Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Falzmann/Archiwum prywatne

Pogromca FOZZ

Jerzy Jachowicz

Nazwisko Michała Falzmanna na zawsze pozostanie związane z aferą FOZZ. Wokół jego śmierci do dziś trwają spory

Bez względu na prawdziwy powód śmierci, Michał Falzmann zapisany zostanie w dziejach najnowszych jako symbol człowieka walczącego z  największymi przekrętami finansowymi okresu narodzin III RP. Zmarł 18 lipca 1991 r. Czy był to zgon naturalny, czy zatrzymanie akcji serca spowodowało tajemne podanie mu śmiertelnego środka przez agenta wojskowych służb specjalnych? Jego znajomi twierdzą, że przyczyną nagłego zgonu mógł być powstały z wielorakich przyczyn i narastający ogromny stres, jakiemu podlegał w ostatnich miesiącach życia.

Jeśli mówimy, że afera FOZZ była matką dziesiątków innych afer z początku lat 90., to Michała Falzmanna możemy nazwać pogromcą hochsztaplerów finansowych tamtego okresu.



Tajemnicza seria

„Działając na podstawie upoważnienia nr 01321 z dn. 27 maja 1991 r. Najwyższej Izby Kontroli do przeprowadzenia kontroli w  Narodowym Banku Polskim proszę o udostępnienie informacji objętych tajemnicą bankową, o obrotach i stanach środków pieniężnych (gotówkowych i bezgotówkowych) Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego”. W podpisie Michał Falzmann – inspektor NIK. Tego samego dnia, kiedy Falzmann uzbrojony już w dogłębną wiedzę o oszustwach dokonywanych w FOZZ, wysłał pismo do  NBP, bo tam przecinały się drogi nielegalnych transakcji, dyrektor zespołu analiz systemowych NIK Anatol Lawina przekazał mu polecenie prezesa izby Waleriana Pańki o odsunięciu go od wszelkich kontroli prowadzonych przez zespół, w którym do tej pory pracował. Po latach Lawina wyjaśniał, że przyczyną odwołania Falzmanna było to, że swoją wiedzę o przestępstwach w FOZZ przekazywał osobom spoza NIK.

Dwa dni po wykluczeniu go z zespołu Falzmann zmarł. Za przyczynę zgonu uznano zawał serca. Zdaniem wielu o tym, że śmierć Falzmanna nie była przypadkowa, miały świadczyć zdarzenia, które nastąpiły kilka miesięcy później.

Na początku października szef NIK Pańko zapowiedział, że 8 października przedstawi wyniki badań o nieprawidłowościach, jakie miały miejsce w FOZZ. W przeddzień zginął w wypadku samochodowym wraz z Januszem Zaporowskim ówczesny dyrektor biura informacyjnego Kancelarii Sejmu. Wypadek przeżyli żona Pańki oraz kierowca służbowej lancii, którą jechali. W przeciągu kilku miesięcy od wypadku zmarli zarówno kierowca, jak i policjanci, którzy jako pierwsi zjawili się na miejscu wypadku. W tym ciągu zgonów wielu dopatruje się działania tajnych służb wojskowych, które stały za aferą FOZZ. Uznają wręcz, że były to zabójstwa.

Gdy Michał Falzmann umierał, miał zaledwie 38 lat, żonę i pięcioro dzieci. Pochodził ze spolonizowanej rodziny. Babka była Brytyjką, ojciec Austriakiem wyznania ewangelickiego, jednakże dość obojętnym na sprawy wiary. Być może dlatego właśnie zaniedbał religijne wychowanie syna. Ten, już jako 34-latek, przyjął chrzest w Kościele katolickim. Jego żona, Izabela Brodacka-Falzmannowa, w rozmowie z jednym z twórców pro- gramu poświęconego Michałowi mówiła, że chrzest był świadomą decyzją dojrzałego człowieka.

Jego biblioteka książek religijnych pęczniała z każdym miesiącem, co budziło wśród jego znajomych niedowierzanie. Przyjął też postawę charakterystyczną dla każdego neofity. Codziennie przyjmował komunię na porannej mszy.

Talent i pasja

Jego znajomi w kilku programach, jakie o nim powstały, opowiadają, że był człowiekiem prostolinijnym, pogodnym, o dużej odwadze cywilnej i nieustępliwym w dociekaniu prawdy. Ta fundamentalna niezgoda na zło Falzmanna mogła sprawiać wrażenie radykalizmu w ocenach innych. Miał niewątpliwie żyłkę do prowadzenia śledztw dotyczących spraw finansowych. Z wykształcenia był ekonomistą. Często zmieniał pracę, ale – jak sam mówił – nie tylko w poszukiwaniu lepszych zarobków, lecz także interesujących go spraw.  

Ostatnie lata przed pracą w NIK spędził w stołecznej Izbie Skarbowej. Tam właśnie wpadł na aferę FOZZ, kontrolując Universal należący do Dariusza Tytusa Przywieczerskiego. Szybko zorientował się, w jaki sposób i na jak ogromną skalę okradane jest państwo. Swoje ustalenia i spostrzeżenia zawarł w artykule opublikowanym we wrześniu 1990 r. w „Głosie Wolnego Robotnika”. Tekst ten uruchomił kontrolę NIK w styczniu 1991 r. Po trzech miesiącach do zespołu kontrolującego dołączył Michał Falzmann. W Izbie został od razu mianowany głównym specjalistą. Szła już za nim legenda wyjątkowo utalentowanego biegłego w sprawach finansowych.

Jego byli koledzy z NIK przypuszczają wręcz, że pod koniec lat 80. niektóre firmy dawały mu zlecenia, żeby sprawdzić, czy skutecznie maskują swoje przekręty. Uważały, że jeżeli Falzmann niczego nie wykryje, to nikt tego nie zrobi. Na ogół było tak, że Falzmann znajdował nieprawidłowości i wtedy odmawiał złożenia swojego podpisu pod sprawozdaniami, które próbowały coś ukryć. Już wtedy swoją postawą narażał się na pogróżki, nie mówiąc już o utracie wynagrodzenia za „niewykonaną” pracę.

Poważniejsze szykany, naciski, a nawet szantaże pojawiły się, kiedy jako biegły NIK rozpoczął kontrolę FOZZ. Najwyraźniej nie lekceważył tych sygnałów. 21 kwietnia 1991 r. zapisał w swym dzienniku: „Dalsza praca to osobiste, śmiertelne niebezpieczeństwo. Szans na sukces nie widzę żadnych”. Mimo to swoją kontrolę z uporem kontynuował, gdyż – jak powtarzał – musiał ją doprowadzić do końca. Stała się jego pasją. Ci, którzy chcieli deprecjonować rezultaty jego wysiłków, przylepili mu łatkę „oszołoma”. To był dla niego bolesny epitet, bo wiedział dokładnie, jak jest niesprawiedliwy.

FOZZ został powołany ustawą z 15 lutego 1989 r. jako jedna z celowych instytucji finansowych państwa. Działalność funduszu nie trwała długo, bo zaledwie niecałe dwa lata, ale jej konsekwencje są widoczne do dziś. Był ostatnią instytucją finansową z czasów PRL. Jej celem miało być gromadzenie dewiz potrzebnych do zwrotu zagranicznego zadłużenia. A jednocześnie, już jednak nieoficjalnie, fundusz miał rozpocząć skupowanie polskich zadłużeń na tzw. rynku wtórnym po to, aby obniżyć nasze zobowiązania. Wykupywanie przez dłużnika własnych długów na rynku wtórnym w świetle prawa międzynarodowego jest nielegalne. Zatem działalność FOZZ miała charakter działalności przestępczej.

Gdy zakładano FOZZ, długi PRL w zagranicznych bankach wynosiły ponad 41 mld dol. Aby przedsięwzięcie miało szanse powodzenia, konieczne było zachowanie tajemnicy. A tę można było powierzyć tylko ludziom zaufanym. Sprawdzeni i doświadczeni w ciemnych machinacjach byli oficerowie

wywiadu, kierujący spółkami w zachodniej Europie, Ameryce i krajach zwanych rajami podatkowymi. Prowadzeniem biznesu maskowali swoją prawdziwą działalność operacyjną. W ten sposób w ostatnim okresie istnienia PRL władza dała zgodę wywiadowi i powiązanym ze służbami specjalnymi biznesmenom na wyprowadzanie olbrzymich pieniędzy Skarbu Państwa, choć działania te były niezgodne z prawem.  

W połowie marca 1989 r. na stanowisko dyrektora generalnego FOZZ powołano Grzegorza Żemka, agenta wojskowych służb specjalnych. Za jego kandydaturą głosowali m.in. ówczesny wiceminister finansów szef rady nadzorczej funduszu Janusz Sawicki oraz Dariusz Rossati, wówczas członek rady nadzorczej, dziś polityk SLD, mający startować do Sejmu z listy PO. Zastępcą Żemka od początku istnienia funduszu była Janina Chim, zatrudniona w FOZZ jeszcze przed nim. Chim była jednocześnie pracownikiem firmy Uniwersal.

Śledczy maraton

Śledztwo prokuratury w sprawie afery FOZZ rozpoczęło się na początku maja 1991 r. Pierwszy akt oskarżenia trafił do sądu po dwóch latach dochodzenia, czyli w 1993 r. Sąd jednakże zwrócił go do prokuratury w celu uzupełnienia. Nieudolność bądź blokowanie sprawiło, że minęło pięć lat, zanim prokuratura na początku 1998 r. uzupełnione oskarżenie przesłała do sądu. Po bez mała trzech latach w grudniu 2000 r. ruszył wreszcie proces. Sędzia Barbara Piwnik prowadziła go sprawnie i wartko. Niespodziewanie Leszek Miller, premier rządu SLD, w październiku 2001 r. powołał Piwnik do swojego gabinetu na funkcję ministra sprawiedliwości. Oczywiste było, że wraz objęciem przez Barbarę Piwnik stanowiska ministra proces FOZZ w nowym składzie sędziowskim będzie musiał zacząć się od początku. Toteż wielu odczytało niespodziewany awans Piwnik jako próbę storpedowania procesu FOZZ.

Po roku proces wystartował powtórnie. Nowym przewodniczącym składu został sędzia Andrzej Kryże. Trzy lata później, w roku 2005, a więc po blisko 15 latach od rozpoczęcia sprawy, nastąpił jej finał. Dyrektor funduszu Grzegorz Żemek, jego zastępczyni Janina Chim oraz wspólnicy zostali skazani na wieloletnie kary więzienia, wysokie grzywny, a także zwrot skradzionego mienia i wyrównanie Skarbowi Państwa poniesionych strat.

Fundusz był w istocie jedną z operacji służb specjalnych PRL. Janusz Sawicki był powiązany z cywilnymi służbami specjalnymi. W czasie procesu Żemek przyznał, że wykonywał swoje zadania na zlecenie wywiadu wojskowego.

Pieniędzmi z funduszu karmione były latami instytucje i firmy, które wspierały działania postkomunistycznej lewicy. Z pieniędzy FOZZ utrzymywana była latami „Trybuna”. Pieniądze szły via Universal Przywieczerskiego, a następnie przez fundację Ad Novum wprost do prasowego biuletynu postkomunistów. W Ad Novum i na jej zapleczu pojawiali się znani politycy SdRP, przemianowanej  później na SLD – Marek Siwiec, Krzysztof Janik, Wiesław Kaczmarek, Wiesław Huszcza i Dariusz Szymczycha. Umożliwiała ona nie tylko budowanie potęgi finansowej spadkobierców PRL, ale także zwiększenie ich wpływów na scenie politycznej.

FOZZ wpisywał się w strategię wojskowych służb specjalnych powstałą w połowie lat 80. Wtedy to właśnie utworzono supertajny oddział „Y”. Jednym z jego zadań było przejęcie kluczowych branż gospodarczych i zapewnienie w nich kierowniczych stanowisk oficerom służb opuszczających ich szeregi, ale pozostających nadal w ścisłych z nimi związkach. Oficerowie tajnych służb mieli w tych planach zostać najpotężniejszymi udziałowcami rodzącego się kapitalizmu. Zbijać wielkie majątki, zarządzać firmami obracającymi milionami dolarów. Do osiągnięcia tych celów wykorzystywali swoje tajne kontakty, poufną wiedzę o ludziach, dzięki której mogli ich od siebie uzależniać. A nade wszystko mogli nadal podejmować działania operacyjne. Te możliwości dawały im duży wpływ na państwo i władzę. Niezależnie od oddziału „Y”, powstały inne utajnione komórki. „X” – odpowiedzialna za wpływy na  władzę, „Z” – na media.

W ciągu 20 lat istnienia wolnej Polski tu i ówdzie pojawiają się  ślady potwierdzające działanie tych komórek. Fascynujące wątki o niciach łączących aferę FOZZ z rosyjskimi służbami specjalnymi zapowiada w portalu wPolityce.pl Sławomir Cenckiewicz. Ma je przedstawić jesienią w książce „Tajne pieniądze. Wywiad wojskowy PRL w labiryncie biznesowych gier” (współautorem jest Adam Chmielecki).

Być może Michał Falzmann trafnie przeczuwał te powiązania, kiedy w czerwcu 1991 r. w swoich notatkach pisał: „FOZZ to rosyjskie KGB/GRU”.

Współpraca Marta Linnik

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej