Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

01.04.2011 WARSZAWA, UL. WIEJSKA, SEJM RP. BYLY PREMIER LESZEK MILLER, SZEF SLD GRZEGORZ NAPIERALSKI. FOT. JERZY DUDEK/FOTORZEPA

Parcie starej gwardii i złotoustego Niesiołowskiego

Janusz Rolicki

Czy stara gwardia pociągnie lewicę na dno? Jeszcze niedawno wydawało się, że Grzegorz Napieralski jest nowym słoneczkiem SLD. Dziś wiadomo, że jest inaczej. Wystarczyło, że Tusk sięgnął po Arłukowicza, a prezes z ul. Rozbrat dostał politycznej zadyszki. Reszty dopełniła konwencja PO i sygnał, że premier poza Rosatim ma jeszcze talię lewicowych prominentów z Borowskim, Cimoszewiczem i Sierakowską. Nie będzie więc odmłodzenia klubu i partii pod gust personalny pana Grzegorza.

Te marzenia przeszły do historii, bo w przedpokoju czekają młodzi-starzy kandydaci do poselskiego raju: Miller, Oleksy, Jaskiernia, Janik i na osłodę młodszy od nich o dekadę Czarzasty. Jest to więc postpezetpeerowskie tutti frutti spod palca Kwaśniewskiego. Wszyscy dawni baronowie na razie śnią o niegdysiejszych śniegach i marzą o pozyskaniu pierwszych miejsc na listach, a także opowiadają w mediach o swych zasługach i doświadczeniu. SLD-owska stara gwardia różni się zasadniczo od dawnych gwiazd opozycji.

Jej premierzy z czasów po czerwcowym przełomie: Mazowiecki, Bielecki, Olszewski czy młodszy od nich o pokolenie Marcinkiewicz nie przesiadują w przedpokojach gabinetów Tuska czy Kaczyńskiego i nie domagają się miejsc na listach wyborczych do Sejmu. Ich nigdy kierownicza siła nie prowadziła za rękę, zatem o własnych siłach odnaleźli się w życiu publicznym. Ani im w głowie antyszambrowanie bądź licytowanie na zasługi z młodymi.

A Napieralski ma wielki problem. Wie, że Miller z Oleksym, Jaskiernią i Janikiem przegrali nie z powodu psikusa historii, lecz z własnej nieudolności. Mimo to prezes, z obawy przed Tuskiem, robi dobrą minę do złej gry i słucha, jak byli premierzy – grabarze lewicy – butnie domagają się pierwszych miejsc na listach wyborczych. I nic to, że SLD przez nich stracił wiarygodność. Bo to afery i skandale lat 200o–2005 sprawiły, że głosujący powiedzieli lewicy „nie”. Wiara w amnezję wyborców tym razem przyniesie klęskę Napieralskiemu. Czy pójdzie on na dno tak jak Olejniczak czy może inaczej, zobaczymy już wkrótce. A Donald Tusk niewątpliwie może już zacierać ręce. Jednym strzałem ustrzelił tyle wypasionych wróbli!

Do prawego

Jerzy Jachowicz

Stefan Niesiołowski. I ten wspaniały jego język. Przy czym nie chodzi mi bynajmniej o elastyczny narząd znajdujący się w jamie ustnej pokryty błoną śluzową, który pomaga panu wicemarszałkowi przy przełykaniu pokarmów w restauracji sejmowej. Mówię o języku jako środku porozumiewania się pana wicemarszałka z mediami. Język Niesiołowskiego zachwyca. Upaja wartościami literackimi. Odznacza się subtelną czystością. Jego mowa jest tak charakterystyczna, że można wręcz mówić o indywidualnym stylu – pięknym, pieszczotliwym, rubasznym, ale nigdy wulgarnym albo prymitywnym. Przypomnę niektóre głośne już w kręgu literackim, a ulubione określenia Niesiołowskiego. Liczba nie stanowi dla tego poety języka politycznego naszych czasów żadnych barier, choć daje się zauważyć, że mnogą przedkłada nad pojedynczą: „karły moralne”, „hołota”, „paranoicy”, „kanalie”. Potrafi być twórczy – jedno określenie tworzy z połączenia dwóch słów: „nikczemny dureń” czy np. „pornogrubas”. Finezja językowa ginie jednak w blasku potęgi umysłu. Przenikliwej strategii.

Wicemarszałek objawia się jako architekt sceny politycznej. Nie pasują mu ostatnio do niej biskupi, którzy mówią o zasługach śp. Lecha Kaczyńskiego. Po co komu Kościół, który kłamie i szerzy nienawiść? – pyta ten pokorny chrześcijanin, sugerując wykluczenie takich biskupów z łona Kościoła katolickiego. Innym z filarów jego strategii jest eliminacja politycznej konkurencji, jaką jest PiS. Najlepiej byłoby, gdyby udało się wyrzucić z polityki Kaczyńskiego i Ziobrę. W ten sposób Niesiołowski wpisuje się dziś w plan  Ryszarda Kalisza (nazwanego swego czasu „pornogrubasem”) zakładający postawienie liderów PiS przed Trybunałem Stanu. – Wyrzucenie obydwu z polityki byłoby z korzyścią dla Polski – uzasadnia Niesiołowski. Pewnie i dla niego samego, o czym już nie wspomina. – Dla wszystkich powinno być jasne, że Kaczyński jest głównym wrogiem Polski. Jest też pełen nienawiści. Najlepszym rozwiązaniem byłoby usunięcie obydwu polityków PiS drogą wyborów. Ale mówiąc to, Niesiołowski nie wyklucza przecież innych sposobów eliminacji. Jak się pan zapatruje, panie pośle, na eliminację poprzez izolację w jakiejś leśniczówce?

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez