Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Zydowski Instytut Historyczny

Świadectwo ofiary

Bogdan Musiał

Calek Perechodnik zupełnie nieoczekiwanie znalazł się w epicentrum Holocaustu, jednej z najstraszniejszych zbrodni w historii

"Spowiedź” Calka Perechodnika jest jednym z najbardziej wstrząsających, a zarazem najtrudniejszych świadectw Holocaustu. Dobrze więc się stało, że Karta zdecydowała się na ponowną edycję tej przejmującej książki. Pierwsze polskie wydanie pojawiło się na rynku w 1993 r., kolejne – dwa lata później. Oba ukazały się pod tytułem „Czy ja jestem mordercą?” i zostały opracowane na podstawie maszynopisu przechowywanego w Żydowskim Instytucie Historycznym. Niedługo potem okazało się jednak, że oryginalny rękopis znajduje się w zbiorach Yad Vashem w Izraelu, różni się od opublikowanej wcześniej wersji i co więcej wypacza przesłanie autora. Późniejsze wydania były już zgodne z oryginalnym zamysłem Perechodnika.



Calek Perechodnik urodził się w 1916 r. w Otwocku i pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny. W Otwocku uczęszczał do szkoły, tam też zdał maturę. Studiował natomiast we Francji, gdzie w 1937 r. uzyskał tytuł agronoma inżyniera. Po studiach wrócił do rodzinnego miasta, gdzie otworzył skład budowlany. W 1938 r. ożenił się z Anną Nusfeld, która pochodziła także z Otwocka i była współwłaścicielką miejscowego kina. Byli zatem stosunkowo zamożną rodziną. Ich pierwsze i jedyne dziecko, córeczka Athalia, przyszło na świat już podczas okupacji w sierpniu 1940 r.

Calek Perechodnik zupełnie nieoczekiwanie znalazł się w epicentrum Holocaustu, jednej z największych zbrodni w historii, w wyniku której życie straciło od pięciu do sześciu milionów Żydów. Także Perechodnik ze swoją rodziną stał się ofiarą tej zbrodni. Najpierw stracił żonę i dwuletnią córeczkę (w sierpniu 1942 r.), sam zginął zaś jesienią 1944 r. po kapitulacji Powstania Warszawskiego, w którym brał udział. Ukrywał się wtedy w bunkrze w ruinach Warszawy, gdzie odkryli go szabrownicy. Był tak słaby, chorował wówczas na tyfus, że nie był w stanie opuścić bunkra, gdy ten podpalono.

Ogrom tej straszliwej tragedii trudno zrozumieć i pojąć, a tym bardziej opisać. „Spowiedź” Perechodnika daje nam namiastkę tego, co przeżywały ofiary w obliczu okrutnej zbrodni Holocaustu.

Życie w getcie

Na początku wojny żyło w Otwocku ok. 10 tys. Żydów, którzy stanowili blisko 54 proc. wszystkich mieszkańców miasta, natomiast latem 1940 r. liczbę żydowskich mieszkańców szacowano na 12 tys. W grudniu 1940 r. Niemcy założyli w Otwocku getto. Warunki życia były tam katastrofalne. Do lata 1942 r. zmarło w otwockim getcie około 2 tys. Żydów, to jest ok. 16 proc. represjonowanych.

Jednak nie wszyscy mieszkańcy getta znosili te same cierpienia. Perechodnik tak opisuje panujące tam stosunki przed zagładą (s. 30): „Życie w getcie było dość dziwne, niczego nie brakowało, wszystko za pieniądze można było dostać. (...) Bogaty żył, ubierał się, jadł, pił, nie obawiając się zupełnie wysyłki do obozu (pracy przymusowej – przyp. red.), za pieniądze można było zawsze się wykupić, z chwilą gdy biedny dosłownie puchł z głodu i umierał na oczach ludzi. Rozpoczęła się wtedy istna epidemia tyfusu, moc ludzi chorowało i umierało. W ogóle wytworzyła się taka atmosfera, że każdy przede wszystkim chciał sam z rodziną przeżyć wojnę, samemu żyć, dobrze żyć i jak najmniej własnych rzeczy sprzedać. Owszem, pomagano biednym, były bezpłatne kuchnie, sierocińce, ale faktycznie nie było to na dostatecznym poziomie. Ogół przyzwyczaił się do widoku ludzi spuchniętych, konających z głodu i przechodził nad tym do porządku dziennego”.

Do tego „ogółu” należał najwidoczniej również Perechodnik. Żył on stosunkowo dobrze dzięki oszczędnościom i wyprzedaży ubrań, których wartość w okresie okupacji była ogromna na skutek panującego powszechnie niedoboru. Ponadto Perechodnik zaciągnął się do Żydowskiej Służby Porządkowej (Ghetto-Polizei), co miało mu ułatwić przetrwanie wojny: „Widząc, że wojna się nie kończy i żeby być wolnym od łapanek do obozów, wstąpiłem w szeregi Ghetto-Polizei w lutym 1941 r.”.

Ghetto-Polizei cieszyła się jednak bardzo złą sławą i to nie bez powodu. Jej zadaniem było przecież utrzymanie „porządku” w gettach oraz wykonywanie poleceń niemieckich okupantów. Ghetto-Polizei była organem pomocniczym władzy okupacyjnej, a wielu jej członków ochoczo wysługiwało się Niemcom, terroryzując i łupiąc – także na swój „rachunek” – mieszkańców getta.

Z relacji Perechodnika wynika, że on sam starał się pozostać uczciwym człowiekiem i nie brał udziału w łapankach. Jako policjant zajmował się zbieraniem „kontyngentowego chleba” w getcie dla Judenratu i Ghetto-Polizei. Lecz najbardziej dramatyczną rolę policjanci mieli odegrać dopiero w czasie zagłady.

Zagłada

Począwszy od grudnia 1941 r. Niemcy rozpoczęli na terenach okupowanej Polski masową zagładę Żydów w komorach gazowych: najpierw w Chełmnie nad Nerem, później w Bełżcu (od marca 1942 r.), Sobiborze, Treblince i Oświęcimiu. Treblinkę okupanci wybudowali specjalnie dla Żydów pochodzących z Warszawy i jej okolic. Natomiast na Kresach Niemcy rozpoczęli masowe egzekucje zmierzające do systematycznej zagłady Żydów jeszcze w lecie 1941 r., bezpośrednio po wypędzeniu Sowietów z tych terenów.

W gettach szybko rozeszła się wiadomość o masowych rozstrzeliwaniach, o deportacjach i systematycznych mordach. Z czasem widmo zagłady stawało się coraz bardziej realne, także w Otwocku. Stosunkowo nieliczni próbowali się ratować, szukając kryjówek poza gettem lub starając się załatwić fałszywe dokumenty, które umożliwiałyby życie po „aryjskiej” stronie. Większość mieszkańców getta nie miała jednak takiej możliwości ze względu na brak środków oraz odpowiednich znajomości poza gettem. Czekali zatem i żyli nadzieją, że akurat ich getto zostanie oszczędzone, a wojna niedługo się zakończy, a co za tym idzie – skończy się terror i zniknie widmo zagłady.

Żona Perechodnika chciała opuścić getto, dlatego nalegała, aby mąż postarał się o fałszywe dokumenty. On jednak pozostał głuchy na jej prośby, sądząc, że jako policjant jest w stanie zapewnić rodzinie bezpieczeństwo (s. 49): „Zresztą, ja jestem policjantem i to z tych ważniejszych, (…) tak że byłem zupełnie spokojny o siebie i o swoją rodzinę”. Dopiero w sierpniu 1942 r. pytał znajomego Polaka, czy nie mógłby poszukać polskiej rodziny, która gotowa byłaby za opłatą wziąć na wychowanie na okres wojny jego córeczkę. Okazało się, że taka możliwość istnieje, lecz zanim Perechodnik zdążył otrzymać odpowiedź, było już za późno na ratowanie dziecka.

19 sierpnia 1942 r. o godz. 7 rozpoczęła się akcja „wysiedleńcza” w Otwocku. Niemcy oraz pododdział Ukraińców pod niemieckimi rozkazami wkroczyli do getta i wydali rozkaz, aby jego mieszkańcy zebrali się na placu. Większość udała się posłusznie na miejsce zbiórki, w tym rodziny policjantów. Niemała część mieszkańców getta próbowała jednak ukryć się, gdzie się da.

Na terenie getta rozegrały się dantejskie sceny. Niemcy i Ukraińcy strzelali bez ostrzeżenia, policjanci żydowscy uzbrojeni w pałki i gwizdki uwijali się jak w ukropie. Getto zostało usłane trupami. W przeciągu paru godzin na plac spędzono większość mieszkańców getta, ok. 8 tys. kobiet, dzieci i mężczyzn.

Na placu znalazły się także żona i córeczka Perechodnika, który dosłownie wyciągnął je z kryjówki i zaprowadził na plac. Policjantom obiecano bowiem, że ich rodziny zostaną oszczędzone, ale na miejsce zbiórki przyjść muszą. W zamian policjanci mieli pomagać w spędzaniu pozostałych mieszkańców getta na plac. I faktycznie, większość policjantów przyprowadziła swoje żony i dzieci na miejsce zbiórki.

Żona Perechodnika prosiła męża, aby wyciągnął z tłumu przeznaczonego do deportacji córeczkę jej siostry, podając ją za własne dziecko. Perechodnik nie wysłuchał tej prośby (s. 75): „W tym dniu nie rozum nami kierował, ale ślepy instynkt, który ukazał prawdziwe oblicze bestii ludzkiej: szlachetności jednych ludzi, podłości drugich”.

Wieczorem, już po załadunku wagonów, policjanci doznali szoku. Perechodnik (s. 76): „Wtem karabiny zostają na nas skierowane. Pada rozkaz: »Wszyscy policjanci na drugi koniec biegiem marsz, w dwuszeregu zbiórka«. W tym czasie Niemcy załadowali do wagonów ich żony i dzieci. Uzbrojeni tylko w pałki policjanci byli tak sparaliżowani, że nie stawiali żadnego oporu. Tymczasem pociąg, w którym znalazły się żona i córka Perechodnika oraz rodziny większości policjantów, został wysłany do Treblinki.

W następnych dniach i tygodniach akcja „wysiedleńcza” w Otwocku była kontynuowana przez lokalną żandarmerię niemiecką, policję granatową oraz policjantów z getta. Wyłapywano tych, którym udało się przetrwać w różnych kryjówkach, łączono ich w większe grupy, a następnie rozstrzeliwano i zakopywano w masowych grobach na terenie getta. W ciągu czterech tygodni Niemcy rozstrzelali ok. 4 tys. osób. Tak oto rozwiązano kwestię żydowską w Otwocku.

Leutnant Liebscher (a nie Lipszer jak w „Spowiedzi”), dowódca żandarmerii w powiecie warszawskim, obiecał policjantom, że po ostatecznym „oczyszczeniu” getta zostaną odesłani do obozu pracy. Policjanci pomagali więc niestrudzenie w wyszukiwaniu i wyłapywaniu ofiar, trzymając je pod strażą do momentu egzekucji. Natomiast egzekucji przez rozstrzelanie dokonywali zawsze niemieccy żandarmi. Jednak policjanci przestali już ufać Niemcom, wielu z nich próbowało ratować się ucieczką. Tym razem Liebscher jednak słowa dotrzymał i po „oczyszczeniu” getta policjanci zostali faktycznie przetransportowani do obozu pracy w pobliżu Legionowa, gdzie pełnili funkcje wartownicze i policyjne.

Perechodnik postanowił zbiec z obozu. Po udanej ucieczce od 6 grudnia 1942 r. ukrywał się w jednopokojowym mieszkaniu „pani Heli” w Warszawie. Wraz z nim ukrywali się jego rodzice oraz dziewczynka Genia. Po kilku miesiącach spędzonych w kryjówce, mając dużo czasu do rozmyślań, postanowił spisać swoje wspomnienia w formie spowiedzi.

Spowiedź zrodzona w bólach śmierci

Perechodnik pisał swój pamiętnik, aby „uczcić” i zarazem „pomścić” własną żonę Annę (s. 294): „Gdy zapanuje znów wolność ludów i wolność słowa w Europie, a wtedy zostanie ogłoszony drukiem; raz, żeby Cię uczcić, drugi raz, żeby Cię pomścić. Wierzę, że miliony ludzi będą czytać te pamiętniki, że wszyscy będą Cię żałować, że los połączył Cię ze mną węzłem małżeńskim. (...) Ja Cię zgubiłem, ale i ja Cię pomszczę. Pomści Cię właściwie Twoje drugie dziecko (czyli pamiętnik – przyp. red.) zrodzone w bólach śmierci”.

Trauma i psychiczne cierpienia, które Perechodnik przeżywał po śmierci żony i córki, były niezwykle bolesne i trudne do opisania. Nie dziwi zatem, że „Spowiedź” jest bardzo emocjonalnym przekazem: oskarżeniem samego siebie, narodu niemieckiego, polskiego i nawet żydowskiego. Nie przypadkiem autor zadedykował swoje wspomnienia: „SN, PP i TŻ”, czyli „sadyzmowi niemieckiemu”, „polskiej podłości” i „tchórzostwu żydowskiemu”.

Perechodnik oskarża naród niemiecki o zorganizowanie i przeprowadzenie zagłady Żydów; naród polski o rabunek żydowskiego majątku oraz pomoc w wyłapywaniu uciekinierów z gett; a naród żydowski o niestawianie oporu. Czy jednak Żydzi jako społeczność mieli szansę na prowadzenie skutecznego oporu w obliczu zagłady? Niestety, takiej możliwości nie posiadali. Strategia przetrwania, która polegała właśnie na niestawianiu czynnego oporu i stosowaniu się do niemieckich rozkazów, wydawała się w pierwszych latach okupacji właściwa i sprawdzona w przeszłości. Natomiast przejawy wszelkiego oporu Niemcy topili we krwi, stosując przy tym z całą surowością odpowiedzialność zbiorową.

Jedyną realną szansą na przetrwanie była ucieczka z gett. Lecz tylko pojedyncze osoby mogły liczyć na schronienie po stronie „aryjskiej”, na pewno nie trzy miliony osób skazanych na śmierć przez nazistów. Takiej możliwości w okupowanej Polsce po prostu nie było. I nie ma to nic wspólnego z „polską podłością” czy „żydowskim tchórzostwem”, lecz z niemiecką polityką okupacyjną.

Polska podłość

Z perspektywy Perechodnika życie Polaków pod okupacją niemiecką jawi się jako sielskie i beztroskie. Trudno sobie jednak wyobrazić, aby Perechodnik nie zmienił zdania po wybuchu Powstania Warszawskiego. Niemniej w „Spowiedzi” autor opisuje życie Polaków jako dolce vita, wesołe i beztroskie dzieci, ojcowie, matki. Polskie rodziny urządzają się w „pożydowskich” domach, żyją w spokoju i dobrobycie, bo przecież otrzymali możliwość wzbogacenia się dzięki rabunkom dokonanym na Żydach lub też przejęcia majątku „pożydowskiego”.

Jest to naturalnie obraz wypaczony, chociaż rzeczywiście było niemało Polaków, którzy bez skrupułów żerowali na tragedii żydowskiej. Byli to szmalcownicy, szantażyści oraz płatni łowcy zbiegłych Żydów. Niektórzy nie cofnęli się nawet przed mordami. Perechodnik pisze na stronie 144: „Zrozumieli, że nadarza im się okazja wzbogacenia się, jedyna możliwa okazja na przestrzeni wieków. Wolno rabować, kraść, zabijać ludzi i to zupełnie bezkarnie”.

Pozostaje pytanie, jaki procent Polaków tak się zachowywał i jak rozprzestrzenione było to zjawisko wśród Polaków. Perechodnik opisuje wiele przykładów takich postaw, które znał z autopsji lub relacji naocznych świadków. Na stronie 144 swoich wspomnień pisze: „Tak zareagował motłoch, ale ostatecznie cóż będziemy mówić o niższych sferach, a że w Polsce 50 proc. ludności należy do niższych sfer, to już trudno”.

Tymczasem już sama lektura „Spowiedzi” pokazuje, że te naganne postawy były odrzucane przez większość polskiego społeczeństwa. Na przykład Perechodnik opisuje następujące zdarzenie (s. 138): „Pewnego razu przy parkanie zahaczył mnie również Franciszek (Stańczak, woźny w gimnazjum w Otwocku – przyp. red.) (...) z całą pretensją, czemu zniesławiam jego dobre imię w Otwocku, opowiadając wszystkim, jakoby on zabrał moje rzeczy. Przecież sam wiem, że te rzeczy są do mojej dyspozycji, no oczywiście – po wojnie”. Stańczak przywłaszczył sobie część ubrań i innych rzeczy Perechodnika pod pretekstem pomocy. Zresztą nie był on jedyną ofiarą chciwości woźnego Stańczaka i jego rodziny. Lecz jego pretensje wobec Perechodnika pokazują, że taka postawa była postrzegana negatywnie przez lokalną społeczność.

Nie zmienia to faktu, że żyjące w ciągłym zagrożeniu ofiary zagłady odbierały zachowania polskich rabusiów i „szmalcowników” jako powszechne zjawisko. Taka była ich perspektywa i trudno się temu dziwić.  

Jan T. Gross nie odkrył jeszcze Perechodnika

To dziwne, że Jan Tomasz Gross jeszcze nie „odkrył” pamiętników Perechodnika. Przecież są one idealnym materiałem, z którego można formować dowolne oskarżenia pod adresem polskiego społeczeństwa – czy to o współudział w zagładzie, o powszechną grabież majątku „pożydowskiego”, czy też o łapanki skazanych na śmierć Żydów.

„Spowiedź” jest jednak nader trudnym źródłem. Być może Grossa odstraszają oskarżycielskie wywody Perechodnika w stosunku zarówno do siebie samego, jak i społeczności żydowskiej oraz jej religii. Gross i jego zwolennicy twierdzą, że świadectwom ofiar zagłady należy dawać wiarę „na słowo”. Trudno sobie zatem wyobrazić, aby raptem zmienili zdanie i zaczęli polemizować z tezami autora tej publikacji. W tej sytuacji pozostaje ignorowanie oskarżeń Perechodnika lub wybiórcze traktowanie tez zawartych w „Spowiedzi”.

„Spowiedź” to wstrząsająca lektura, napisana przez człowieka targanego ogromnym cierpieniem i gniewem. Dlatego wydawca powinien był opatrzyć „Spowiedź” obszerną przedmową, w której gruntownie przedstawione byłyby okoliczności zagłady Żydów, takie jak brak realnych możliwości stawiania aktywnego oporu przez większość ofiar, niemieckie „prawo” okupacyjne (na przykład kara śmierci za pomoc Żydom), trudna sytuacja materialna polskiej ludności, co częściowo tłumaczy rabunki (lecz ich nie usprawiedliwia!) w „oczyszczonych” gettach.

Niestety przypisy i komentarze wydawcy zawierają liczne błędy, na przykład nieścisłe dane w biogramach, błędne tłumaczenia niemieckich zwrotów („umlegen” na stronach 67 i 192 nie znaczy „położyć się”, lecz „zabić/zastrzelić”). Ponadto podaje się bardzo zawyżone liczby żołnierzy pochodzenia żydowskiego (31 216!), którzy zginęli w szeregach armii polskiej w kampanii wrześniowej.

Pomimo tych, mimo wszystko drugorzędnych, niedociągnięć „Spowiedź” jest i pozostanie jednym z najważniejszych i zarazem najtrudniejszych świadectw Holocaustu.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe