Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Nierówność kotów w zjednoczonej Europie

Igor Zalewski

Nie dość, że Niemcy strzelają nam bramkę w 94. minucie, to jeszcze mają lepsze proszki do prania. A przecież dzieli nas tylko rzeka!

Do braku sukcesów piłkarskich już się jakoś przyzwyczaiłem, ale nie mogę się przyzwyczaić do tego, że trenerzy i piłkarze, którzy jeszcze nic nie zdziałali, występują w reklamach. Jak wygrają, to proszę bardzo – niech sobie robią sesje zdjęciowe i nagrywają klipy nawet na Zanzibarze.

Ale lansowanie gości na konto przyszłych sukcesów, których potem brak, wydaje się wyjątkowo demoralizujące. To tak, jakby dzieciakowi dać świadectwo z czerwonym paskiem na początku roku szkolnego. Nie wiem, jak współczesna młodzież, ale ja w takiej sytuacji natychmiast poszedłbym na wagary. Bardzo długie wagary. Może nawet popijałbym piwo.



Ale zostawmy piłkę nożną, a zajmijmy się środkami czystości. Od pewnego czasu intrygowały mnie spotykane to tu, to tam reklamy zachwalające „niemiecką chemię”. Oczywiście osiągnięcia naszych zachodnich sąsiadów w tej dziedzinie są mi doskonale znane. I proszę się z przekąsem nie uśmiechać, wcale nie chodzi mi o iperyt czy inne gazy wykorzystywane w niezbyt sympatycznych sytuacjach. To głównie za sprawą chemicznego boomu cesarskie Niemcy zaczęły doganiać i prześcigać Wielką Brytanię, która dzięki rewolucji przemysłowej oderwała się od reszty europejskiego peletonu. Jednak sądziłem, że w dzisiejszych czasach proszki do prania to już po prostu proszki do prania, nieważne – z Polski czy z Niemiec. Tymczasem – podobno – wcale tak nie jest. „Niemiecka chemia” – jak zapewniały mnie liczne gospodynie domowe – bije na głowę rodzime produkty. Niemieckie proszki lepiej piorą, niemieckie żele lepiej czyszczą, niemieckie paćki lepiej paćkają. I nie chodzi tu o markę, tylko o miejsce produkcji. Omo czy inny Persil zza Odry jest rzekomo lepszy od tego sprzed. I żeby mężowskie koszule były nieskazitelnie białe, polskie kobiety drałują do specjalnych sklepów z „niemiecką chemią” albo kupują ją przez Internet.

No cóż, między nami, seksistami, mówiąc, kobiety plotą czasem niestworzone rzeczy, więc nieszczególnie przejmowałem się wyższością niemieckich kostek do kibla. Ale potem pani w sklepie dla zwierząt namówiła mnie, żebym kupił kotom NIEMIECKIE żarcie, bo podobno lepsze. Nie do wiary, ale moje wybredne jak Zbigniew Hołdys kocury zażerały się niemiecką karmą. I znów – marki, a nawet opakowania były identyczne, decydujące było miejsce pochodzenia. Przy paszy niemieckiej kwiczały z rozkoszy, przy polskiej spozierały na mnie pogardliwie i wyniośle się oddalały.

Kobietom można nie wierzyć, ale z kotami to już zupełnie inna sprawa. Coś musiało być na rzeczy. Zrobiło mi się przykro. Dlaczego polskie gospodynie mają się bardziej męczyć, szorując zlewozmywaki? Dlaczego polskie koty mają jeść podlejszą szamkę niż szaraki zza Odry? Czyżby Polska wciąż była taką postkomunistyczną postkolonią, do której wysyła się wszelkiego rodzaju barachło, wychodząc z przekonania, że tubylcy i tak to kupią? A może nasza poprzeczka jest zawieszona nisko nie tylko w dziedzinie piłki nożnej i satysfakcjonuje nas to, co gdzie indziej byłoby nieakceptowalne?

Chodzi o proszki do prania, karmę dla kotów, ale też np. jakość usług i rządzenia. Rozumiem, że w tych ostatnich dziedzinach poprawa nie nastąpi przez najbliższe 50 lat, ale o szamkę dla kotów zawalczmy. Dlaczego niemieckie mają mieć lepiej niż nasze?

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy