Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Kaddafi na celowniku

Marek Magierowski

Libijskiego dyktatora trzeba pozbawić władzy. Czy jednak ktoś odważy się podjąć najbardziej radykalne kroki?

Liam Fox, minister obrony Wielkiej Brytanii, do gołąbków nie należy. Osiem lat temu poparł udział brytyjskich wojsk w interwencji irackiej. Beształ inne kraje europejskie za zbyt małe zaangażowanie w Afganistanie. Nie wykluczył zbombardowania Iranu, gdyby ajatollahowie nie odstąpili od swojego programu nuklearnego. Gdy zaś nad Libią zaczął się „Świt Odysei”, Fox jako pierwszy wyszedł przed szereg i stwierdził, że zabicie Muammara Kaddafiego w ramach tej operacji byłoby „potencjalnie możliwe”.

Niektórzy uznali, że Fox zwariował. Inni, że grubo przesadził. Ale jeszcze inni doszli do wniosku, że po prostu powiedział głośno to, o czym myśli po cichu wielu polityków i wojskowych. Tak czy inaczej rzecznik Pentagonu wiceadmirał William Gortney poczuł się w obowiązku sprostować słowa ministra: „Kaddafi nie jest na naszej liście celów”. Nazajutrz zaś amerykański odpowiednik Foksa, Robert Gates, dorzucił, że fizyczna eliminacja Kaddafiego byłaby błędem.

Czterema bombami w Saddama

Komentarz sekretarza obrony USA nie zakończył sporu: kolejne wypowiedzi brytyjskich polityków wskazywały, że mają oni wielką ochotę dobrać się pułkownikowi do skóry. Premier David Cameron i szef MSZ William Hague zgrabnie wykręcali się od pytań dziennikarzy o zbrodnicze zamiary wobec Kaddafiego, za to powtarzali sugestywnie brzmiące zdanie: „Libia musi się go pozbyć”.

Trudno odpowiedzieć, czy rezolucja 1973 Rady Bezpieczeństwa ONZ zezwala na wykonanie wyroku śmierci na dyktatorze. Według Brytyjczyków sformułowanie o „ochronie cywili oraz terenów zamieszkałych przez ludność cywilną zagrożoną atakiem” oznacza nie tylko zestrzeliwanie wrogich samolotów i bombardowanie pancernych kolumn, lecz pozwala także na atakowanie centrów dowodzenia – takich jak kompleks Bab Al-Azizija, zniszczony już drugiego dnia operacji. A skoro można uderzyć w centra dowodzenia, to znaczy, że można też likwidować samych dowódców: wydają oni przecież rozkazy, a zatem stanowią zagrożenie dla libijskich cywili. A jeśli można zabijać dowódców, to dlaczego właściwie mamy wyłączać z tego grona ich zwierzchnika: samego Muammara Kaddafiego?

20 marca 2003 r., gdy rozpoczynała się II wojna w Zatoce, prezydent George W. Bush wydał rozkaz „dekapitacji” Saddama Husajna oraz czterech innych wysokich rangą urzędników reżimu, w tym synów prezydenta Iraku: Udaja i Kusaja. Byli oni przez kilka tygodni śledzeni przez CIA, w dniu ataku mieli przebywać w bunkrze znajdującym się pod jednym z domów prywatnych w Bagdadzie.

Bush podjął decyzję po czterogodzinnym, pełnym napięcia spotkaniu ze swoimi najbliższymi współpracownikami: wiceprezydentem Dickiem Cheneyem, sekretarzem obrony Donaldem Rumsfeldem, doradczynią ds. bezpieczeństwa narodowego Condoleezzą Rice i dyrektorem CIA George'em Tenetem. Musiał działać szybko: według Teneta wkrótce miało się zamknąć „okienko”, w którym można było przeprowadzić operację.

Jednak mimo zmasowanego ataku Saddam przeżył. 8 kwietnia dokonano kolejnego nalotu – na restaurację należącą do Udaja. Amerykański samolot B1 zrzucił na nią cztery bomby, pozostawiając w miejscu budynku wielki krater o średnicy 20 m. I tym razem irackiemu przywódcy udało się umknąć.

Ostatecznie Husajn wpadł w ręce Amerykanów 13 grudnia 2003 r. Znaleziono go w kryjówce nieopodal rodzinnego miasta Tikritu – w ramach tajnej operacji o nazwie, nomen omen, „Czerwony Świt”. Trzy lata później został skazany na śmierć i powieszony.

Cicha wojna

Czy Kaddafiego spotka podobny los? Raz już cudem uniknął śmierci, gdy w kwietniu 1986 r. amerykańskie samoloty zbombardowały Trypolis. Akcja była odwetem za zamach terrorystyczny w berlińskiej dyskotece La Belle, w którym zginęło m.in. dwóch amerykańskich żołnierzy i za którym stał libijski rząd.

Dziś „dekapitacja” pułkownika byłaby oczywiście ryzykowna politycznie, ale militarnie jak najbardziej uzasadniona. Nawet bardziej niż w przypadku przywódcy Iraku. Śmierć Husajna pod bombami mogła jedynie skrócić ofensywę wojsk amerykańskich, która i tak zakończyła się po niecałym miesiącu zdobyciem Bagdadu. Z kolei usunięcie Kaddafiego zmieniłoby całkowicie obraz wojny domowej w Libii. Można by się spodziewać wzmożonej fali dezercji tych żołnierzy, którzy pozostawali dotąd wierni pułkownikowi, ucieczki jego ministrów i szybkiego marszu rebeliantów na stolicę. Nie brzmi to zbyt humanitarnie, ale najprostszą i najszybszą drogą do zakończenia konfliktu w Libii jest namierzenie Kaddafiego i naciśnięcie spustu.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez