Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

PREZES PZPN GRZEGORZ LATO, SEKRETARZ GENERALNY PZPN ZDZISLAW KRECINA. FOT. JERZY DUDEK/FOTORZEPA

Oficjalny beton Euro 2012

Paweł Wilkowicz

Jest w sprawie Zdzisława Kręciny coś optymistycznego: można jeszcze wyrzucić działacza Polskiego Związku Piłki Nożnej z samolotu i nie usłyszeć, że FIFA z UEFA nas zawieszą

Jesteśmy zalani. Po uszy. I akurat z paroma głębszymi sekretarza Kręciny nie ma to nic wspólnego. Już bardziej z jego zwierzeniami na temat szefów z PZPN: o obecnym prezesie, że burak, czy o byłym prezesie – że węgorz wijący się raz na lewo, raz na prawo. Ale o tym później. Najpierw o pijaństwie.

To, że jeden z najważniejszych ludzi polskiego futbolu – według niektórych prawdziwy szef PZPN – rozdokazywał się w samolocie, a potem kilka razy zmieniał wersje wydarzeń, jest na pewno barwne i wesołe, ale w niczym nie wzbogaca naszej wiedzy o związku.



Picie alkoholu to w świecie sportowych stowarzyszeń element kultury korporacyjnej i działacze futbolowi nie są wcale najgorsi. Pije się przy okazji i bez okazji, na cześć i na przekór, przed meczem i po nim, w biurze i w terenie. W końcu sport oznacza życie w wiecznej delegacji, a z delegacjami wiadomo, jak jest. Kto może dużo, ten jest gość. Mało tego, niektórzy uważają, że tu nie ma się czego wstydzić, tym się trzeba chwalić. Prezes Grzegorz Lato swego czasu pytany przed kamerą przez dziennikarza , jaki był jego rekord w biegu na sto metrów, odpowiedział: – Trzy.

– Nieee, troszkę więcej – drążył dziennikarz.

– Nie, trzy. Raz, dwa, trzy – prezes pokazał, jak kieliszek z setką idzie do ust. A potem wpadł w swój perlisty śmiech. Jest wesoło.

Choć nie tak wesoło, jak kiedyś na posiedzeniu Komisji ds. Nagłych (warto chyba prawa do tej nazwy zastrzec, zanim ją pożyczy jakiś kabaret), która musiała obradować nad sprawą licencji dla Łódzkiego Klubu Sportowego tuż po powrocie z Ukrainy i niektórzy jej członkowie doznali pomroczności. Zdzisław Kręcina nie miał ostatnio tego szczęścia, on stał się newsem dnia, choć obiektywnie patrząc, jego wina jest mniejsza: co innego wracać zawianym z meczu, a co innego radzić pod wpływem, czy klub zasłużył na degradację z ligi, czy jednak można dać mu licencję i niech gra dalej.

Dusza człowiek

Takich nagrań z różnymi członkami zarządu w rolach głównych było zresztą więcej i trudno się dziwić, że na pierwszym po przygodzie sekretarza posiedzeniu zarządu PZPN nikt specjalnie nie rwał się do piętnowania Kręciny. Za plecami to chętnie, ale tak wprost? Po co się wychylać. Przecież Zdzisław nie dość, że dusza człowiek, to jeszcze o sprawach związku, bardziej i mniej znanych, wie najwięcej. Sekretarz generalny musi znać dokumenty, którymi nawet prezes nie zawsze zawraca sobie głowę, przez jego ręce przechodzą najważniejsze umowy. Droga od sekretarza do wygranej w wyborach prezesa też jest dość naturalna, taką przeszedł np. Michał Listkiewicz, a w FIFA Sepp Blatter. Kręcina, w PZPN z przerwami od blisko 30 lat, zatrudniony jeszcze przez Włodzimierza Reczka, sekretarz generalny od czasów Listkiewicza, weteran trzech wojen z Ministerstwem Sportu, walczył o prezesurę w ostatnich wyborach, ale na ostatniej prostej wolał się ułożyć z późniejszym zwycięzcą, niż wchodzić mu w drogę.

Ci, którzy znają realia związku, mówią, żeby się nie dać zwieść pozorom: sekretarz wygląda jak poczciwy miś, archetyp piłkarskiego działacza, z symbolicznym nazwiskiem, ale jest w tym towarzystwie jednym z najlepiej przygotowanych. Jedni powiedzą: rzutki, inni: cwany. Jedni: organizator, inni: załatwiacz. Ale przynajmniej z doktoratem, jakimś doświadczeniem w biznesie (był dyrektorem browaru, właściwie nie wiadomo, czy to po ostatniej historii atut czy obciążenie) i umiejętnością porozumienia się w obcych językach. Niby niewiele, ale jak się ma takie tło, to nietrudno zabłysnąć.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Po ostatnich wyborach władzę w związku przejęła grupa, którą można nazwać piłkarską wersją Samoobrony: wiadomo, przeciw czemu była (przeciw ministrowi sportu, przeciw Leo Beenhakkerowi, przeciw układom Michała Listkiewicza z ministrem itd.), ale za czym już nie. Wygrała opcja: „Teraz my”. Część z nich jest nowa przy stole i rzuciła się do szybkiego nadrabiania straconego czasu. Poprzedni zarząd można było – przy przymknięciu oka, ale jednak – nazwać w jakiejś części społecznym. Obecny płaci sobie za wszystko, innym też, rządy zaczął od podwyżek, nie oszczędza na odprawach. Jak to kiedyś w przypływie szczerości ujął jeden z wiceprezesów: – Gdyby Grzegorz Lato był gwiazdą futbolu lat 70. w RFN, a nie w PRL, to byłby teraz zarobiony jak Beckenbauer. A tak po prostu musi się trochę odkuć.

Związek bawi się za swoje, ze wszystkich sportowych federacji w Polsce zarabia najlepiej, nie musi wisieć u ministerialnej klamki, więc można powiedzieć: jego sprawa. Ale żal traconych szans, braku wizji i ambicji, tego, że ciągle nie ma ani ośrodka dla reprezentacji, ani takiej wizji pracy z młodzieżą, by można kiedyś było powiedzieć z dumą: szkoła polska. I to marnotrawstwo jest dużo większym problemem niż ludzkie słabości sekretarza. – Przejadamy budżet, niewystarczająco tniemy koszty, moglibyśmy jeszcze lepiej zarabiać na organizacji meczów kadry. Wtedy nie byłoby konieczne przyduszanie klubów kolejnymi podatkami związkowymi – mówi Jacek Masiota, członek zarządu.

W opozycji? Nie opłaca się

Dlaczego PZPN nie chce z tych szans skorzystać? Bo nie musi. Nic go do wysiłku nie zachęca. Prezes i jego ekipa dostali w prezencie od losu kilka lat błogostanu. Wróg zniknął, bo Ministerstwo Sportu jest już na długo wyleczone z chęci zawieszania władz związku, wprowadzania komisarzy itd. Wie, że to wojna z góry przegrana, UEFA i FIFA na nic nie pozwolą. Wygrane starcia z rządem rozbestwiły działaczy (dobrze, że przynajmniej po wyrzuceniu sekretarza z samolotu nie usłyszeliśmy od nich, że to zamach na niezależność związku i zaraz szefowie z Nyonu i Zurychu nas wykluczą albo odbiorą nam Euro). Problem z korupcją rozwiązują za PZPN prokuratorzy i sędziowie, związek nawet nie udaje, że ma jakieś własne pomysły na zapobieganie nawrotowi choroby. Zarabianiem pieniędzy dla PZPN władze też nie muszą się martwić, bo od tego jest firma SportFive, która na mocy wieloletniej umowy zapewnia federacji wpływy z praw marketingowych i telewizyjnych. A Euro 2012 dało dodatkowy zastrzyk gotówki i stworzyło mnóstwo nowych posad. Tak atrakcyjnych, że nie opłaca się być w opozycji do zarządu.

W ten sposób Euro, które dla całego kraju stało się szansą na cywilizacyjny skok i zmiany, w PZPN zabetonowało rzeczywistość. Rząd musiał się przed turniejem ścigać z czasem i wydawać miliardy. Samorządy też. A co musiał PZPN? Niczego nie musiał, wystarczyło, że jest.

Skupiając się na Euro, przestaliśmy wymagać czegokolwiek od obecnych władz związku. Za czasów Michała Listkiewicza, czyli cytując Zdzisława Kręcinę, prezesa węgorza, było ciągłe wrzenie: że leśne dziadki, że trzeba zrobić porządek. A teraz jest pogodzenie z losem – po co nam awantury tuż przed Euro, może po turnieju coś się zmieni. Beton zalał wszystko. Jest w biurach PZPN wielu profesjonalistów. Wykształconych, ambitnych, młodych. Jest wiele kobiet. Ale kto się tego domyśli, patrząc na zarząd? A jeśli coś się psuje od góry, to naprawiać to od dołu jest trudno.

Najciekawsze, że UEFA – gwarant tej ekipy – świetnie sobie zdaje sprawę z jej słabości. Jesteśmy pierwszym od niepamiętnych czasów gospodarzem mistrzostw Europy, który nie ma swojego przedstawiciela w Komitecie Wykonawczym europejskiej federacji. Jaki wynik miał Grzegorz Lato w niedawnych wyborach do KW, nie będziemy przypominać, to niehumanitarne. Ale pokazuje, co sądzą o szefie PZPN w UEFA.

Nie jest też raczej przypadkiem, że kompetencje polskiej spółki ds. organizacji turnieju utworzonej przez PZPN wspólnie z europejską federacją są mniejsze, niż podpowiadałyby dotychczasowe zwyczaje. Centrala najważniejsze sprawy zarezerwowała dla siebie i załatwia je przez swoją spółkę UEFA Events. Po turnieju jej specjaliści wrócą do siebie. A my do rzeczywistości.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?