Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

ANNA KAWALA KONIK

Mushing, czyli wyścigi zaprzęgów

Malwina Użarowska

Zaprzęg z czterema psami może się poruszać z prędkością 50 km/h. Ma taką moc, że jeśli psy nie posłuchają komendy maszera, nie da się tej lokomotywy zatrzymać. Powloką człowieka, pozrywają liny

Wyścigi psich zaprzęgów kojarzą się ze śnieżnym pejzażem Ameryki Północnej, poszukiwaczami złota i lekturami z dzieciństwa. Okazuje się jednak, że miłośnicy tego sportu uprawiają go w różnych regionach świata i nie tylko zimą, ale i latem.
Jak większość dyscyplin sportowych, wyścigi psich zaprzęgów przekształciły się z całkowicie praktycznego zastosowania. W regionach Alaski i Kanady był to naturalny środek transportu. Tam też ponad 100 lat temu wyścigi stały się rozrywką poszukiwaczy złota. Do ciągnięcia transportów wybierano psy o szczególnych cechach. Miały być silne, ekonomiczne, odporne na warunki atmosferyczne. Jadały raz na kilka dni, spały zakopane w śniegu, a wiosną, gdy sanie stawały się bezużyteczne, często odpędzano je i musiały radzić sobie same. Przez tysiące lat krzyżowały się same, te najsilniejsze lub krzyżowano je pod kątem użyteczności i pożądanych cech. Stąd wyłoniły się pierwotne rasy psów północy. Ale nie tylko z rejonu Ameryki Północnej. Zaprzęgi były najlepszym sposobem do przewozu ludzi i sprzętu również na trasach syberyjskich w ekstremalnych warunkach arktycznych i antarktycznych. Na Czukotce psie zaprzęgi wykorzystywano również do transportu pasażerów i przesyłek pocztowych. Ponoć te zaprzęgi liczące 20 psów potrafiły przebyć w ciągu 6 godzin odległość 120 km i ciągnąć ciężar o masie nawet 600 kg.
Rasy powszechnie uważane za psy zaprzęgowe to, obok syberyjskich husky, wywodzących się z Jakucji i Czukotki, alaskańskie malamuty, japońskie psy rasy akita, psy grenlandzkie, samojedy i kilka innych. Teraz uroda przeważyła nad użytecznością. Husky i malamuty stały się w ostatnich latach ozdobą mieszkań i ogródków. W dalszym ciągu kojarzy się je z psimi zaprzęgami. Niestety, nie mają już z nimi wiele wspólnego. Pozostał im jedynie niezależny charakter i brak zapału do systematycznej pracy z człowiekiem. Są piękne, ale ociężałe i nie tak ekonomiczne jak ich przodkowie. A wyścigi psich zaprzęgów to nie dostojne przemierzanie śnieżnych pustkowi, jak 100 lat temu. To prawdziwy sport, z prawdziwym treningiem, wymagającym konsekwencji i nieustannej pracy. Można go uprawiać profesjonalnie i rekreacyjnie, zarówno zimą na śniegu, jak i latem (wówczas sanie zastępowane są przez kołowy wózek). Sport ewoluował i, co zaskakujące, rozwija się najprężniej tam, gdzie śniegu jest mało, dlatego pojawiły się nowe dyscypliny, inne psy, inne konkurencje.

Cztery sposoby na zaprzęg

Sport psich zaprzęgów (sled dog sport, mushing) to wspólna definicja różnych dyscyplin z udziałem psów zaprzęgowych. Wszystkie łączy pies ciągnący lub wspierający człowieka w poruszaniu się po terenie.
Zaprzęgi – zimą przy użyciu sań lub na kołach, gdy brakuje śniegu. Zawodnicy wykorzystują specjalne trój- i czterokołowce oraz hulajnogi terenowe. W biegach może brać udział od 2 do kilkunastu psów. Zawody odbywają się w kilku etapach – po jednym każdego dnia. Etapy biegów mogą być w trzech różnych dystansach – sprint (do 20 km), mid – do 50 km i long – nawet powyżej 100 km. W sprincie psy pokonują etap w czasie ok. 15 min, ale zdarzają się krótsze odcinki i to właśnie w sprincie wkład fizyczny ze strony człowieka jest znaczący dlatego często decyzduje o wyniku. Osiągają prędkość 25–40 km/h, w zależności od ukształtowania terenu. Psy potrafią przez kilka sekund ciągnąć wózek nawet z prędkością 50 km/h. Najszybsze zaprzęgi to te, które składają się z 4–6 psów. Opanowanie takiego zaprzęgu w trudnym terenie jest bardzo wymagające fizycznie dla zawodnika.
Canicross – to bieg przełajowy z jednym psem zaprzęgowym podpiętym do człowieka specjalnym pasem znajdującym się na biodrach. Smycz po rozciągnięciu wbudowanego amortyzatora ma długość ok 2,5 m. Dobry pies zaprzegowy tak ciągnie biegacza, że najlepsi biegają w tempie nieco ponad 2 minuty na kilometr.
Bikejoring – dyscyplina, w której bierze udział kolarz, pies i rower. Biegają na dystansie do 10 km wspierając siebie wzajemnie. Długość trasy jest uzależniona od temperatury otoczenia. Jak w każdej dyscyplinie z udziałem psów zaprzęgowych, im niższa temperatura powietrza, tym dłuższy dystans. Im trudniejszy teren, tym większa pomoc ze strony psa. Bikejoring, obok zaprzęgów złożonych z 4–6 psów, jest najszybszą dyscypliną.
Skijöring – zespół stanowią: narciarz biegowy i pies zaprzęgowy – zasada podobna, jak przy canicrossie, a prędkości dużo wyższe zbliżone do bikejoringu.
Najlepiej rozwinięta w tej dyscyplinie jest Skandynawia, gdzie sport ten został włączony do związków narciarskich. Można uprawiać go również na terenach bezśnieżnych, a jego popularność stopniowo rośnie w innych regionach. W 2005 r. powstał Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów, ale pierwsze zawody zorganizowano znacznie wcześniej – w 1991 r. I tu zaskoczenie: Polacy radzą sobie świetnie. Igor Tracz jest 6-krotnym mistrzem świata i 10-krotnym mistrzem Europy w dwóch konkurencjach zaprzęgowych. Jak widać, polscy zawodnicy w sportach pozaolimpijskich radzą sobie znacznie lepiej niż w popularnych konkurencjach. Smutne jest to, że chodź chwalimy się złotymi medalami naszych zawodników, trudno jest znaleźć finansowanie wyjazdów na eliminacje. Niszowe sporty mają niestety tę wadę, że wymagają dużego osobistego zaangażowania finansowego.
Do maszerek, które mają międzynarodowe sukcesy, należą też Agnieszka Jarecka i Agnieszka Rychtalska. Polski Związek Sportu Psich Zaprzęgów wydał dotąd 600 licencji dla zawodników, z czego nie więcej niż 10 regularnie reprezentuje Polskę na zawodach międzynarodowych. Drugie tyle to osoby, które uprawiają te sporty rekreacyjnie.

Rydwan mistrza

„Jazda psim zaprzęgiem to trochę jak jazda na byku: wydaje się nam, że mamy kontrolę, ale to dość złudne, mamy dość ograniczone możliwości sterowania psią lokomotywą z turbodoładowaniem” – wypowiedział się Igor Tracz na łamach czasopisma „Dog&Sport”. Startuje i zdobywa nagrody w bikejoringu i zaprzęgach wklasie open z czterema lub sześcioma psami. A ma ich 13. Dwa już nie startują – przeszły na emeryturę. Nie są to jednak wbrew pozorom psy północne. Poza pierwszymi, większość z nich to greystery zwane też eurodogami – mieszanka na bazie psów myśliwskich: wyżłów, pointerów oraz chartów greyhoundów i czasem alaskan huskich. Te psy osiągają obecnie najlepsze wyniki w zaprzęgach.
Dlaczego rasy myśliwskie? Igor Tracz twierdzi, że mają do tego sportu znacznie większe predyspozycje. Husky są niezależne. Jednego dnia wykazują chęć do pracy, innego nie. Poza tym mają za dużo futra, przegrzewają się. Psy myśliwskie zostały wykształcone do całodziennego polowania, długodystansowego wysiłku i zamiłowania do pracy z człowiekiem. Mają lepiej przystosowane ciało do szybkiego biegu, dłuższe łapy, większą masę mięśniową i mniej tłuszczu. Każdego dnia mają podobną motywację.
Psy Igora pracują do końca życia. Jeśli przestają startować, trenują nadal. Nie da się psa sportowego odłożyć na półkę. To zobowiązuje. Mają też specjalną dietę. „Węglowodany są spalane w pierwszych 30 sekundach wysiłku, dlatego dieta psa opiera się na białku zwierzęcym i tłuszczu. Moje psy spalają 92 proc. przyjętego tłuszczu pochodzenia zwierzęcego! Temperatura ich ciała wynosi około 39 stopni, ciepło oddają tylko przez pysk i opuszki łap, dlatego tak ważna jest temperatura powietrza podczas wysiłku. Psy ważące 30 kg rozwijają moc 90-kilogramowego mężczyzny – mówi Igor Tracz. – Po skończonym wysiłku pakuję je do klimatyzowanego samochodu. Mają lepiej niż ja”.
Zaprzęg steruje się głosem. Psy Igora wiedzą, że nie schodzi się z widocznej ścieżki, trasy czy drogi. Na skrzyżowaniach i rozwidleniach otrzymują komendę „lewo”, „prawo”. Podobnie jest przy wyprzedzaniu. Na starcie i mecie pojawiąją się jeszcze dodatkowe dwie komendy: „ok” i „stop”. Przez lata wypracowuje się z psami odruchy. Trening rozpoczyna się w 6–7 miesiącu życia. Nie jest to nauka posłuszeństwa. Psy Igora najpierw uczą się pracy zaprzęgowej, a potem dyscypliny. Przy nodze chodzą tylko te, które naturalnie czują taką potrzebę. Przede wszystkim muszą być odważne, kochać bieg i nie obawiać się pozostawienia człowieka za sobą.
Jeśli ktoś chce nauczyć się mushingu, nie powinien tego robić sam. Najlepiej znaleźć instruktora z doświadczonymi psami. Szczeniak najwięcej nauczy się od drugiego psa – i tych pożytecznych rzeczy, i zachowań niepożądanych. Dlatego ważne jest, by oprzeć się na doświadczonych nauczycielach. W zasadzie do rekreacyjnego biegania nadaje się każdy zdrowy pies, który jest szybszy niż jego właściciel. Musi też mieć serce do takiej rozrywki, a wbrew pozorom nie każdy pies będzie miał do tego zapał. Osoby, które chcą poświęcić się tej pasji, poszukują hodowli, które są ukierunkowane na predyspozycje do tego rodzaju aktywności.
W sportach kynologicznych człowiek ma podwójne zadanie. Musi dbać nie tylko o swoją kondycję, regularne treningi, odpowiednie odżywianie i tryb życia. To samo musi robić z parterem sportowym – swoim psem. Sukces zależy od teamu, nie tylko od człowieka. Sporty z udziałem zwierząt są bardziej wymagające niż te solo. Do treningów dochodzi też życie z psami na co dzień – pielęgnacja, swobodne spacery, zabawa, socjalizacja zwierząt. Pasja na cały etat. Pies sportowy to nie kanapowiec. Nie ma wiele wspólnego ze zwykłym pupilem. Uprawiając sport z psami, podpisuje się z nimi kontrakt na całe ich życie. Dla tych, którzy to kochają, satysfakcja jest jednak większa niż obowiązki.

Igorowi Traczowi serdecznie dziękuję za opowieść o psich zaprzęgach i udostępnienie materiałów

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Wojciech Romański

W smoczym kręgu