Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

EastNews

Maluchy z importu

Marta Gmiter

Z Azji, Afryki czy Europy? Adoptowane dzieci nierzadko o egzotycznych rysach stały się niemal nieodłącznym elementem  wizerunku wielu gwiazd show-biznesu

Celebryci, którzy decydują się na adopcję, wzbudzają mieszane uczucia nie tylko wśród fanów, ale i obrońców praw człowieka. Zdarza się, że pod opiekę przybranych rodziców trafiają maluchy, których już sam wygląd zdradza, że urodziły się na drugim końcu świata.

Do grona przybranych matek, które w ostatnim czasie najbardziej zelektryzowały opinię publiczną, należy Madonna. Królowa muzyki pop udała się aż do Afryki Wschodniej, by przygarnąć pod swoje skrzydła małą dziewczynkę z Malawi. Pięcioletnią Mercy James wypatrzyła kilka lat temu podczas swojej pierwszej wizyty w tym kraju, gdzie prowadzi działalność charytatywną. Postanowiła, że niebawem wróci po dziecko i zabierze je z sierocińca.



Matka dziewczynki zmarła niedługo po porodzie, a ojciec, który – jak sam twierdzi – był przekonany, że niemowlę podzieliło jej losy, nie interesował się córką. Bój o dziecko nie należał jednak do najprostszych. Babcia małej Mercy próbę adopcji nazwała kradzieżą. Larum podnieśli też aktywiści. Alarmowali, że dziewczynka wyrwana ze swego kręgu kulturowego i wywieziona do Stanów Zjednoczonych przeżyje traumę. Argumentowali, że skoro jej krewni żyją, powinna pozostać razem z nimi. Ich apele do sumienia gwiazdy zdały się jednak na nic. Po trwającej kilka miesięcy batalii przed malawijskim sądem trzy lata temu Madonna zyskała prawo opieki nad nową córeczką. Tym samym zapewniła towarzystwo adoptowanemu w 2006 r. sześcioletniemu Davidowi Bandiemu, którego również zabrała z sierocińca w Malawi. Chłopiec został wywieziony z kraju, zanim jeszcze zdążyła się zakończyć procedura adopcyjna.

W obu tych przypadkach na gwiazdę posypały się gromy, a przeciwnicy „charytatywności na pokaz” odsądzali ją od czci i wiary. Bulwarowa prasa pisała o Madonnie w krytycznym tonie wskazującym na to, że ta przygarnia sieroty, by zaspokoić swoje zachcianki. Niektóre portale plotkarskie w kontekście poczynań piosenkarki odmieniły przez wszystkie przypadki słowo „złodziejka”. Skąd zatem Madonna znalazła w sobie tyle determinacji, by nawet po rozstaniu z drugim mężem walczyć o kolejną pociechę? Część obserwatorów często zadawała sobie to pytanie, tym bardziej że Amerykanka miała już dwoje rodzonych dzieci. Nastoletnią Lourdes, której ojcem jest Carlos Leon – były osobisty trener Madonny, i 11-letniego Rocco, syna Guya Ritchiego – brytyjskiego reżysera i scenarzysty.

Ratunek z piekła

Daleka od surowych osądów jest szefowa brytyjskiej organizacji Positive Parents & Confident Kids, która ostrzega, by w takich przypadkach nie ferować zbyt pochopnie wyroków. – Nie zapominajmy, że celebryci tego formatu dysponują ogromnymi kwotami pieniędzy. Dzięki temu mogą zagwarantować maluchom poziom życia i możliwości, które – prawdopodobnie – byłyby poza ich zasięgiem – mówi nam Sue Atkins. Podobnego zdania jest prof. Ellis Cashmore, kulturoznawca z Uniwersytetu w Staffordshire i autor książki „Celebrity Culture”. – W niektórych rejonach świata, jak dotknięte głodem Somalia czy Sudan, dzieci nie dożywają niekiedy nawet 12. roku życia. Adopcja daje im dostęp do leków i możliwość korzystania z postępów medycyny – podkreśla w rozmowie z nami ekspert.

Czy schronienie w rezydencji królowej pop ocaliło dzieciom życie? W zamieszkanym przez blisko 14 mln obywateli Malawi prawie 940 tys. to sieroty. Kraj nękany jest przez plagę wirusa HIV, a AIDS zabija tam każdego roku kilkadziesiąt tysięcy osób. Przygnębiające są również statystyki dotyczące średniej wieku. O ile przeciętny Amerykanin dożywa 80 lat, o tyle dla mieszkańca Malawi często 38. urodziny są ostatnimi, jakie obchodzi.

Niewykluczone, że takie właśnie względy zaważyły na decyzji pary hollywoodzkich aktorów Angeliny Jolie i Brada Pitta, którzy także ruszyli na pomoc dzieciom z krajów Trzeciego Świata. Żadna z pociech, które tworzą ich prawdziwie multikulturową gromadkę, nie urodziła się w USA. W 2002 r. gwiazda „Tomb Raidera” – wtedy jeszcze w związku z aktorem Billym Bobem Thorntonem – zaadoptowała kilkumiesięcznego chłopca z Kambodży. Zaledwie trzy lata później do Maddoksa Chivana dołączyła jego nowa siostrzyczka – Zahara Marley z Etiopii. W 2006 r. para Jolie – Pitt doczekała się wspólnego potomka. Aktorka urodziła w Namibii córeczkę Shiloh Nouvel. Niecały rok później rodzina powiększyła się o wietnamskiego chłopca Paksa Thiena. Wkrótce potem urodziły się im bliźniaki. We Francji na świat przyszła Vivienne Marcheline i synek Knox Léon. Jolie myślała ostatnio, by uszczęśliwić jakiegoś malucha z Pakistanu. Jej mąż chce jednak, by zamiast adoptować malucha, urodziła im jeszcze jedno dziecko.

– Czasami trzeba wiedzieć, kiedy przestać – uważa Sue Atkins, której zdaniem zajęta podróżami i karierą matka zamiast opiekować się maluchami, oddaje je tabunowi niań i specjalistów.

– Część celebrytów traktuje dzieci jak maskotki, które kupują w sklepie. Adoptują maluchy z Afryki tylko po to, by zamanifestować, jak bardzo są tolerancyjni, a na dodatek wspierają ubogie kraje. Poza tym który z fanów wie, że gwiazda właśnie przekazała na rzecz jakiegoś sierocińca dwa miliony dolarów? Tymczasem gdy staje przed kamerą, otoczona wianuszkiem dzieci z różnych kontynentów, o jej działalności charytatywnej mówią media na całym świecie – przekonuje prof. Ellis Cashmore. Zdaniem Brytyjczyka w Hollywood panuje wręcz moda na adopcję dzieci.

Lista celebrytów, którzy stworzyli dom dla dzieci o różnym od nich kolorze skóry, jest długa. Amerykańska aktorka Kate Capshaw, zanim jeszcze związała się z reżyserem Stevenem Spielbergiem, adoptowała czarnoskórego chłopca Theo. Para pod swój dach przygarnęła też dziewczynkę Mikaelę George. Matką egzotycznego malucha jest również Meg Ryan. W 2006 r. zaopiekowała się Daisy True z Chin. Zdeklasować wszystkie te gwiazdy, w szczególności Jolie i Pitta, postanowiła natomiast Penelope Cruz. W jednym z wywiadów, udzielonych hinduskiemu dziennikowi „The Times Of India”, zdradziła, że jej marzeniem z dzieciństwa jest liczna rodzina: „Być może adoptuję dwadzieścioro dzieci” – oświadczyła.

Towar zwrotny

Dla Mii Farrow decyzja o adopcji – jak się miało okazać – była jednak opłakana w skutkach. Amerykańska aktorka w latach 70. zaprosiła do swego domu dwoje wietnamskich dzieci, a niedługo potem zaadoptowała dziewczynkę Soon Yi z Korei. Skandal wybuchł wtedy, gdy wyszło na jaw, że córka wdała się w romans z kolejnym już partnerem jej przybranej matki – reżyserem Woodym Allenem. Życie potwierdziło, że matkowanie obcym dzieciom nie zawsze jest najtrafniejszą decyzją także w przypadku innej gwiazdy amerykańskiego kina – Joan Crawford. Kobieta wydziedziczyła dwoje swoich przysposobionych dzieci.

By uniknąć takich sytuacji, zwłaszcza w przypadku maluchów wywodzących się z innych kręgów kulturowych, Amerykański Departament Zdrowia i Opieki Społecznej zastrzega, że nie każdy może stworzyć nową rodzinę dla sieroty. Urzędnicy podkreślają, że rodzic jeszcze przed rozpoczęciem procedury adopcyjnej musi przejść test na tolerancję i odpowiedzieć przed samym sobą, czy będzie w stanie zaakceptować odmienność. To jednak dopiero początek wyzwań, jakie na niego czekają. Nauka ojczystego języka dziecka, gotowanie mu potraw z kraju jego pochodzenia, wyprawy w jego rodzinne strony – to tylko niektóre z wymogów, jakie musi spełnić nowa rodzina. Ponadto, dziecko powinno przebywać w towarzystwie osób, które tak jak ono wyróżniają się na przykład wyglądem. Amerykańska Agencja Adopcyjna zaleca nawet, by rozważyć przeprowadzkę w multikulturowe sąsiedztwo.

Według Sue Atkins to jednak nie wszystko. – Rolą rodzica jest nawiązanie z dzieckiem kontaktu poprzez spędzanie z nim czasu. To klucz do sukcesu. Przede wszystkim musi on otoczyć je opieką i kochać. Jeśli będzie trzymał się tych podstawowych zasad, przestają mieć znaczenie tysiące kilometrów, jakie dzielą miejsce urodzenia matki, ojca i dziecka – podkreśla ekspertka.

Czarno na białym

Do niedawna takie argumenty nie przekonywały brytyjskich urzędników, którzy wręcz zniechęcali białych rodziców do adopcji dzieci o afrykańskich i azjatyckich korzeniach. Twierdzili bowiem, że w takich rodzinach maluchy mniejszości etnicznych przeżywają kryzys tożsamości. W efekcie takiej polityki sierocińce na Wyspach zapełniły się kolorowymi dziećmi, które na nowy dom czekają trzy razy dłużej niż ich europejscy rówieśnicy. Kiedy redaktor naczelny BBC Gavin Allen i jego żona usłyszeli, że są „zbyt biali”, by przygarnąć malucha o egzotycznej urodzie, postanowili poszukać dziecka za granicą. Para zaadoptowała małą Chinkę.

Część ekspertów uważa, że białe pary mogą mieć problemy z wytłumaczeniem dziecku, na czym polega rasizm, przez co trudniej jest im je przed nim chronić. Jednak to, czy maluch zaaklimatyzuje się w zupełnie obcym sobie otoczeniu, kulturze w dużej mierze uzależnione jest od jego wieku. – Ten, który jest na tyle duży, by pojąć, co się wokół niego dzieje, ciężej znosi radykalne zmiany w życiu. Trudnością może być dla niego nowa szkoła czy nauka języka, w którym mówią rodzice – stwierdza prof. Ellis Cashmore. I dodaje: „Jeśli ma mniej niż cztery lata, nie powinno być z tym problemu”. Co jednak z dziećmi, przed którymi gwiazdy postawiły dodatkowe wyzwanie – życie w blasku sławy rodziców?

– Wcześniej nie słyszało się tak często, by osoba z pierwszych stron gazet adoptowała afrykańskiego chłopca czy dziewczynkę z Azji – mówi Sue Atkins. Podkreśla, że dopiero gdy dzieci Jolie i Pitta, Madonny oraz innych gwiazd dorosną, okaże się, czy stworzone przez ich opiekunów multikulturowe rodziny spełniły swoje zadanie. Jeśli staną się ciepłymi, wrażliwymi i otwartymi ludźmi, dowiodą, że wysiłek ich rodziców celebrytów miał sens.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej