Najnowsza interwencja Uważam Rze

Motoryzacja

źródło: materiały prasowe

Sto procent zabawy

Krzysztof Galimski

 To nie jest praktyczny samochód. W najmniejszym stopniu. Ale trudno na rynku znaleźć coś, co daje kierowcy tyle radości. Mini cabrio w wersji Cooper S to burza pozytywnych emocji i doskonały lek na złe samopoczucie. To mały szczeniak, który chce się wciąż bawić. Cały czas i na każdej drodze.

Pierwszy kontakt z testowym egzemplarzem wzbudził mieszane uczucia. Z jednej strony uwielbiam mini coopery – ten silnik i pewność prowadzenia. Z drugiej – mój egzemplarz pomalowano jaskrawoniebieską farbą (z białymi pasami) i posadzono na białych felgach. A ja nigdy nie byłem zwolennikiem stylu rozpuszczonych nastolatek z Beverly Hills. Dodatkowo ktoś podprowadził wiatrochron, więc prędkości autostradowe oznaczały jazdę z zamkniętym dachem. Ale kolor to kwestia gustu. Obiektywnie nowe mini cabrio wygląda lepiej niż kiedykolwiek. Zwarta, lekko agresywna, lecz urocza sylwetka. Jak mały tygrys – może się przytulić, ale i dotkliwie pogryźć. Oczywiście dla zabawy.

Wnętrze nie różni się od innych modeli brytyjsko-niemieckiej marki. Inaczej mówiąc – różni się od każdego innego samochodu. Oczywiście głównym elementem jest znany z innych modeli Mini diodowy pierścień okalający centralny wyświetlacz. Systemami multimedialnymi i ustawieniami samochodu steruje się za pomocą znanego z BMW pokrętła iDrive, co oznacza, że obsługa jest prosta i bardzo sprawna. Jakość materiałów – odpowiednia dla segmentu premium. Do tego dochodzi mała sportowa kierownica, która leży w dłoniach wręcz idealnie i zapewnia całkowitą kontrolę nad pojazdem. To oczywiście nie tylko jej zasługa, ale całego skomplikowanego układu kierowniczego. Mini lubi gładkie drogi. Opcjonalne sportowe zawieszenie daje niezrównaną pewność na zakrętach, ale też prawie zerową amortyzację wstrząsów. Szczególnie da się to odczuć przy zmianie trybu jazdy na „sport”, ale nawet na najłagodniejszym „ekologicznym” nie jest dużo lepiej.

Oznaczenie Cooper S mówi wszystko. To nie jest kabriolet do statecznego krążenia po bulwarach. Dwulitrowy, doładowany silnik ma moc 192 KM. W tak małym i lekkim samochodzie nadepnięcie pedału gazu daje wrażenie uderzenia młotem. Do tego piękny ryk silnika, świst turbiny i częste wystrzały z rur wydechowych. 100 km/h pojawia się na liczniku po 7,2 sekundy, ale subiektywne wrażenia są jeszcze lepsze. Jest naprawdę nieźle, szczególnie gdy weźmie się pod uwagę, że brak dachu wymusił dołożenie dodatkowych kilogramów na wzmocnienie nadwozia. Konkretnie aż 115 kg więcej niż w trzydrzwiowym hatchbacku.

Rozkładanie lub składanie dachu trwa ok. 20 sekund. Można to robić również w trakcie jazdy, ale tylko przy prędkościach poniżej 30 km/h. Choć materiałowy dach składa się w harmonijkę i nie zajmuje miejsca w bagażniku, to i tak pojemność bagażnika (125 litrów) pozwala tylko na skromne zakupy. Wyjazd na wakacje? Możliwy, ale część toreb trzeba będzie rzucić na tylne siedzenia. I to będzie najlepsze dla nich zastosowanie. Teoretycznie mini cabrio jest pojazdem czteroosobowym. W katalogach producent chwali się wręcz „czterema pełnowymiarowymi fotelami”. Jak to wygląda w praktyce? Z przodu wszystko jest w porządku. Nawet spore gabaryty nie przeszkadzają w wygodnym usadowieniu się za kierownicą. Na tylnych fotelach zmieści się bez trudu dość postawny pasażer, ale trasy powyżej kilku kilometrów będą dla niego mało przyjemnym doświadczeniem. I jeszcze jedno – albo wiatrochron, albo cztery miejsca. Nie ma możliwości korzystania z obu rzeczy naraz. Ponadto przy złożonym dachu widoczność do tyłu nie jest najlepsza. Kamera parkowania jest więc – mimo małych rozmiarów samochodu – bardzo przydatnym dodatkiem. Szczęśliwie dostępnym w standardzie.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?