Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Przegląd tygodnia Mazurka & Zalewskiego nr 40

Z życia koalicji

O kurde, premier gdzieś zniknął. Co się z nim dzieje? A tak, już sobie przypominamy – zapowiedział, że nie jedzie na urlop. Ciekawe – jakby pojechał, nie byłoby różnicy.

Grzegorz Schetyna wchodzi w nowy okres swojego życia. Ludzie, którzy dotychczas zabiegali o uściśnięcie mu ręki, teraz jakoś tak nie odbierają od niego telefonów i strasznie trudno jest im dostrzec byłego marszałka, gdy stoi nieopodal. A gdy na niego wpadają, przypomina im się, że zostawili włączone żelazko, i szybko muszą wracać do domu.

Tymczasem trwa dorzynanie watahy. Tym razem jest to wataha Schetyny. Mazowiecka PO, którą władał dotychczas schetynowiec Halicki, ma zostać przejęta przez faworytę Jego Tuskowskości ewę kopacz. Jej z kolei faworyt, niejaki Leszek Ruszczyk, został wicemarszałkiem województwa mazowieckiego. Scharakteryzować można go krótko: jest z Radomia.

Co tu dużo gadać: Ruszczyk to fachura. Wcześniej był szefem radomskiego PKS. O tym, że nie była to partyjna nominacja, świadczą słowa wojewody jacka kozłowskiego, który rekomendując go na stanowisko, tak opowiadał o logistycznych doświadczeniach Ruszczyka: „W latach 80. pracował w Spółdzielni Transportu Wiejskiego dowożącej towary do GS. Skończył kurs z gospodarki paliwami i smarami”. No to rośnie nam następca Grabarczyka! Umie smarować!



W  PO istniały dwie ścieżki kariery: na Schetynę i na Komorowskiego. W pierwszym modelu ciężko się pracowało i budowało własną pozycję. W drugim siedziało się cicho, przytakiwało Tuskowi i potępiało to, co on potępiał. Nic dziwnego, że ostatnio bardziej popularna jest druga metoda. Każdy chciałby zostać prezydentem.

Sposób „na Komorowskiego” stosuje na przykład jedna z ostatnich sensownych osób w elicie PO. bogdan zdrojewski od zawsze przygotowywał się, żeby być ministrem obrony, ale Jego Tuskowskość zrobił go ministrem kultury. Zdrojewski ani pisnął. Teraz też zaakceptuje każdą nominację. Zobaczymy, co mu tam premier wymyśli. Może dać go na placówkę do Ułan Bator?

Bartosz arłukowicz jest już platfusem całą gębą. Kupił sobie korki i zaczął grać w piłkę. Na razie ze średnim skutkiem – piłkarskie buty okazały się za małe, a kondycja – jak to u lekarza, który poucza innych, że mają zdrowo żyć – beznadziejna. Za to żona – o której kiedyś napisaliśmy bez sensu, że jej nie ma – całkiem, całkiem…

Ksiądz redaktor adam boniecki otrzymał od swego zakonu zakaz publicznych wystąpień. Jak definiujemy publiczne wystąpienie? Czy na przykład ksiądz redaktor może nagrać płytę z Nergalem, czy nie bardzo? Może kolędy satanistyczne? Akurat na Gwiazdkę byłby prawdziwy hicior.

Pamiętają państwo taką postać jak Lech Jaworski? Tak, tak, to taki dość oślizgły gość, który kiedyś zasiadał w Krajowej Radzie Tego i Owego. Obecnie sprawdza się w biznesie. Jest szefem czegoś, co się nazywa Max-Film, a co ma kilkadziesiąt kin na Mazowszu. Ostatnio Jaworski wygrał kolejny konkurs i został członkiem zarządu Mazowieckiego Regionalnego Funduszu Pożyczkowego, który wspiera miejscowych przedsiębiorców. Oczywiście posady obsadzane są według klucza politycznego, ale przecież Jaworski – gdyby chciał – wygrałby i konkurs na szefa Krzemowej Doliny. Pod warunkiem, że rządziłaby nią koalicja PO – PSL.

Z życia opozycji

Zorientowaliśmy się, że chyba nie pogratulowaliśmy mariuszowi błaszczakowi wyboru na szefa klubu. Sądząc po garderobie, jest to Klub Miłośników Bistorowych Garniturów Bytom ’76.

A  jednak! Zbyniek Ziobro posłuchał rad prezesa i wziął się w Brukseli za zapełnianie luk w edukacji. I są efekty. Na ten przykład umie już się podpisać i skorzystał z tej umiejętności, parafując list otwarty stworzony dla niego przez Jacka Kurskiego. Cóż, to taki zwyczaj na świecie jest, że samobójcy zostawiają po sobie listy.

No i teraz ziobryści liczą szable. Jak na razie wystarczają im do tego palce obu rąk, ale wierzą, że uda im się założyć klub. A z tym może być kłopot. Jak wiadomo, policzyli się przy tajnym głosowaniu na szefa klubu. Przeciw Błaszczakowi było raptem 22 posłów. Z uzbieraniem piętnastki, która prosto w oczy powie Kaczorowi „do widzenia”, może być kłopot, bo jednak trzeba mieć do tego jaja. Poza tym posłanki Kempa i Wróbel wśród ziobrystów z pewnością zadziałają jak magnes. Ale przyłożony odwrotnym końcem.

Ziobrystom nóż w plecy wbić zamierza uważany za ich człowieka poseł z Krakowa Andrzej Duda. Dla niego wybór między Ziobą a Kaczorem był trudny, ale poszedł tam, gdzie Błaszczak. To się nazywa solidarność grzywek.

Duda zdążył jednak złożyć prezesowi hołd lenny. Tuż po słynnym posiedzeniu klubu PiS była kolacja. Duda podszedł więc do stolika, przy którym siedział Kaczyński, skłonił się i powiedział kilka banalnych zdań. Nieważne jednak było, co mówił, ale jak. Otóż zdaniem naszego informatora „wyglądał jak chiński sługa zgięty w pół przed obliczem cesarza”. I słusz-na postawa, Kaczor tak lubi.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Wojciech Romański

W smoczym kręgu