Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Budapeszt. Wegry. Michael Rougier/Time & Life

Trzeba osądzić zbrodniarzy

Z Marią Wittner, uczestniczką rewolucji węgierskiej 1956 r., dziś posłanką do węgierskiego parlamentu rozmawia Karolina Wichowska

W jaki sposób dowiedziała się pani o wydarzeniach w Budapeszcie i co zdecydowało, że dołączyła pani do walk?

Od rana czuliśmy w powietrzu, że coś się będzie działo. Najpierw widziałam ludzi jeżdżących na ciężarówkach i rozdających ulotki z 16 postulatami rewolucji. Chodziło m.in. o natychmiastowe wycofanie wojsk sowieckich, przywrócenie wolności słowa i rozliczenie winnych zbrodni stalinowskich. Późnym popołudniem zaczęliśmy się zbierać przed redakcją „Wolnego Ludu”. Nagle usłyszeliśmy, że koło budynku radia zabito młodych ludzi. Natychmiast tam poszliśmy. Tłum był już duży, zobaczyliśmy kilku zabitych. Demonstracja zorganizowana przez studentów była wyrazem solidarności z Polakami – w związku z wydarzeniami czerwcowymi w Poznaniu. Na ulicę sąsiadującą z radiem co chwilę przyjeżdżała karetka pogotowia. Było to dziwne, bo rannych jeszcze nie było wielu. Okazało się, że karetka dowoziła broń. A ludzie przebrani w białe kitle byli funkcjonariuszami bezpieki. Udało nam się tę broń przechwycić. Kiedy pojawiły się pierwsze ofiary po naszej stronie, powstańcy zaczęli strzelać. Dwóch chłopaków ulokowało się na dachu pawilonu vis-á-vis radia i stamtąd strzelało.

Pani też strzelała?

Nie, ale błyskawicznie nauczyłam się ładować magazynki i w ten sposób im pomagałam.

Rewolucja trwała dwa tygodnie. Co się w tym czasie działo w pani najbliższym otoczeniu?

Kiedy ogłoszono, że rewolucja zwyciężyła, czułam nieopisaną radość. Następnego dnia po zdobyciu budynku radia znaleźliśmy na podwórzu porozrzucaną broń – karabiny, pistolety. To wyglądało jak opuszczona fabryka broni, był tam straszny bałagan. Przejęliśmy to, co tam było. Tam też wysłuchaliśmy radiowego przemówienia premiera Imrego Nagya, który 28 października, w szóstym dniu rewolucji, stanął po stronie powstańców. Później komuniści ogłosili, że kto do godziny 14 złoży broń, ten nie będzie objęty zaostrzonym rygorem. My jednak tej broni nie złożyliśmy, także wtedy, gdy termin przedłużono do godziny 18. Wtedy byliśmy już w Przesmyku Korwina. Wytrwaliśmy do końca, czyli do 4 listopada, kiedy Sowieci spacyfikowali rewolucję.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość