Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Kubica BULENT KILIC AFP

Najdłuższy wyścig Roberta Kubicy

Mikołaj Sokół

Polak od prawie pół roku walczy o powrót do pełnej sprawności po rajdowym wypadku. Cel jest coraz bliżej, ale wciąż nie wiadomo, kiedy zostanie osiągnięty

Wiadomości o stanie zdrowia kierowcy, który po lutowej kraksie na trasie rajdu Ronde di Andora przeszedł cztery poważne operacje i dwa mniejsze zabiegi chirurgiczne, pojawiają się rzadko. Poza jedną rozmową z dziennikarzem włoskiej „La Gazzetta dello Sport”, przeprowadzoną kilka dni po kraksie, Kubica nie udzielił ani jednego wywiadu. Każdy, kto choć trochę zna jego osobowość, nie dziwi się temu. Dla niego od całej otoczki świata Formuły 1 zawsze ważniejsze były praca i samo ściganie. Człowiek, który od piątego roku życia kręci kierownicą i oddycha światem czterech kółek, dusi się i męczy w szpitalnym łóżku czy też w domowym zaciszu i stara się poświęcić każdą wolną chwilę na pracę nad powrotem do kokpitu wyścigowego auta.



– Robert ćwiczy po sześć, siedem godzin dziennie – podczas niedawnej wizyty w Polsce mówił jego menedżer Daniele Morelli. Włoch przyznał też, że choć celem pozostaje powrót za kierownicę jeszcze pod koniec sezonu 2011, to tempo rehabilitacji nie może być na siłę przyspieszane.

– W tym roku nie walczymy o mistrzostwo świata, więc musimy się skupić na całkowitym ukończeniu rehabilitacji, a nie na jej szybkości. Robert musi teraz pracować nad odzyskaniem sił. Naszym celem jest zakończenie procesu rehabilitacji w terminie umożliwiającym powrót Roberta za kierownicę jeszcze przed końcem sezonu 2011.

Mocna psychika pomaga

Gdy niedawno zespół Lotus Renault zdecydował się na przerwanie milczenia wokół Kubicy i zaprosił kibiców do zadawania mu pytań, na oficjalnej stronie internetowej ekipy pojawiło się ponad 1300 wpisów. Polak odpowiedział na niektóre z nich, te poruszające najistotniejsze kwestie. „Fizycznie wciąż jestem słaby, ale ogólnie czuję się dość dobrze” – napisał Polak o swoim samopoczuciu. „Od kilku tygodni jestem w stanie samodzielnie chodzić, waga wróciła do normalnego poziomu. Z psychiką nie ma żadnego problemu”.

W to ostatnie stwierdzenie nikt nie powinien wątpić. Kubica przez całą swoją karierę demonstrował nieprzeciętną siłę woli i determinację. Tego wymagała trudna i pełna zakrętów droga do Formuły 1, z kraju pozbawionego jakichkolwiek wyścigowych tradycji. Aby realizować swoją chłopięcą pasję, w wieku 13 lat przeprowadził się do Włoch i mieszkał z dala od rodziny oraz znajomych, poświęcając swoje życie wyścigom. Gdy w 2003 r., na długo przed wejściem do F1, uległ jako pasażer drogowemu wypadkowi i doznał skomplikowanego złamania prawego ramienia, lekarze prorokowali wielomiesięczny, może nawet wieczny rozbrat z wyścigami.

Tymczasem Kubica, poskładany przez włoskich specjalistów pod kierunkiem doktora Riccardo Ceccarellego, który obecnie także opiekuje się polskim kierowcą, po sześciu tygodniach wrócił do kokpitu, a po ośmiu zwyciężył w swoim pierwszym starcie w Formule 3. Oczywiście teraz obrażenia były o wiele poważniejsze i przez pierwsze godziny po rajdowym wypadku lekarze walczyli przede wszystkim o życie wykrwawiającego się zawodnika, a dopiero później skupili się na ratowaniu ręki i leczeniu pozostałych obrażeń.

