Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

AFP PHOTO/US ARMY/HANDOUT

Broń przyszłości zmienia zasady gry

Mimo wielkiego kryzysu amerykańscy inżynierowie wciąż pracują nad uzbrojeniem, które nie daje wrogom żadnych szans

Jacek Przybylski z Waszyngtonu

Gdy w maju amerykańscy komandosi wylądowali w Abbottabadzie – mieście, w którym ukrywał się Osama bin Laden, pakistańscy generałowie nie mieli o tym bladego pojęcia. W jaki sposób żołnierzom elitarnej jednostki SEALs udało się urządzić krwawą jatkę zaledwie 100 km od Islamabadu i nie wywołać alarmu w siłach przeciwlotniczych Pakistanu? Według ekspertów użyli oni do akcji śmigłowców H-60 Black Hawk zmodyfikowanych tak, aby były niewidoczne dla radarów.

Jeden z nich zepsuł się jednak nad Pakistanem i komandosi musieli wysadzić go w powietrze. Zdjęcia zachowanych fragmentów ogona pokazały całemu światu, jak wyglądają efekty tajnego programu, którego celem było stworzenie śmigłowca typu stealth. Wcześniej o jego istnieniu eksperci od wojskowości mogli jedynie plotkować. – To pierwszy taki śmigłowiec na świecie – zauważył Daniel Goure, wiceprezes think tanku Lexington Institute i były pracownik Pentagonu.

Ogon maszyny zamiast z obłych płyt złożony jest z płyt płaskich, dzięki czemu śmigłowiec jest praktycznie niewidoczny dla radarów. Eksperci wskazywali też na innowacyjną konstrukcję i specjalne pokrycie tylnego śmigła, które pozwoliło znacznie ograniczyć typowy dla śmigłowców hałas. To właśnie dlatego – mimo że akcja komandosów była prowadzona w nocy – mieszkańcy Abbottabadu opowiadali potem dziennikarzom, że w ogóle nie słyszeli zbliżających się do celu maszyn. – Nie wiedziałbyś, gdyby leciał prosto na ciebie, aż do momentu, gdy byłoby już za późno – zauważa Daniel Goure. trans.gif

Jednocześnie eksperci od wojskowości zaczęli spekulować, że nowoczesny śmigłowiec nie był jedyną tajną maszyną, której do egzekucji bin Ladena użyli amerykańscy komandosi. Według portalu Defense Tech niezbędnych danych wywiadowczych dostarczał tajny RQ-170 Sentinel. To samolot bezzałogowy, lepiej znany jako „bestia z Kandaharu”, gdyż to właśnie na tym lotnisku na południu Afganistanu został kilkakrotnie zauważony podczas kołowania. Amerykańskie Siły Powietrzne oficjalnie potwierdziły jego istnienie, ale wciąż nie ujawniły danych technicznych maszyny, której wyrafinowana konstrukcja sprawia, że bezzałogowy szpieg jest niewidoczny dla radarów.

Nie wiadomo także, w jakich misjach bierze udział RQ-170. Oczywiście oficjalnie wykorzystywany jest do zwiadu taktycznego przeciwko talibom, ale – jak zauważają media w USA – do podglądania partyzantów, którzy nie dysponują systemami obrony przeciwlotniczej, w zupełności wystarczyłyby o wiele tańsze i prostsze maszyny. Dziennikarze z portali wojskowych podejrzewają więc, że nowoczesny samolot bezzałogowy używany jest do dużo bardziej ryzykownych lotów nad terenami należącymi do Iranu, Chin, Indii czy Pakistanu.

Niektórzy spekulują też, że to właśnie RQ-170 pozwalał Barackowi Obamie i innym najważniejszym amerykańskim urzędnikom zgromadzonym w Białym Domu na oglądanie w czasie rzeczywistym operacji komandosów w Abbottabadzie.

Mucha zamiast Jamesa Bonda

Wielkie drony, które bez konieczności lądowania potrafią przez kilka dni podglądać wroga na wysokości 20 tys. m, to jednak dla armii ciągle za mało.

Inżynierowie z firmy Wright-Patterson pracują więc nad dronem, który wyglądem przypomina ważkę i który niepostrzeżenie mógłby zbierać ważne wywiadowczo dane.

Przedstawiciele Pentagonu, którzy poprosili już Kongres o niemal pięć miliardów dolarów na przyszłoroczne zakupy dronów, przewidują, że do 2030 r. ta nowoczesna broń przyjmie formę rodem z science fiction. Specjalne „szpiegowskie muchy” wyposażone w miniaturowe sensory i mikrokamery mogłyby na przykład niepostrzeżenie wlatywać do pomieszczeń zajmowanych przez wroga, buszować po tajnych bazach w poszukiwaniu ukrytej broni masowego rażenia lub odnajdywać przysypanych gruzami rannych.

Według inżynierów cytowanych przez dziennik „The New York Times” skonstruowanie maszyny, która trzepotałaby skrzydłami tak jak owad, jest co prawda trudne, ale i tak o wiele łatwiejsze niż próba skopiowania skomplikowanego sposobu lotu ptaka.

Oczywiście DARPA (Agencja Zaawansowanych Obronnych Projektów Badawczych) mimo to zleciła opracowanie miniaturowej wersji drona-ptaka. Zadanie przyjęła specjalizująca się w budowie bezzałogowych samolotów kalifornijska firma AeroVironment. Pokazany w tym roku niewielki „nanosamolot” jest bardzo podobny do kolibra. Machając skrzydłami o rozpiętości 16,5 cm, może osiągać prędkość do 18 km/godz. i za pomocą ukrytej w „brzuchu” kamery w czasie rzeczywistym przekazywać obraz do operatora.

Przenośny bóg śmierci

Wiele jego elementów konstruktorzy musieli przygotować pod mikroskopem, ale wstępny efekt jest całkiem niezły. Niezwykła broń wywiadu potrafi nie tylko machać skrzydłami, ale również przysiąść na parapecie okna i nie zwracając uwagi przeciwnika, spokojnie zbierać wszystkie potrzebne informacje. Na razie główny problem konstruktorów polega jednak na tym, że nie potrafi latać dłużej niż kilkanaście minut.

W przyszłości miniaturowe drony mają jednak przenosić również ładunki wybuchowe. Niektóre bezzałogowce już wkrótce będą też mogły być wykorzystane w „samobójczych” misjach.

Przed kilkoma dniami stacja Fox News poinformowała, że amerykańska armia lądowa zamówiła pierwsze egzemplarze dronów o nazwie Switchblade (Nóż Sprężynowy), opracowanych w ramach projektu „Anubis” (na cześć boga śmierci z egipskiej mitologii).

Nowe drony są lekkie (ważą 1,36 kg) i na tyle niewielkie, że mieszczą się w wojskowym plecaku jako wyposażenie dodatkowe. Podobnie jak inne tego typu maszyny pozwalają na podgląd pola walki z lotu ptaka.

– Przesyłają obraz nie do centrali, ale bezpośrednio do żołnierza na polu walki, który najbardziej potrzebuje tych informacji – mówi „Uważam Rze” Steven Gitlin z AeroVironment produkującej zarówno Switchblade, jak i kolibra. – Switchblade ma jeszcze jedną zaletę: może zawierać ładunek wybuchowy – dodaje Gitlin.

Po odnalezieniu celu żołnierz może więc sprawić, że niewielki dron zmieni się w groźnego kamikadze, który spadając z prędkością 130–160 km/godz., pośle prosto w zaświaty duszę każdego wroga Ameryki. Pentagon zdecydował się więc niedawno wydać na takie urządzenia niemal pięć milionów dolarów. Pierwszą partię dronów-kamikadze amerykańscy żołnierze powinni otrzymać już w przyszłym roku.

– To niezwykle precyzyjna broń, która do minimum redukuje ryzyko śmierci osób postronnych. Snajpera można zabić, spuszczając na budynek 500-funtową bombę, ale wtedy giną też inne, przypadkowe osoby znajdujące się akurat w okolicy. Switchblade został zaprojektowany tak, aby żołnierz mógł zlikwidować wyłącznie snajpera – zauważa Gitlin, podkreślając, że nowe technologie pozwalają producentom dronów zmniejszać zarówno ich rozmiary, jak i ceny tego typu urządzeń.

Nowy sprzęt powinien więc sprawić, że bezpieczniejsi będą też niewinni afgańscy wieśniacy, którzy na razie wciąż giną w omyłkowych nalotach przeciwko rebeliantom.

Najdroższy myśliwiec świata

Mimo wielkiej dziury w budżecie Stany Zjednoczone nie zrezygnowały z samolotów sterowanych przez żywych pilotów. Lockheed Martin nadal prowadzi więc prace nad najdroższym projektem nowoczesnego uzbrojenia: myśliwcem F-35. Wykonany w technologii stealth myśliwiec wielozadaniowy piątej generacji, dzięki zdolności do umykania najnowszym systemom radarowym, ma utrzymać amerykańską dominację w przestrzeni powietrznej. Na razie jest on jeszcze w fazie testów. Do masowej produkcji powinien zaś wejść na przełomie lat 2015 i 2016.

F-35 ma stanowić trzon amerykańskiej armii. Do 2035 r. Pentagon zamierza więc kupić 2443 takie myśliwce za ok. 385 mld dol. (1,2 bln zł). Dla porównania – według projektu przyszłorocznego budżetu polskie Ministerstwo Obrony Narodowej na cały 2012 r. dostanie ok. 30 mld zł.

Amerykanie rozwijają także uzbrojenie przeznaczone dla żołnierzy piechoty.

W ramach zawieszonego już programu Systemów Uzbrojenia Przyszłości (Future Combat Systems) armia wzbogaciła się z kolei o granatnik kalibru 25 mm: XM25. Na razie na afgański front trafiło zaledwie pięć prototypowych sztuk tej broni, ale niebezpieczną zabawkę – nazywaną pieszczotliwie Punisherem – chciałby mieć na wyposażeniu drużyny chyba każdy członek piechoty morskiej czy armii lądowej. Pierwsze testy bojowe w Afganistanie pokazały bowiem, że użycie Punishera skraca czas wymiany ognia z talibami z 15–20 minut do 5–7, rozrywając wroga na strzępy lub zmuszając go do ucieczki.

Kosztujący 25 tys. dol. (ponad 75 tys. zł) granatnik za pomocą laserowego dalmierza pozwala dokładnie wymierzyć odległość, na przykład do betonowej bariery, kamienia czy krzaków, za którymi chowa się napastnik, po czym zaprogramować broń tak, aby granat wybuchł na przykład dokładnie metr za przeszkodą. Dzięki temu każdy, kto się za nią chowa, zostanie zmieciony z powierzchni ziemi. XM25 można też zaprogramować tak, aby z odległości 500 m nie tylko celnie trafić przez okno do środka budynku, ale aby granat eksplodował dopiero wewnątrz niego. Cały proces celowania zajmuje zaledwie kilka sekund oraz uwzględnia dane dotyczące temperatury i ciśnienia powietrza.

Nieliczni szczęśliwcy, którzy mogli przetestować nową broń w warunkach bojowych, po zakończonym okresie próbnym prosili, aby zostawić im granatnik na dłużej. – Wydaje się, że to przełomowa broń. Nie możesz już dłużej strzelać do amerykańskich wojsk, a potem się za czymś ukryć, bo tak czy owak cię dosięgniemy – tłumaczy generał Peter Fuller, cytowany przez ABC News.

Pentagon podjął więc w tym roku decyzję o zainwestowaniu w produkcję i rozwój Punishera dodatkowych 65,8 mln dol. Mimo to na wymarzony granatnik amerykańscy żołnierze będą musieli poczekać do 2012 lub do 2013 r.

Jeszcze większy wielki wybuch


Wybuch spowodowany przez Punishera to jednak małe piwo dla amerykańskich inżynierów z Office Of Naval Research w Wirginii. Kilka dni temu ujawnili oni, że po ponad pięciu latach prac udało im się stworzyć nowy rodzaj materiału wybuchowego. Dzięki wykorzystaniu HDRM, czyli High-Density Reactive Materials, nowe rakiety będą mogły eksplodować z siłą nawet pięć razy większą niż dotychczasowe. – Ten materiał może radykalnie zmienić zasady gry dla wojskowych myśliwców – przekonują jego twórcy.

Materiał reaktywny o wysokiej gęstości ma być wykorzystywany do tworzenia obudowy rakiet i pocisków artyleryjskich. W przeciwieństwie do pocisków pokrytych stalową kopułą, która w momencie uderzenia rozrywa się na wiele kawałków, HDRM eksploduje razem ze znajdującym się wewnątrz pocisku ładunkiem i wyzwala dodatkową energię chemiczną. Zwiększa tym samym siłę rażenia.

Zdaniem ekspertów nowy rodzaj materiału wybuchowego może być wykorzystywany między innymi w systemach obrony przeciwrakietowej, zmniejszając liczbę pocisków, które będą musiały być wystrzelone, aby zniszczyć nadlatującą rakietę wroga. Nowa broń ma również ograniczyć bilans niewinnych, przypadkowych ofiar, zabijanych przez odłamki.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Edyta Żyła

Doradzą i przeszkolą

Znaczna część unijnych pieniędzy trafia do doradców, którzy pomagają zakładać firmy lub je rozwijać. Przedsiębiorcy mogą więc liczyć na bezpłatne szkolenia, wsparcie doświadczonych mentorów albo pomoc w przygotowaniu strategii marketingowej