Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

FOT. DOROTA AWIORKO- KLIMEK/FOTORZEPA

Palikot, czyli miłe złego początki

Janusz Rolicki

Ruch Palikota jest pierwszym od dziesięciu lat nowym tworem politycznym w Sejmie. Stąd Palikot jako zjawisko polityczno--socjotechniczne zasługuje na zainteresowanie. Warto spytać: Czy to dobrze dla demokracji, że pojawił się jego Ruch, czy źle? Pozornie dobrze, bo zaskorupiała scena polityczna się zmieni. Zabetonowanie parlamentu, a mówiono o tym, było złe dla demokracji. Jednakże należy zastanowić się nad genezą tego Ruchu. Mnie osobiście on się nie podoba, bo jego twórcę uważam za politycznego hochsztaplera. Do polityki, tak jak do biznesu, dostał się przez tak zwany bufet. Robił to efektownie dzięki zdobyciu wielkich – jak na polskie warunki – pieniędzy, których, jak zaświadcza jego była żona, nie pozyskałby, gdyby nie jej rodzina. Jako polityk in spe na początku został totumfackim ludzi Platformy, którym organizował zakrapiane spotkania, wydawał książki, serwował gadżety i stworzył prawicowy tygodnik „Ozon” i takież wydawnictwo. Te działania otworzyły Palikotowi drzwi do Sejmu poprzedniej kadencji, gdzie dzięki błazenadzie i brakowi „powściągów” etycznych stał się znanym z ekstrawagancji posłem. Po kilku latach efektownych wygłupów, bo pracować nie lubił – jego Komisja Przyjazne Państwo okazała się niestety humbugiem – Palikot zorientował się, że nie zrobi w PO kariery na miarę swej ambicji.

I wtedy z braku, że tak powiem, laku zmienił orientację i ogłosił się lewicowcem. Jako lewicowy milioner założył najpierw Stowarzyszenie Poparcia Palikota, a potem partię o tej samej nazwie. Świadczy to o jego gigantycznej megalomanii. Nawet Józef Piłsudski, gdy potrzebował po zamachu majowym poparcia partyjnego, stworzył BBWR, czyli Bezpartyjny Blok, a nie partię swego imienia. Ten Ruch, tak jak sam Palikot, to istna gra pozorów, na którą nabrało się półtora miliona wyborców zirytowanych miałkością polskiej polityki. Tyle że czeka ich rozczarowanie. Przypomnę, że Nikodem Dyzma pozytywnych wartości nigdy nie zbudował. Prorokuję, że Palikota czeka marny koniec. Prędzej czy później polityczna bańka, w której się pławi, pęknie, a on sam powędruje do psychoanalityka. Palikot z pewnością nie jest plastrem na słabości polskiej demokracji.

Do prawego

Jerzy Jachowicz

Obecność Palikota i jego naprędce skompletowanej kompanii w Sejmie jest zapowiedzią zmian, jakie przeorają nasz parlament. Do tej pory zaściankowy na skalę co najwyżej krajową. Palikot wprowadzi nie tylko parlament, ale kraj cały do kroczącej w marszu z duchem nowoczesności i postępu wielkiej Europy. Za taką perspektywą tęskniłem od lat. Miałem już dość stęchłego polskiego prowincjonalizmu, w którym nadaje się znaczenie jakimś tam tradycyjnym wartościom takim jak patriotyzm, rodzina, przywiązanie do chrześcijańskiego kodeksu moralnego i podobnym bzdurom. Po prostu się dusiłem. Kajdany nałożone przez duchowych przewodników romantyzmu, bohaterów polskich powstań, wielki ruch „Solidarności” nie pozwalały na swobodę zachowania i działania. Ciążyły niczym młyńskie koła przyczepione do naszych skrzydeł. Na szczęście, Palikot w operacji „Polska w zmianie” zburzy stary świat.

Pierwszą wielką reformą Palikota będzie pewnie ustawa o okresowych psychiatrycznych badaniach, jakim będą musiały się poddać najważniejsze osoby w państwie. Począwszy od prezydenta, poprzez premiera, ministrów, ich zastępców, a skończywszy na dyrektorach departamentów. A także szefach urzędów centralnych, w tym władzach telewizji publicznej i radia. Jeśli ustawa obejmie także parlamentarzystów, to Palikotowi uda się wprowadzić świeżą krew nie tylko do urzędów, ale także do Sejmu. Bo badania psychiatryczne są bezwzględne. Mogą uderzyć w każdego – „A czemu się panu, panie ministrze, tak rączki trzęsą?”. Po niej pójdzie ustawa o częściowej likwidacji kościołów i łączeniu kilku parafii w jedną. Przewodniczącym komisji ds. dezintegracji będzie zapewne Andrzej Rozenek, zastępca Jerzego Urbana w tygodniku „Nie”. Zostanie też ustawowo określona wielkość brzuchów duchownych katolickich. Szefem komisarzy, którzy zostaną wyznaczeni do dokonywania pomiarów obwodu w pasie (rozpoczną od biskupów), będzie niejaki Roman Kotliński, twórca antyklerykalnego pisma „Fakty i Mity”, w którym pracował Grzegorz Piotrowski, zabójca ks. Jerzego Popiełuszki.To tyle na dobry początek.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy