Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

W stronę rezerwatu

Paweł Lisicki

W  swojej ostatniej powieści „Mapa i terytorium” Michel Houellebecq jakby mimochodem przypomina Alexisa de Tocqueville’a. Jego porte-parole, bohater o tym samym co autor książki nazwisku, tej samej profesji i tych samych dokonaniach stwierdza, że „»O demokracji w Ameryce« to arcydzieło, książka o niesłychanej, wizjonerskiej mocy, nowatorska absolutnie we wszystkich aspektach, zapewne najinteligentniejsza książka o polityce, jaką kiedykolwiek napisano”. Słusznie. Każdy, kto czytał to dzieło francuskiego mistrza XIX w., kto je przemyślał, wewnętrznie przyswoił i nauczył się nim posługiwać, wie, że cała późniejsza, także współczesna literatura poświęcona demokracji to jedynie przypisy.

Tocqueville jak nikt inny potrafił dostrzec w zarodku wszystkie niebezpieczeństwa rządów ludu; umiał widzieć to, co w demokracji wielkie – sprzeciw wobec nieuzasadnionych przywilejów, ale także to, co fatalne i zgubne – kiedy to pęd do równości grozi stłumieniem wolności. Francuski myśliciel pokazał też, gdzie znajdują się zapory przed wszechwładzą większości. Jednym z takich zabezpieczeń była wolność prasy. Wiele różnych, pozostających w opozycji do siebie, polemizujących ze sobą, niezależnych finansowo od rządu gazet zdawało się gwarantować minimum wolnej debaty. Demokracja, w której owego zderzenia się światopoglądów nie ma, staje się ułomna. Tym bardziej że dziś, wraz z rozwojem radia i telewizji, możliwości manipulacji opinią publiczną są niewspółmiernie większe.

W Europie Wschodniej i Środkowej państwami, gdzie – mimo formalnych pozorów demokracji – wolność mediów nie istnieje, są choćby Białoruś i Rosja. Swoboda słowa polega tam na tym, że popiera się władzę. Są wprawdzie tacy, którzy jej nie popierają, tyle że – jak niegdyś dla Indian – stworzono dla nich rezerwaty. Mogą krytykować i psioczyć do woli pod warunkiem wszakże, że ich głos do szerokiej opinii nie dotrze. Czy w tę stronę nie zmierza też Polska?

Wskazuje na to wiele niepokojących sygnałów. Jak to bowiem możliwe, że autorzy najważniejszych publicystycznych programów tak zgodnie i jednomyślnie wystąpili w czasie kampanii wyborczej przeciw największej partii opozycyjnej? Jak to możliwe, że prawicowy, konserwatywny światopogląd i jego autentyczni reprezentanci są systematycznie rugowani z wielkich mediów, od telewizji publicznej zaczynając? A przecież przyznaje się do niego co najmniej jedna trzecia Polaków. Nie będzie ich łatwo zamknąć w rezerwatach.

Rzeczywiście, zdawać się może, że państwa postkomunistyczne, w tym Polska, cierpią na szczególną chorobę, którą można by nazwać syndromem posttotalitarnym. Rząd i dominujące elity po prostu nie chcą się zgodzić na to, żeby poddawano je krytyce. Raz słusznej, a raz nie, raz celnej, a raz przesadnej, raz uczciwej, a raz emocjonalnej. Nie chcą i już.

Na to zgody być nie może. Prawdziwą służbę dla demokracji pełnią ci, którzy nie dają się podporządkować i wystraszyć. Tylko media, które spełniają taką rolę, które potrafią szukać dziury w całym i nie ulegają presji władzy, mają wartość i sens.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Wojciech Romański

W smoczym kręgu