Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

FOT. ROBERT GARDZINSKI/FOTORZEPA

Obsesja Stalina, nerwy Tuska

Janusz Rolicki

Tym razem szóstka z plusem należy się Timothy’emu Snyderowi – amerykańskiemu wykładowcy Uniwersytetu w Yale – i wydawnictwu Świat Książki za pozycję pod tytułem – „Skrwawione ziemie” – Europa między Hitlerem a Stalinem. Rok po wydaniu, z dużym sukcesem, tej grubej księgi w USA wydawca krajowy postarał się o udostępnienie jej polskiej publiczności. Sądzę, że praca ta, bardzo solidnie udokumentowana, znajdzie nad Wisłą wielu czytelników.

Na czym polega jej niezwykłość i dlaczego staram się na nią zwrócić uwagę, pomimo że na temat II wojny światowej tak wiele książek się ukazało? Rzadko się zdarza, by na świecie pojawiał się autor, dla którego punktem odniesienia do opisu kluczowego wydarzenia w najnowszych dziejach świata były Polska i kraje wokół nas.



Snyder II wojnę światową opisuje przez pryzmat najgorzej doświadczonych ziem, na które składają się Polska, Ukraina, Białoruś, kraje bałtyckie i zachodnia Rosja. W tych państwach zmagania Hitlera i Stalina pozbawiły życia, według autora, 16 mln ludzi. Tutaj wojna, czas ją poprzedzający, ale i lata bezpośrednio po niej, były największym koszmarem. Autor nie ogranicza się do samej wojny, opowieść zaczyna w latach głodu na Ukrainie, a kończy śmiercią Stalina. Jego zdaniem Holocaust jako najtragiczniejsze wydarzenie w najnowszych dziejach ludzkości miał swego poprzednika w etnicznej rozprawie z Polakami. Miała ona miejsce w Rosji radzieckiej w  latach poprzedzających II wojnę.

Autor ze zdziwieniem skonstatował, że pierwszym narodem metodycznie mordowanym w latach 1935 – 1939 byli nie Żydzi, lecz radzieccy Polacy. Zabito ich na rozkaz Stalina i Jeżowa 200 tys. Byli rozstrzeliwani i  wywożeni na wschód z  przygranicznych regionów ZSRR. Ta obsesja Stalina wynikająca ze strachu przed interwencją polsko-niemiecko-japońską sprawiła, że zamordował on Komunistyczną Partię Polski, posądzając jej członków o  szpiegostwo. W ZSRR na stu członków KC KPP zostało zamordowanych 69. Wybawieniem dla Bieruta, Gomułki, Bermana, Lampego i innych były... polskie karcery. Tam wówczas nie sięgała ręka Stalina.

Do prawego

Jerzy Jachowicz

L ubię sobie spoglądać na Europę. Czerpię z tego dużo satysfakcji. Ostatnio zobaczyłem, jak ludzie z innych krajów europejskich zazdroszczą nam pana premiera. Prawie zielenieją z zazdrości. Nasz pan premier jest młody, przystojny, pełen energii. Uwielbia też penetrowanie najdalszych zakątków świata. Bo czy ktoś mi może pokazać innego europejskiego premiera, który dotarł na szczyt Machu Picchu w Andach Peruwiańskich i oglądał pozostałości dawnego państwa Inków? To wszystko blednie jednak przy jego prawdziwej pasji – kopaniu piłki. Zaraził nią nie tylko cały rząd i czołówkę partii, której przewodzi, ale olbrzymie rzesze naszego społeczeństwa, nie wyłączając gangsterów. W tym najsławniejszego. Pierwszego z top listy poszukiwanych przez policję, ściganego listami gończymi od dziesięciu lat – Rafała S. ps. Szkatuła. Słusznie założył, że jeśli Donald Tusk biega za piłką, to przeobrażenie się w prawdziwego piłkarza będzie najlepszym kamuflażem, skutecznie chroniącym go przed przenikliwym wzrokiem policji, która nie ma jednak takiej wyobraźni jak gangsterzy. Jeśli chodzi o umiejętności piłkarskie „Szkatuły”, oczywiście daleko mu do klasy premiera. Nie mógł więc liczyć na znalezienie sobie miejsca w profesjonalnym zespole, ale ćwiczył z zapałem i w końcu został przyjęty do drużyny podrzędnej klasy, tzw. ligi B. Co ciekawe, całkiem blisko Warszawy. W klubie nikt nie miał pojęcia, kim jest naprawdę. Nikt też nie pytał go o przeszłość i sympatie z policją. Przyjęto go z otwartymi rękami. Wystarczyło, że nieźle kopał. Zjawił się pod wymyślonym nazwiskiem jako Andrzej P. Ku zaskoczeniu władz klubu i kibiców szybko stał się gwiazdą. Kiedy tylko ujawnił swój talent do piłki, zyskał nowy pseudonim. Tym razem boiskowy.

Nazwano go imieniem najwybitniejszego dziś piłkarza Barcelony – Messiego. O ile mi wiadomo, piłkarskiego idola również Tuska. Bo premier, podobnie jak Messi, gra w napadzie. Z tym że Messi nie napada na swoich partnerów nawet wtedy, gdy nie podają mu piłki albo coś sknocą. Odwrotnie niż Tusk. Wprawdzie nie jest to Barcelona i gra nie toczy się o tak ważne trofea, ale premier mocno przeżywa wszystkie mecze. Polityka jest w stanie każdemu zszarpać nerwy.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?