Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Socjalistyczni dyrektorzy po latach przerwy

Piotr Zaremba

Filmy z czasów PRL warto oglądać z wielu powodów. Czasem dla przypomnienia własnych kłopotów ze zniewolonym umysłem

Niektóre z PRL-owskich filmów to arcydzieła lub świadectwa epoki. Ale do wielu trzeba tłumacza, który przekładałby je na współczesny język. Kanał Kino Polska powtarza te obrazy po wiele razy. Kiedyś już to oglądaliśmy.

Właśnie leci „Uszczelka”, pierwszy odcinek serialu „Najważniejszy dzień życia”, który lubiłem jako dziecko (emitowano go w 1974 r.). Było to jeszcze przed kinem moralnego niepokoju, filmy pokazywały współczesność bezpiecznie – koncentrując się na indywidualnych problemach. Jeśli już kontestowały, to na niskim szczeblu: odcinek „Broda” demaskował bezduszność ciała pedagogicznego w prowincjonalnym liceum, które pozbywa się niekonwencjonalnego nauczyciela.



„Uszczelka” to film budowany na osobowości trochę zapomnianego aktora Henryka Bąka, starszawego twardziela o zwykle poirytowanej minie, którego jako młody człowiek spotykałem w kawiarniach na Saskiej Kępie. Tu, w za krótkim krawacie i ze słynnym powiedzonkiem: „Ja to załatwię”, gra typową dla siebie rolę socjalistycznego dyrektora, który toczy wojnę pokoleń z młodym inżynierem. Dyrektor, żeby ratować wiecznie zagrożony plan, pije wódkę z kontrahentami, oddaje im skierowania na wczasy, a nawet, żeby mieć na to wszystko środki, zabiera część premii racjonalizatorom. Inżynier, grany przez Macieja Rayzachera, protestuje. Chce, żeby było normalnie: kontrahenci powinni sami z siebie pomagać w wyrobieniu planu.

Paradoks filmu, stworzonego pod doświadczoną ręką Andrzeja Konica (tego od „Stawki większej niż życie”), polega na tym, że żaden z protagonistów nie mówi, o co chodzi. A chodzi o to, że nakazowo-rozdzielczy system jest tak nieżyciowy, iż bez kombinowania, także w ramach oficjalnych struktur, się nie da. Młody inżynier jest kontestatorem, ale zakneblowanym. Zakneblowany jest i stary dyrektor, który musi naginać zasady, czasem prawo, być może aby ratować skórę – choć tego film nie przesądza.

Nawet wybitne dzieła były w PRL niepełne – ze względu na cenzurę. Leopold Tyrmand pokazuje w „Złym” Warszawę lat 50. terroryzowaną przez chuliganów, ale bez kontekstu ustroju, bez roli milicji jest to obraz zdeformowany, choć sugestywny. Można się zastanawiać, na ile PRL-owski Konic puszczał do nas oko, a na ile uważał niedomówienia za coś naturalnego. I czy sami bohaterowie, gdyby założyć prawdziwość historii, byliby zdolni do nazwania ludzkim językiem swoich kłopotów.

Najciekawsze jest pytanie, co myśleli widzowie. Ja pamiętam (miałem 11 lat), że oceniałem zgodnie ze swoimi sympatiami. Żal mi było starego dyrektora, więc uznałem go za bardziej życiowego. Rodzice coś mi tam tłumaczyli, ale nie pomnę co, i w jakim stopniu skutecznie. Pewnie wielu z nas nie tylko mówiło, ale i myślało logiką systemu, nawet jeśli się nie podobał, bo był prosowiecki.

W innym serialu z tamtych lat, „Dyrektorach”, Henryk Bąk grał podobną rolę. Jak objaśniać takie filmy młodzieży?

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez