Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Moskwa East News

O włos od krachu

Piotr Skwieciński

Kilka dni października 1941 r. Stalin postanowił zakryć zasłoną niepamięci. To była wielka kompromitacja

Dopiero pod koniec życia Stalin przeszedł na prawie całkiem odwrócony, nocny tryb życia. Ale już przed wojną sypiał do późna. Na Kremlu pojawiał się około południa.

15 października 1941 r. był jednak wyjątkowym dniem. Josif Wissarionowicz wstał bardzo wcześnie  i bez zapowiedzi zwołał Biuro Polityczne na godz. 9 rano. Członkowie biura funkcjonowali zgodnie z rytmem wodza, pracowali do bardzo późna, za to spali długo. 15 października musieli ich budzić funkcjonariusze ochrony. Nigdy już się nie dowiemy, ilu z nich przeżyło spazm strachu, zanim zrozumiało, że to nie aresztowanie. Echa wielkiej czystki wciąż pobrzmiewały w wielu głowach.

Stalin oznajmił towarzyszom swoją decyzję: całe kierownictwo partii musi opuścić stolicę – jeszcze tego samego wieczoru. On sam uczyni to jako ostatni, rankiem następnego dnia.

Realne niebezpieczeństwo, że miasto padnie, istniało już wcześniej. I już wcześniej ewakuowano z niego to, co nie mogło dostać się w ręce Niemców – przemysł. Narastał chaos, ale wciąż był kontrolowany.



Do czasu. Kiedy ewakuować zaczęło się najwyższe kierownictwo, wieść o tym rozeszła się błyskawicznie po stolicy. Zaczęła rządzić panika, a zorganizowana ewakuacja części szefów miejskiej partii i organów bezpieczeństwa w połączeniu ze spontaniczną ucieczką innych wytworzyła pustkę decyzyjną. W wielkim mieście zapanował chaos. 16 października w Moskwie pierwszy raz nie otworzono stacji metra. Miało być zniszczone, podobnie jak elektrownie, ciepłownie, składy i fabryki – gmachy, które wcale nie produkowały wyłącznie materiałów wojskowych. Planem Hitlera – o czym dziś wiadomo – było całkowite zniszczenie Moskwy, starcie jej z mapy globu. Stalin zabierał się do wykonania części zadania za wodza III Rzeszy...

Lew Łarskij, po wojnie artysta malarz, był wtedy uczniem dziesiątej klasy. 16 października znalazł się na szosie wiodącej na wschód. Uczył się na historii, że za cara tym traktem pędzono na Sybir rewolucjonistów.

Kamieniami w samochody

„Teraz rewolucjoniści bolszewicy sami uciekali tą szosą z Moskwy na wschód” – cytuje wspomnienia Łarskiego historyk Leonid Mlieczin. „W nieprzerwanym potoku aut widziałem zagraniczne limuzyny z kremlowskimi rejestracjami – to uciekało Wielkie Partyjne Kierownictwo! Po markach samochodów poznawałem, kto ucieka: najważniejsi – w zagranicznych, niżsi w radzieckich »emkach«”.

Najniższa i najliczniejsza część moskiewskiego aparatu uciekała autobusami, ciężarówkami służącymi na co dzień do przewozu mięsa i chleba, w zarekwirowanych samochodach straży pożarnej i karetkach pogotowia. A także – co zakrawało na symbol – w słynnych „cziornych woronach” – więźniarkach. Nawet i ten tabor wykorzystano do ewakuacji kadr partyjnych.

„Chodziliśmy na rogatki kałuskie, waliliśmy kamieniami w samochody, którymi uciekało kierownictwo” – wspomina Antonina Kotliarowa, wówczas świeżo upieczona absolwentka szkoły zawodowej, pracownica Fabryki Traktorów im. Ordżonikidze.

Bo 16 października w Moskwie zaczęły się dziać rzeczy, które nie pasują do klasycznego wizerunku Rosjan częściowo popierających stalinizm, a częściowo totalnie przez stalinizm sterroryzowanych. Te kilka moskiewskich dni roku 1941 zapładnia wyobraźnię i pokazuje, jak inaczej mogłyby potoczyć się dzieje, gdyby Hitler zamiast ostentacyjnie dążyć do zniszczenia Rosji jako państwa i przekształcenia jej ludności w niewolników, wystąpił z programem wyzwolenia narodów ZSRR od bolszewizmu.

„W fabryce nr 58 tłum robotników domagał się pieniędzy, niektórzy robotnicy krzyczeli »bij komunistów!«” – raportowało NKWD. „W fabryce nr 8 prowadzono kontrrewolucyjną agitację i żądano rozminowania zakładu”.

Robotnicze wystąpienia brały bowiem z reguły początek ze strachu robotników przed zniszczeniem fabryk, które dawały im utrzymanie, w których pracowali często od wczesnej młodości aż do starości i wokół których ogniskowało się całe ich życie.

Ataki na uciekających przedstawicieli aparatu władzy zaczęły być powszechne. Nastąpiły w Fabryce im. Mołotowa, gdzie dyrektorowi i szefowi komórki NKWD zagrożono śmiercią. Podobnie – w fabryce nr 12, w zakładzie Rot Front i w wielu innych.

„Widzieli we mnie pana, dziedzica, który świetnie żył sobie, gdy oni musieli wypruwać z siebie wszystkie żyły podczas kolejnych pięciolatek, a teraz haniebnie uciekającego i porzucającego ich na pastwę losu” – tak pisarz Arkadij Pierwiencew opisywał tłum, który zatrzymał jego samochód na szosie pod Moskwą.

„Na podwórku palono książki Lenina i Stalina” – wspomina cytowana już Kotliarowa.

Nic gorszego od ’37…

„Dookoła latały, roznoszone wiatrem, strzępy porwanych dokumentów i marksistowskich broszur. W damskich zakładach fryzjerskich nie starczyło miejsca dla klientek, »damy« stały w kolejkach na trotuarach. Idą Niemcy, trzeba zrobić fryzurę…” – tak opisuje te moskiewskie dni historyczka literatury Emma Gerstein.

Wspomina, jak sąsiedzi zebrali się na klatce schodowej i zastanawiali się, czy wyjeżdżać, czy nie wyjeżdżać z Moskwy, którą za chwilę zajmą Niemcy. Zdecydowana większość była zdania, żeby zostać.

„Języki się rozwiązały, sąsiadka powiedziała, że nic gorszego od 1937 r. (wielka czystka – przyp. P.S.) nie może nas spotkać…”.

Masowo grabiono sklepy i składy. Pod hasłem: „Nie zostawić nic Niemcom”.

18 października zastępca szefa NKWD generał Iwan Sierow raportował Berii: „Dziś o 15 patrolujący tunel przy Dworcu Kurskim funkcjonariusze milicji kolejowej znaleźli 13 sztuk bezpańskiego bagażu. Po otwarciu okazało się, że znajdują się w nim tajne pakiety komitetu miejskiego partii, dokumenty WKP(b), legitymacje partyjne, akta personalne pracowników Komitetu Moskiewskiego partii i moskiewskiego zarządu NKWD, a także sekretarzy komitetów rejonowych miasta Moskwy i okręgu moskiewskiego”. Innymi słowy, uciekający pracownicy aparatu partyjnego porzucili na dworcu tajne dokumenty, które w razie przejęcia przez Niemców oznaczałyby wyrok śmierci na opisanych w nich funkcjonariuszy państwa radzieckiego.

Tegoż 18 października komendant moskiewskiej milicji Wiktor Romanczenko raportował Sierowowi, że decyzja o ewakuacji aktywu partyjnego spowodowała chaos i rozpad systemu władzy. Prosił o jej wstrzymanie – dopóki jeszcze nie jest za późno.

„Pojechałem do komitetu moskiewskiego. Było tam zupełnie pusto. Na spotkanie wyszła mi, płacząc, bufetowa Olga” – wspomina ówczesny II sekretarz komitetu miejskiego Gieorgij Popow. „Spytałem ją, gdzie są ludzie, odpowiedziała, że wszyscy wyjechali. Wszedłem do gabinetu Szczerbakowa (Aleksandra, wtedy I sekretarza komitetu miejskiego i okręgowego, później szefa zarządu politycznego Armii Czerwonej – przyp. P.S.). Spytałem, dlaczego nie ma pracowników. Odpowiedział, że trzeba było ratować aktyw. Ludzi odwieziono do Gorkiego. Zdumiałem się i spytałem: a kto będzie bronił Moskwy? I w tej chwili zrozumiałem, że Szczerbakow był tchórzem”.

Studenci bronią Moskwy

Na pytanie: kto będzie bronił Moskwy, odpowiedzi właśnie udzielała historia. Hitler był Hitlerem, nie niósł Rosji wolności, tylko zagładę i niewolnictwo. Moskiewska inteligencja stawała w szeregi ochotniczych dywizji.

Z tych oddziałów pospolitego ruszenia, które powstały w 1941 r., końca wojny doczekał ułamek żołnierzy.

Tego samego 18 października w centrum Moskwy zajmowała pozycje ochotnicza zmotoryzowana brygada strzelców. Składała się z ochotników – moskiewskich studentów.

„Dostaliśmy stare karabiny, niektórzy wręcz przedrewolucyjne mauzery” – wspomina Aleksander Szejndlin, w późniejszym okresie członek Akademii Nauk, fizyk wysokich temperatur. „Nasz oddział składał się głównie ze studentów historii, filozofii i literatury. Moimi najbliższymi kolegami stali się przyszli poeci – Siemion Gudzenko i Jurij Lewitanski”.

„W zwartej kolumnie z pieśnią maszerujemy ulicą Gorkiego (wcześniej i obecnie Twerska – główna ulica Moskwy – przyp. P.S.). W niedokończonym gmachu naprzeciw redakcji »Izwiestii« umieszczamy gniazdo karabinów maszynowych” – wspomina historyk Aleksandr Zewielew.

W tym samym czasie marszałek Żukow przygotowuje – na rozkaz Stalina – szczegółowy plan wycofania wojsk za Moskwę, na wschód… A generał NKWD Paweł Sudopłatow tworzy grupy mające podjąć walkę już po zajęciu Moskwy przez Niemców. Do tego nie doszło. Stalin pojawił się na dworcu, gdzie czekał przygotowany dla niego pociąg. Przespacerował się po peronie i pozostał w Moskwie. Możemy dziś tylko zgadywać, że ta jego decyzja spowodowana była obawą, iż wiedza o opuszczeniu przez niego Kremla wpłynie demoralizująco na obrońców.

Jest jednak charakterystyczne, że dyktator, znany z obsesyjnej podejrzliwości i mściwości, nie zarządził żadnych specjalnych akcji śledczych związanych z tym, co działo się w Moskwie przez kilka dni paniki. Większość funkcjonariuszy, która w panice zbiegła z miasta, zostawiając stanowiska i gubiąc tajne dokumenty, nie została w ogóle ukarana. Najwyraźniej tych kilka dni było aż tak kompromitujących, że Stalin postanowił zakryć je zasłoną niepamięci.

A większość dokumentów tych październikowych dni 1941 r., np. protokoły z posiedzeń komitetu miejskiego i okręgowego partii, nadal pozostaje tajna. Nawet w obecnej Rosji.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy