowy tej historii, a więc dla zamkniętej w jednym dniu wyprawy głównego bohatera, Ottona von F., ukraińskiego poety-nomada tymczasowo mieszkającego w moskiewskim akademiku. Wyprawa ta ma wyraźnie homerycko-dantejskie zakorzenienie, na co zresztą wskazuje tytuł powieści, jest więc podróżą po kolejnych wyspach barów, posiedzeń alkoholowych, kochanek, wspomnień, punktów znaczących w topografii Moskwy w godzinie agonii ustroju i równocześnie wędrówką do celu, niekoniecznie tego pierwotnie wyznaczonego, do którego dotrzeć można jedynie przez kolejne kręgi piekieł. W toku opowieści mieszają się nieustannie gorycz, rozpacz i humor niekiedy piekielnie czarny, ale niezmiennie prowokujący śmiech do łez. A ponad wszystkim i poprzez wszystko ujawnia się specyficzny dystans do samego siebie i do rzeczywistości w ogóle, genetycznie powiązany z naszym mitteleuropejskim tyglem, artykułowany przez autora w narracji drugoosobowej, w aluzjach literackich i historycznych, w powracającym dialogu z imaginacyjnym, ale jakoś też bardzo rzeczywistym „królem Ukrainy Olelkiem Drugim (Dołgorukim-Rurykowiczem)”, w genialnie nazwanej przez Kunderę nieznośnej lekkości bytu, wykorzystanej tu w charakterze atmosfery ogólnej na prawach wspólnego regionalnego dziedzictwa: „Ale to jedynie twoja osobista pijacka refleksja, von F. I może ona wcale się nie pokrywać. To znaczy fatalnie nie pokrywać się z niczym”. Że w tej górnolotności nie ma jednak miejsca na odważne przełamywanie tabu i nadgryzanie świętości, jak w przywołanym „Greyu”? Proszę bardzo: „Bo tu opodal jest cerkiew Niespodziana Radość. Nazwa jak ulał dla burdelu”. I niech Grey z tym powalczy.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe