Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

FOT. DAREK GOLIK/FOTORZEPA

Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego nr 16

 

Z życia koalicji

Z rozmowy z jednym z ministrów: „Ostatnio posiedzenia rządu coraz bardziej wyglądają jak te z kabaretu Roberta Górskiego w telewizji”. Inny członek gabinetu opowiadał nam, że minister kultury indagowany był nie tak dawno na okoliczność… walki z PiS. Swoją drogą, ciekawe czemu nasi rozmówcy zauważają to dopiero teraz, prawda?

Ciekawych mentorów dobrał sobie Radosław Sikorski. Jego trust mózgów – oprócz mózgu samego ministra – tworzą Kazio Marcinkiewicz oraz Roman Giertych. Ten duet jest o tyle ciekawy, że obaj panowie się nie znoszą – tak się ułożyło jeszcze w czasach rządu Zetafona Marcinkiewicza. Ciekawe, jaki wpływ na polską politykę zagraniczną ma Isabel?

 



Jak wiadomo, w studiu TVN 24 zamieszkał jakiś czas temu Koń. Podobno nie ma to żadnego związku z tym, że w dużej TVN startuje serial „Wszyscy kochają Romana”. Tym bardziej że to serial na licencji i co ciekawe, w amerykańskiej wersji wszyscy kochali Raymonda, czyli po polsku Rajmunda. Hm, czyżby ktoś nas chciał przekonać, że Roman nie jest wcale taki straszny, jak go malowali? Jak jeszcze puszczą „Czyż nie dobija się koni”, wszystko będzie jasne.

Jak się dowiedzieliśmy, w orbicie Sikorskiego pojawiło się kolejne ciało. Nie niebieskie, ale jednak całkiem solidne. To Miś Kamiński, który ma dosyć Kaczora, pjonków, a nawet europarlamentu. Chłopak chciałby się sprawdzić w europejskiej dyplomacji, a tu bez wsparcia ministra niewiele da się zrobić. Więc dawny spin doktor wkręca się w jego towarzystwo. Ciasno tam, ale jak znamy Misia, to się – mimo rozmiarów – wkręci. I wtedy wymarzona placówka w Taszkiencie jego. Cóż, Polska Jest Najważniejsza, ale Uzbekistan też wporzo.

Tomasz Nałęcz jęknął na całą Polskę, że Sławomir Petelicki przysyła mu obraźliwe SMS-y. Biorąc pod uwagę, że sam profesor radził wcześniej generałowi, by sobie w łeb palnął, nie chce nam się wnikać w istotę sporów między panami. Ale też trzeba przyznać, że w przypadku SMS-ów generała Petelickiego to nie treść, ale ilość ma znaczenie. To problem społeczny równie powszechny co alkoholizm.

Dawno niesłyszany wicepremier Waldemar Pawlak zabrał głos. Nie wiemy, komu go zabrał, ale ważne, że się wypowiedział i rzekł, że oni, chłopy, nie wpuszczą na listy wyborcze pjonków. A w dodatku hasło wyborcze PSL będzie nawiązywało do tego z wyborów samorządowych, czyli „Człowiek jest najważniejszy”. A tak konkretnie, panie Waldku, to który człowiek? I czy on już o tym wie?

Niespodzianka! Donald Tusk będzie numerem jeden na liście PO w Warszawie. Konkurencja była ostra, ale rzutem na taśmę premier pokonał rywali. Ich ciała będą zacną pożywką dla wiślanej fauny.

A tak poza tym to w Partii Miłości dożynki na całego. Więc pokrótce: Węgrzyn skrzywdzony i poza listami, jego obrońca Jarosław Gowin trzeci i dalej się stacza, Gowinowy pociotek nazwiskiem Gibała out, posłance Musze też skrzydła podcięto i na piąte miejsce rzucono, w Warszawie rzeź. Wszyscy płaczą i liczą na litość Najjaśniejszego Pana. Tylko zrzucony na dwójkę Niesiołowski sam się zemścił i spuścił na kraj plagę paskudnych muszek.

W tej sytuacji trochę jednak dziwi, że do PO garnie się kumpel Arłukowicza – poseł SLD Pisalski. Ale cóż, może on o tym wszystkim nie słyszał? W końcu on Pisalski, nie czytalski.

Z życia opozycji

Każdy chce poprzeć Marka Borowskiego. Tydzień temu napisaliśmy, że chce to zrobić Platforma, a jak onia, to i PSL. Teraz okazuje się, że o niczym innym nie marzy również SLD. W przyszłym tygodniu swe poparcie dla Borowskiego mają także ogłosić CDU/CSU, laburzyści, Drzewo Oliwne oraz Partia Umiarkowanego Postępu w Granicach Prawa. Tylko PiS kwęka. Szuje.

Na tej nagłej fali dobroci SLD może zyskać Andrzej Celiński, który też chce kandydować do Senatu i którego też wszyscy chcą poprzeć. Najsilniej chce go poprzeć warszawska drogówka. Liczą, że jak będzie miał służbowego kierowcę, nie będzie w środku nocy rozbijał i gubił swych samochodów.

Jak wiadomo, Adam Bielan już dawno udał się do Canossy i za wszystkie swoje grzechy wobec PiS przeprosił. I podobno Kaczor byłby gotów go teraz przyjąć i do swej kosmatej piersi przytulić. Tu jednak pojawił się kłopot. Oto Adam Hofman rzekł publicznie, że tego zdrajcy nie wolno przyjmować. Zdanie to gorąco podzielają wszyscy Ziobryści, z Jackiem Kurskim oraz samym Zbyszkiem Ziobrą na czele, i cała reszta sfrustrowanych PiS-owców, która po odejściu Bielana już się rozgościła na jego śmieciach. Znając przewrotność Jarosława, spodziewamy się więc rychłego ułaskawienia Bielana.

Leszek Miller zażądał dla siebie w telewizorze jedynki w Łodzi. Grzesiek Napieralski w sprawie jedynki i Łodzi się zgodził, a nawet Millera przelicytował. Stanęło na tym, że mogą mu w Łodzi wybić obie jedynki.

Miller pewnie jakieś miejsce dostanie, tym bardziej że potwornie zdeterminowany jest, ale my się martwimy o nasz skarb – Józia Oleksego, któremu niczego nie chcą dać. Może chociaż ambasador w Kopenhadze? Mógłby na starość poznać miasto, które Układ Warszawski planował zniszczyć, zrzucając na nie Józia.

Za to sponiewierany przez paskudnego Napieralskiego Ryś Kalisz po tym, jak zainteresowała się nim Platforma, nabrał wiatru w żagle i ponoć powędruje na jedynkę, tylko jeszcze nie wiadomo dokąd. Warszawa? Co za dużo, to niezdrowo. Kalisz? To zbyt banalne. Zostają Suwałki albo Jelenia Góra.

Ha, no proszę, niedowiarki! Mówiliśmy, że pjonki rozwalą polską scenę polityczną?! I proszę. Jak ogłosiły dumne liderki w Łodzi, „pół setki” członków Platformy chce wstąpić do PJN, i to jeszcze przed wyborami. Zaraz, zaraz. Ile to jest pół setki? Pięćdziesiątka? A sorry, to my musimy sobie więcej dziabnąć, by napisać o PJN.

Na razie szalupy ratunkowej z PJN rozpaczliwie szuka Filip Libicki. I nie mamy na myśli jego obłąkańczej wojny z Radiem Maryja, ale szukanie porozumienia z Platformą Obywatelską, czym zajmuje się od jakiegoś czasu. Na razie spuszczany jest na drzewo, ale właściwie dlaczego nie? Skoro Koń może być w PO, to czemu nie Libicki?

Po tym, jak szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego popadł w kłopoty po bliskim spotkaniu z pokojówką i stracił robotę, światowe agencje uznały, że jednym z kandydatów na jego zastępcę może być marek belka. Sam prezes NBP gorąco zaprzecza. I my go rozumiemy, bo to jednak pech straszliwy. Pamiętamy ostatnie miesiące jego premierowania: jeździł facet po całym świecie roboty szukać, odwiedzał, pytał, przymilał się i nic, ochłapy dostał. A teraz to „Marku, wróć”, tak? Nie da rady, zarobiony jest. A poza tym pani Belkowa go nie puści.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE