Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Anatomia histerii

Paweł Lisicki

Pisząc te słowa, nie znam wyników wyborów. Nie wiem też, jaki byłby ich rezultat, gdyby nie nieszczęśliwa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o kanclerz Angeli Merkel. A raczej, gdyby nie to, co potrafiły z niej zrobić media i politycy.

Najpierw były słowa z książki Kaczyńskiego. „Nie sądzę, żeby kanclerstwo Angeli Merkel było wynikiem czystego zbiegu okoliczności, nie będę jednak tego przeświadczenia rozwijał, zostawiam to politologom i historykom”. Co to znaczy? Może wszystko i nic. Na przykład to, że Niemcom zależało na tym, by kanclerzem został polityk ze Wschodu, z byłego NRD. Na tym poziomie ogólności zdanie to mogłoby się z równym powodzeniem odnosić do każdego polityka.

Tyle że od tego momentu zaczyna ono żyć własnym życiem. Pierwsi odnoszą się do niego dziennikarze „Newsweeka” i pytają Kaczyńskiego, kto zrobił Merkel kanclerzem. Odpowiedź: „Ona wie, co ja chcę przez to powiedzieć. Tyle wystarczy”. Dziennikarze dopytują: „Stasi, bezpieka z byłej NRD, chyba jej na czele rządu zjednoczonych Niemiec nie postawiła?”. Kaczyński: „Zostawmy tę sprawę”. W tym momencie widać jak na dłoni, że Kaczyński, czy to przez swoją nonszalancję, czy zuchwałość, czy nieuwagę, znalazł się w pułapce. Podana przez dziennikarzy interpretacja – Kaczyński miał na myśli to, że za wyborem Merkel kryła się Stasi – idealnie pasowała przecież do obrazu lidera PiS, który wszędzie widzi spiski i tajne knowania.

W programie telewizyjnym o zdanie to pyta Tomasz Lis. Kaczyński, zamiast uciąć dyskusję, robi uniki. Następnego dnia kwestię porusza dziennikarz TVN – podenerwowany Kaczyński odpowiada pytaniem, czy dziennikarz reprezentuje telewizję polską czy niemiecką. Sprawą zajmują się gazety niemieckie. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” pisze o wypowiedzi Kaczyńskiego w taki sposób, jakby to prezes PiS obsadził kanclerz Merkel w roli agenta Stasi. Dodaje ostrzeżenie przed szalonymi ideami Kaczyńskiego. Te doniesienia komentują niemieccy politycy. Kaczyńskiemu nie uda się wywołać nowej wojny polsko-niemieckiej – można usłyszeć. Tak jakby chciał. Wreszcie, jak mogłoby być inaczej, głos zabierają byli polscy ministrowie spraw zagranicznych, którzy potępiają Kaczyńskiego i solidaryzują się z kanclerz Merkel. Swoistym podsumowaniem tej spirali histerii zdaje się być opinia korespondenta niemieckiego radia dla zagranicy, według którego Kaczyński może budzić jedynie odrazę podobnie jak żaby, robaki czy karaluchy.

Naprawdę, warto prześledzić te wypowiedzi jedną po drugiej. Nawet jeśli przesadą jest twierdzenie, że potępienia Kaczyńskiego  przypominają wiernopoddańcze listy do cara, to trudno się powstrzymać przed takimi porównaniami. Dlaczego pozostali polscy politycy nie wzięli Kaczyńskiego w obronę? Czy naprawdę w polskim interesie jest dezawuowanie i publiczne poniżanie przywódcy opozycji? Gdzie elementarna narodowa solidarność?

Jest chyba tylko jedno wytłumaczenie. Strach przed powrotem Kaczyńskiego do władzy okazał się silniejszy niż troska o interes państwa.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy