Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Kulturowa tyrania mniejszości

Bronisław Wildstein

Polityka jest wtórna względem kultury i od niej zależna. Przedstawiciele demokratycznej prawicy zdają się tego jednak nie dostrzegać. Dlatego europejską wojnę kulturową wygrywa dziś lewica

Inicjatywa „Obywatele kultury” niesie ze sobą groźbę zmonopolizowania tej dziedziny w Polsce przez lewicowe środowisko. Stać by się to mogło pod szczytnymi hasłami wspomagania i propagowania kultury, „odpolitycznienia” jej i przekazania „obywatelom”, a polegałoby na  przejęciu środków państwowych służących jej wspieraniu. Prowadziłoby także do utożsamienia w świadomości społecznej określonej grupy i zespołu poglądów z kulturą i wypchnięcia z niej alternatywnych idei i postaw. Sukces takiego przedsięwzięcia byłby dla naszego kraju bardziej znaczący niż rezultat najbliższych wyborów parlamentarnych i to, paradoksalnie, również w sferze bezpośrednio rozumianej polityki.



Kultura jako fundament

Z kulturą człowiek obcuje od urodzenia, to ona nadaje mu w pełni ludzki status. Należą do niej język, relacje międzyludzkie, hierarchie postaw, cnót i wartości. Dość oczywiste wydaje się, że kultura wyrasta z religii, która porządkuje całość naszego odczuwania rzeczywistości. Nawet dla nastawionych antyreligijnie ateistów, np. marksistów, istotne znaczenie religii dla kultury nie podlegało dyskusji. Wprawdzie Marks i pierwsze pokolenie jego uczniów za czynnik determinujący ludzką rzeczywistość uznawali ekonomię, ale także w tym ujęciu religia stanowiła fundament ideologii, a więc podstawę zafałszowanych świadomości, jakimi ludzie, zdaniem autora „Kapitału”, tłumaczyli swój status. Dopiero proletariacka rewolucja miała człowieka uwolnić od wszystkiego, a więc i od wpływu religii.

Niektórzy wskazują współczesną kulturę Zachodu jako pierwsze jej niereligijne wcielenie. Jest to sprawa o tyle dyskusyjna, że jej sekularyzacja jest zjawiskiem historycznie niedawnym i nie wiemy, na ile trwałym. Wielu myślicieli uznaje zresztą, że kultura tak bardzo wyrasta z religijnych treści i jest nimi tak nasączona, że również w swojej świeckiej wersji poszukuje religijnych substytutów.

Z kultury jako pierwotniejszej wyrastają dopiero polityczne wybory. Skoro kultura proponuje egzystencjalne wzorce, a polityka jest sztuką ich aktualizacji w życiu, z wyborów kulturowych wynikają wybory polityczne, a kształt życia politycznego uzależniony jest od kultury. Szczególnie mocno zależność tę widać w systemie demokratycznym.

Z zależności tej doskonale zdaje sobie sprawę współczesna lewica. W ogromnej mierze, świadomie lub nie, jest ona spadkobiercą myśli działającego w pierwszej połowie XX w. marksisty, filozofa oraz działacza Antonia Gramsciego.

Ponieważ Gramsci uznaje, że nie obcujemy z rzeczywistością samą w sobie, ale przetworzoną przez człowieka, fundamentalną kwestią jest zdobycie kontroli – jak pisał: osiągnięcie „hegemonii” – w dziedzinie kultury, która formuje ludzki świat. Włoski filozof odszedł od marksowskiego determinizmu. Rewolucję, a więc zdobycie władzy politycznej, poprzedzać musi według niego przejęcie hegemonii w kulturze. Oznacza to panowanie środkami czysto kulturalnymi nad życiem duchowym społeczeństwa. W „Uważam Rze” pisała o tym już Agnieszka Kołakowska, zwracając uwagę, że koncepcja ta wyznacza współczesne myślenie lewicy zachodniej.

Doświadczenie komunizmu realnego spowodowało zakwestionowanie marksistowskiej ortodoksji i to zarówno w podejściu do ekonomii, jak i proletariackiej rewolucji. „Walka klas”, walka o władzę polityczną została zastąpiona wojną kulturową i to, należy dodać, wojną w Europie współczesnej zwycięską dla lewicy.

Rewolucyjne myślenie wyrasta z resentymentu, nienawiści do świata istniejącego. Akcentuje radykalny przewrót niszczący zastany porządek i tradycję, z jakiej on wyrastał, bo tym właśnie jest rewolucja. Utopijną przyszłością zajmuje się znacznie mniej. Postawy rewolucyjne są konsekwencją uznania dobrej natury człowieka uwięzionego w odczłowieczonych warunkach społecznych. Ich likwidacja musi spowodować rozkwit harmonii ludzkiej: „gdy związek nasz bratni ogarnie ludzki ród”. Jeśli nawet Marks i jego następcy oficjalnie nie przyjmowali istnienia natury człowieka, to w rzeczywistości zakładali ją, choćby wskazując wyobcowanie, jakie towarzyszy człowiekowi w kapitalistycznym systemie. Wyobcowanie owo to nic innego jak rozziew między jego istotą a warunkami, w jakich musi żyć.

„Plan kulturalny będzie miał charakter przede wszystkim negatywny, nastawiony będzie na krytykę przeszłości, na pogrążanie jej w niepamięci, na całkowite zniszczenie”. Ta wypowiedź Gramsciego pokazuje w wymiarze kultury prawidłowość, którą odnotowałem w rewolucyjnym myśleniu lewicowym. Nacisk położony jest na niszczenie starego świata. Nowy ma powstać spontanicznie na gruzach starego. Chodzi przecież o „wyzwolenie” człowieka. A wolność jest warunkiem samorealizacji Człowieka-Boga.

Marks tylko gdzieniegdzie rzucał uwagi o tym, jak ludzie będą żyli po rewolucji i przejęciu środków produkcji. Okazuje się, że wszyscy staną się twórcami i oddawać się będą swobodnej kreacji, na zmianę malując obrazy, chodząc na ryby, pisząc sonety i pracując w fabryce. Raj ów wydaje się być niewysławialny, a próby jego przybliżenia siłą rzeczy przeradzają się w groteskę. Opisy falansterów Charlesa Fouriera są tego dobitnym przykładem.  

Uznać można, że współczesne myślenie lewicowe wyrasta z przeciwstawienia się klasycznemu dla myśli zachodniej wyobrażeniu człowieka słabego, grzesznego, a więc ułomnego. W tradycji religijnej bez pomocy Boga musi ulec on zgubie. Świecką wersją tej koncepcji jest założenie, że człowiek cywilizuje się dzięki zbiorowości, w której żyje, i kulturze, która jest wspólnym, wielopokoleniowym dziełem tłumiącym złe, a eksponującym jego pozytywne skłonności. Jednostka ludzka nadal jednak pozostaje ułomna. Przepełniona złymi, aspołecznymi namiętnościami skazana jest na aprobowanie podstawowych norm kultury na zasadzie autorytetu, gdyż ograniczenia jej indywidualnego rozumu nie pozwalają objąć całości. Nie oznacza to odrzucenia racjonalności, ale wyciągnięcie z niej konsekwencji, którą jest rozpoznanie granic własnych poznawczych zdolności.

Lewicowa antropologia wyrasta z radykalnie odmiennego wyobrażenia człowieka. Ma on być z zasady dobry, a jego negatywne postawy są efektem deformującej go złej cywilizacji. Wytłumaczeniem, w jaki sposób z natury dobry człowiek tworzy dla siebie tak obce warunki, zajmuje się mniej lub bardziej wyszukana dialektyka. Dobry oznacza w tym wypadku nie tylko zestaw pozytywnych skłonności, które po zdruzgotaniu cywilizacyjnych okowów pozwolą mu harmonijnie zjednoczyć się z innymi, ale również władze poznawcze wystarczające, aby opisać (i odrzucić) obecny świat oraz w całości zaprojektować nowy i doskonały.

Europa, czyli kanon negacji

Opis niniejszy ma oczywiście charakter modelowy. W polityce, która jest sztuką działania, ten ostry podział wydaje się zacierać, a jednak uzmysłowienie go sobie jest niezbędne, jeśli zajmujemy się kulturową wojną, która w dużej mierze determinuje dziś stan Europy. Współcześni, demokratyczni politycy, którzy raczej lekceważą teorię i nie traktują poważnie kultury, nie mniej są przez nią warunkowani. Widać to choćby po „prawicowych” partiach europejskich, które coraz mniej różnią się od lewicy. Dzieje się tak nie z powodu triumfu nieuniknionego, historycznego postępu, jak chcieliby to widzieć lewicowi aktywiści, ale jest efektem kulturowej ofensywy lewicy, narzucającej określony język opisu rzeczywistości, z którego wyrastają jednoznaczne hierarchie i możliwości rozwiązań. Demokratyczni politycy, którzy uznają, że muszą iść na kompromisy z poglądami większości, jako takie traktują opinie dominujących ośrodków opiniotwórczych.

Gdyż – i to warte jest podkreślenia – obiegowe poglądy współczesne nie są formowane przez większość, ale jedynie mniejszościowe, lecz wpływowe środowiska. To one kreują ową „tyranię większości”, o której pisał Alexis de Tocqueville, a która w rzeczywistości jest dziś tyranią mniejszości. Większość, jeśli nawet posiada odmienne intuicje, a nawet poglądy, a nie znajduje wsparcia wystarczająco silnych instytucji, nie może odwołać się do  intelektualistów i mediów, które byłyby w stanie nadać jej przekonaniom kształt dyskursywny, a więc także znaleźć argumenty służące ich obronie – taka większość skazana jest na porażkę. Współczesna Europa jest dowodem na tę prawidłowość.

Słowa klucze dominujące współczesną Europę: „wyzwolenie”, „emancypacja”, „przekroczenie” wskazują jednoznacznie ich negatywny, wymierzony w tradycję potencjał. Jeśli pozytywnie wartościujemy dzieło sztuki czy zjawisko kulturalne, to koniecznie powinniśmy zaznaczyć jego negatywny potencjał. Musi ono demitologizować, dekonstruować czy demistyfikować. Innymi słowy, musi ono wpisać się w poprawny politycznie kanon negacji.

Pojęcie „kultura” wywodzi się z rolniczego terminu uprawy. Oznacza więc działalność ciągłą, kumulatywną, która skuteczna być może wyłącznie w długich ciągach czasowych. Kultura musi być osadzona w tradycji, którą może i powinna transformować i adaptować, ale z szacunkiem dla jej osiągnięć i świadomością ich kruchości. Kultura negacji pasożytuje na wspaniałym dziele, jakim jest kultura europejska. Nie ma jednak potencjałów niewyczerpywanych, a jałowość współczesnej kultury europejskiej jest tego dowodem. Demitologizacja staje się groteskowym gestem wobec braku żywotnych mitów, które kulturę tę by ożywiały.

Można zgodzić się, że element kontestacji ożywia kulturę i broni jej przed skostnieniem. Problem w tym, że bunt wmontowany na stałe w kulturę z naznaczonym jednoznacznie obiektem sprzeciwu przekształca się w konformistyczny akademizm. Bez końca powtarzane krytyki chrześcijańskiego patriarchalizmu stają się popłatną propagandą. Albowiem, jak każdy bunt, niesie ona w sobie potencjał realnego ryzyka. Dziś oznacza nie tylko problemy ze środkami, czyli odcięcie od politycznie naznaczonych funduszów europejskich i konformistycznych instytucji współczesnego państwa, ale prowadzi do marginalizacji i wykluczenia.

Współczesny wariant cywilizacji europejskiej poprzez permanentną kontestację swoich fundamentów nabiera samobójczego charakteru. Prowadzi także do odwrócenia znaczeń. Sugerują to zresztą słowa klucze tej kultury jak np. transgresja, czyli przekroczenie. Establishment tego świata wynagradza swoją propagandę jako akty buntu, pseudowykluczeni zdobywają kolejne przywileje, a cenzorzy myśli i kultury deklarują się jako rzecznicy wolności.

Świat ten rzeczywiście aż woła o demaskację, ale mało kto się na to odważa. Ma zresztą zdecydowanie mniejsze szanse na przebicie się niż kolejna generacja oportunistycznych pseudokontestatorów.

Jak się rządzi Europą

Europejski establishment dziś ma lewicowy rodowód i charakter. Żeby zrozumieć jego funkcjonowanie, trzeba wyrzucić do śmieci bajdurzenie, jakie wbrew wszelkim doświadczeniom ciągle funkcjonuje w opinii publicznej. Zgodnie z nim lewica to troska o lud, a prawica odwrotnie.

Polityka, z jakiej by pozycji nie wyrastała, to działanie na rzecz dobra zbiorowości. Różnica polega na odmiennym rozumieniu tego dobra, a więc odmiennej antropologii. Lewica, pojawiając się w rzeczywistości zachodniej, fundamentalnie kwestionowała jej ład. Problemem dla niej  była akceptacja, jaką dla zasad tej cywilizacji (co nie znaczy, że dla wszystkich jej przejawów) prezentował ogół żyjącej tu ludności, w tym również reprezentanci najniżej stojących warstw. Trzeba było uznać, że jest to wynik mistyfikacji ich świadomości, spętania ich tradycyjną kulturą (zwłaszcza religią). Praktycy marksizmu uznali, że dopiero uświadomiona grupa, jaką jest partia (socjalistyczna czy komunistyczna), może przekształcić myślenie proletariatu i doprowadzić do rewolucji.

Doświadczenie komunizmu odstręczyło od tego typu politycznych eksperymentów, a lewicowe ugrupowania na Zachodzie dawno już zatraciły swój radykalizm. Nie zmieniło to jednak elitarnej koncepcji lewicy, która chce przecież uwolnić człowieka od tradycyjnej kultury, stanowiącej według niej źródło całego zła. Zdeterminowane nią masy same nie są w stanie dokonać owego rewolucyjnego aktu. Albowiem dziś  rewolucja dokonuje się poprzez kulturę wspomaganą coraz mocniej przez prawo.

Rewolucyjny potencjał kultury dostrzegany był przez poważnych myślicieli od zawsze. Nie ma zmiany stylu w muzyce bez zmiany obyczajów – zauważał Platon. Współcześnie mentalność rewolucyjna zyskała dodatkowy instrument, jakim stała się kultura masowa. Jej zasadą jest zmiana. Trzeba sprzedawać coraz to nowe towary, a rewolucyjne hasło odrzucenia „starego” staje się idealnym mechanizmem reklamy. I tak współczesna cywilizacja komercyjna wchodzi w sojusz z rewolucyjną mentalnością.  

Można odnieść wrażenie, że politycy demokratyczni prawej strony nie dostrzegają tych prawidłowości. Być może dzieje się tak dlatego, że współczesna liberalna polityka coraz bardziej wydrążona jest z idei. Ten stan rzeczy służy politykom lewicy. Nawet jeśli mają stosunek obojętny do lewicowych haseł, to dzięki nim zdobywają i utrzymują władzę. Natomiast pozbawiona właściwości europejska prawica nie ma odwagi przeciwstawić się duchowi czasu, traci więc po prostu rację bytu. Rzecznicy realnie odmiennych, konserwatywnych cnót i postaw wypychani są z oficjalnego nurtu europejskiej polityki. Motorem tych zmian jest kontrkulturowa rewolucja, która narzuciła Europie określony porządek cywilizacyjny.

Polska polityka kulturalna

Zachodnia prawica przyzwyczajona do tego, że kultura i edukacja są domeną tradycyjnych wartości, przespała moment „marszu przez instytucje” kulturowej lewicy, a jej obecny oportunizm utrudnia przeciwstawienie się tym trendom. Sytuacja jest jednak dynamiczna i narastające niezadowolenie mieszkańców Zachodu może doprowadzić do reakcji wobec dominującej ideologii. To jednak w Europie dopiero pieśń przyszłości, a współczesna Polska w skróconym czasie powtarza zjawiska znane nam z Zachodu.

W świecie przebierańców, jakim nawet na tle współczesnej Europy jest III RP, o polityce kulturalnej mówić zaczęto dopiero wtedy, gdy po ponad dziesięciu latach radykalnej pedagogiki historycznej pojawiła się odpowiedź na nią. Pedagogika III RP polega na zawstydzaniu Polaków ich tradycją i wywoływaniu u nich kompleksu niższości. Podobno dopiero odrzucenie brzemienia polskości ma nam umożliwić europeizację.

Próba odbudowy polskiego państwa, która wiązać się musi z odbudową narodowej tożsamości, zatrzymana została przez reakcję establishmentu III RP. PO zdobyła władzę, wykorzystując tę tendencję. Nie znaczy to, że jest partią lewicową akcentującą kontrkulturowe postawy. Ba, jej czołowi politycy wydawali się prezentować odmienną wrażliwość. Jednak to, co przybliża ich do europejskiej średniej, to skrajny pragmatyzm przeradzający się w cynizm. Metodą Tuska jest dogadywanie się i uległość wobec wszelkich wpływowych grup i koterii, które rządziły III RP. Nic dziwnego, że jego minister kultury, w ogóle niezainteresowany swoją dziedziną, przekazuje ją wpływowym, lewicowym środowiskom.

Wybór lewicowej tożsamości ma dla ludzi kultury charakter konformistyczny. Monopolizowanie przez nich kultury wzmacnia jej homogeniczność i czyni obcą szerokiej wrażliwości społecznej. Do czego może prowadzić, pokazuje Kongres Kultury Europejskiej, formalnie dzieło Ministerstwa Kultury, reklamowany jako najważniejsze wydarzenie kulturalne polskiej prezydencji.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej