Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Integracja dla frajerów

Jan Piński

Unia Europejska bywa złośliwie nazywana Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich. W tej analogii do Związku Radzieckiego chodzi o absurdalne regulacje, biurokrację, korupcję, zakłamanie, ale także propagandę, która pełna jest frazesów o braterstwie narodów i wspieraniu biedniejszych przez bogatszych. Faktycznie każdy unijny kraj pilnuje swojego interesu i stara się, aby to inni realizowali ideały UE (i płacili za nie). Każdy oprócz Polski.

My jako jedyne państwo potraktowaliśmy hasła unijne serio i rzeczywiście otworzyliśmy swoje rynki zarówno dla unijnych produktów, jak i usług. Zrobiliśmy tak, nie troszcząc się o to, czy polskie firmy będą miały za granicą takie same szanse na wygranie przetargów, jakie mają zagraniczne firmy w Polsce, zgarniające u nas jedno zamówienie za drugim. W 2014 r. niemieckie i hiszpańskie firmy zgarnęły po ponad 4 mld zł (te pierwsze trochę więcej) z publicznych zamówień w Polsce. Tymczasem polskim firmom w tych krajach udało się zdobyć tylko „coś” (ok. 40 mln zł) w Niemczech. Bynajmniej nie dlatego, że nie możemy konkurować z tamtejszymi firmami. Po prostu Niemcy tak piszą swoje państwowe przetargi, że polskie firmy nie spełniają warunków. Niemcy nawet nie udają, że chcą zainteresować swoimi przetargami zagraniczne firmy, zwyczajnie lekceważąc obowiązek informowania o nich za pośrednictwem unijnych instytucji. Polacy na odwrót – są prymusami „integracji”. Niestety, przypomina to słynny dowcip o gospodarczej integracji ze wspomnianym Związkiem Radzieckim, który w zamian za 5 tys. ton węgla przysłał nam 5 tys. par butów, ale… do podzelowania! Niemcy nie tylko nie dają naszym firmom szans na rządowe pieniądze, ale nawet wkraczają na podobno wolny (chyba że w sensie „powolny”) rynek, na przykład zakazując polskim firmom transportowym świadczenia usług na terenie Niemiec, bo nie płacą one pracownikom tamtejszej płacy minimalnej. Można? Można!

Z tej fikcji integracji i kpiny z wolnego rynku liderzy UE doskonale zdawali sobie sprawę. Stąd wziął się absurdalny pomysł wspólnej europejskiej waluty (tak jakby kolor farby drukarskiej na papierze miał wpływ na zamożność). Wspólna waluta miała odgórnie zintegrować gospodarki. Dla porównania: Stany Zjednoczone wprowadziły jednolitą walutę ponad 100 lat od zawiązania unii, a tam nie występowała bariera językowa między poszczególnymi stanami! Dziś wiemy, że pomysł okazał się chybiony, a koniec tego eksperymentu liczony jest w latach, nie dekadach.

Nie ma czegoś takiego jak „interes europejski”. Są interesy polskie, niemieckie, brytyjskie, francuskie itp. Skoro nie potrafimy wymyślić własnej, sensownej polityki wobec UE, skopiujmy niemiecką. Egoizm nie podlega ochronie patentowej.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?