– To, że znalazł się już kiedyś w podobnej sytuacji i po kontuzji przed rozpoczęciem sezonu musiał szybko wrócić na tor, może mu pomóc psychicznie – uważa menedżer Polaka. – W 2003 r. udało mu się to bardzo szybko, był też wyjątkowo mocny i od razu wygrał debiutancki wyścig w Formule 3. Dzięki temu wie, że poprzez ciężką pracę może z powodzeniem wrócić.

Sam kierowca już niedługo po wypadku i pierwszych operacjach zapowiadał, że wróci na tor – i do tego będzie silniejszy niż przedtem. Uszkodzone nerwy prawego ramienia i pogruchotane kości w łokciu musiały się jednak zrosnąć i odzyskać sprawność, zanim jeszcze Kubica mógł rozpocząć rehabilitację. Po długich tygodniach leżenia w łóżku nieużywane mięśnie zanikły i przed powrotem na tor wyścigowy trzeba je odbudować. W błędzie jest ten, kto sądzi, że jazda samochodem Formuły 1 jest równie prosta, łatwa i przyjemna jak prowadzenie drogowego auta.

Lewa noga musi naciskać na hamulec z siłą ponad 100 kg, a przy takim hamowaniu – z prędkości 100 km/godz. wyścigówka zatrzymuje się na dystansie 18 m, czyli ponad dwa razy szybciej niż najlepsze sportowe auta produkcji seryjnej – przeciążenie sięga 5 G. Mięśnie karku muszą w trakcie hamowania i skręcania podtrzymać głowę, która wraz z kaskiem waży przez moment 40 kg. Kierowca Formuły 1 powtarza takie manewry kilkanaście razy w trakcie trwającego półtorej minuty okrążenia. Obciążenia fizyczne są tak duże, że ważną częścią rehabilitacji jest nie tylko praca nad odzyskaniem samej sprawności uszkodzonych kończyn, ale także odbudowanie niezbędnych mięśni. W całym procesie asystuje Kubicy doktor Ceccarelli, który od wielu lat prowadzi klinikę Formula Medicine, zajmującą się przygotowaniem fizycznym oraz psychicznym kierowców wyścigowych i rajdowych.

Może to zabrzmieć brutalnie, ale do powrotu za kierownicę wyścigówki zawodnik nie potrzebuje stuprocentowej sprawności organizmu. Problematyczne obszary, np. prawy łokieć i kciuk, nawet jeśli nie zostaną doprowadzone do funkcjonalności sprzed wypadku, niekoniecznie muszą stać na drodze do powrotu na tor.

Ile zdrowia potrzeba

Kubica nie jest tenisistą i nie potrzebuje pełnego wymachu prawego ramienia. Musi ono uginać się w sposób umożliwiający kręcenie kierownicą i być wystarczająco silne, aby zawodnik mógł wesprzeć na nim ciężar ciała przy wsiadaniu i wysiadaniu z ciasnego kokpitu. Palce prawej dłoni potrzebne są z kolei do operowania łopatkami zmiany biegów i kilkunastoma kolorowymi przyciskami oraz pokrętłami na kierownicy. Ich rozmieszczenie jest jednak sprawą indywidualną każdego zawodnika i w przypadku najgorszego scenariusza, czyli pewnych problemów ze zręcznością i precyzją ruchów palców prawej dłoni, zespół będzie mógł przygotować taką konfigurację kierownicy, która będzie najlepiej odpowiadać potrzebom Kubicy.

Oczywiście zawodnik będzie musiał przejść serię sprawdzianów przed przedłużeniem superlicencji, uprawniającej do startów w Formule 1. Testy medyczne przed powrotem na tor obejmować będą m.in. badanie podstawowych funkcji organizmu, sprawności układu mięśniowo-szkieletowego, wzroku, refleksu i odruchów.

Zanim jednak do tego dojdzie, pierwszym etapem praktycznych ćwiczeń przygotowujących do powrotu na tor będą jazdy w specjalistycznym symulatorze.

– Z upodobaniem gram w gry video – odparł Kubica na pytanie, co obecnie robi, aby zachować instynkty kierowcy wyścigowego. Oczywiście nawet najbardziej wymyślny domowy sprzęt do grania nie może się równać z wyrafinowanymi konstrukcjami używanymi przez profesjonalne ekipy wyścigowe. Lotus Renault nie ma co prawda symulatora, ale istnieje możliwość wynajęcia takiego urządzenia w wielu miejscach w Europie, np. w niemieckiej Kolonii, gdzie do niedawna mieściła się siedziba zespołu Toyoty. Japoński producent wycofał się z Formuły 1, ale sprzęt nadal funkcjonuje i jest wynajmowany chętnym.

Oprogramowanie pozwala na precyzyjne odtworzenie jednego z 20 torów wyścigowych na całym świecie, a odwzorowanie samego obiektu oraz charakterystyki samochodu jest tak wierne, że najlepsi kierowcy przejeżdżają wirtualne okrążenie w czasie nieodbiegającym więcej niż o sekundę od realnych wyników.

Jedna ręka lepsza niż dwie

Wyścig Kubicy o powrót do kokpitu samochodu Formuły 1 toczy się jednak nie tylko na płaszczyźnie zdrowotnej. Menedżer kierowcy zasugerował podczas wizyty w Polsce, że powrót jego podopiecznego do ścigania w tym roku może być związany z sytuacją kontraktową.

– Jeśli Robert nie wystartuje w końcówce tego sezonu, niekoniecznie będzie to oznaczało, że nie jest wystarczająco zdrowy – powiedział Morelli.

Polski kierowca wciąż ma ważną umowę z ekipą Lotus Renault, gdzie od początku sezonu zastępuje go Nick Heidfeld. Właściciel zespołu Gerard Lopez stwierdził dwa miesiące temu, że w najlepszym wypadku zaoferują Kubicy jazdy w piątkowych treningach pod koniec sezonu 2011, a powrót do startów w Grand Prix nie wchodzi w grę. Co zrozumiałe, wywołało to burzę w obozie polskiego kierowcy.

– Kierowca kalibru Roberta nie potrzebuje takich sprawdzianów – pieklił się Morelli. – Jemu wystarczy symulator, żeby przekonać się, czy może wrócić na tor.

Niejako w odpowiedzi na słowa Lopeza Morelli publicznie stwierdził, że Kubica nie będzie miał problemów ze znalezieniem miejsca w innym zespole. – Zainteresowanie jego usługami zawsze było bardzo duże – powiedział menedżer. – Jest jednym z najbardziej wartościowych kierowców w obecnej stawce F1.

Szef Lotus Renault Eric Boullier zapewnia jednak, że miejsce w prowadzonym przez niego zespole, zajmowane obecnie przez Heidfelda, cały czas czeka.

– Jeśli Robert będzie na tyle zdrowy, żeby wrócić do ścigania, to wsiądzie z powrotem do naszego samochodu. To ja podpisywałem kontrakt, więc dobrze o tym wiem. Koniec i kropka – powiedział niedawno Francuz.

Gdy Kubica dojdzie do pełni sił, blokowanie mu miejsca w kokpicie nie miałoby sensu chociażby, brzydko mówiąc, z marketingowego punktu widzenia. Lotus Renault potęgą w tym sezonie nie jest, a powrót kierowcy, który przeżył tak dramatyczny i zagrażający zdrowiu wypadek, z pewnością przykuje uwagę całego sportowego świata. Jeśli natomiast chodzi o stronę sportową, zastępca Heidfeld jeździ na podobnym poziomie co Witalij Pietrow, który w zeszłym roku dostawał tęgie baty od Kubicy. Przesycony czarnym humorem transparent na trybunie podczas jednego z tegorocznych wyścigów głosił zresztą: „Lepszy Kubica z jedną sprawną ręką niż Heidfeld z obiema”.

Trzeba jednak pamiętać o tym, że spekulacje na temat tego, kiedy i w jakich barwach Kubica powróci na tor, są wciąż mniej istotne od pomyślnego przebiegu rehabilitacji. „Jestem zadowolony z postępów” – napisał kierowca swoim fanom. „Wciąż jest za wcześnie na wyraźne określenie czasu mojego powrotu, ale ważny jest ostateczny wynik, a nie pośpiech”.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?