Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Corbis

Zielony śledź w Amsterdamie

Piotr Semka

Koniec listopada kojarzy mi się z mglistym Amsterdamem. W 1997 r. zaprosił mnie tam Michał Korzec – wówczas wykładowca politologii na uniwersytecie w pobliskiej Lejdzie. Już sam dom przy Brouwerstraat, czyli ulicy browarników – wąski, hanzeatycki, z diabelsko stromymi schodami – budził szacunek. Prastare dębowe belki zdobiły sufit. Jako urodzony gdańszczanin czułem się wśród architektury holenderskich kamieniczek i kanałów jak u siebie. W kolejne wieczory zwiedzałem „brązowe bary” Amsterdamu, czyli stare, wyłożone ciemnym drewnem szynki ze wspaniałym piwem.

W jednym z nich poznałem Theo van Gogha – autora ironicznych wobec islamistów filmów, którego później zastrzelił muzułmański fanatyk.

To w Amsterdamie zasmakowałem w zielonym śledziu, czyli groene haring lub

– jak to woli – hollandse nieuve, a więc w wolnym tłumaczeniu – holenderskich śledziach świeżakach.



Dlaczego świeżaki? Bo łowi się je na początku sezonu połowowego, od maja do czerwca, w zachodniej części Morza Północnego wokół szkockich wysp. Nazwa „zielony” z kolei według jednych wywodzi się od cebulki, z jaką się tę rybę marynuje, a według innych odnosi się do świeżości. Zielony śledź powinien liczyć sobie około roku. Starsze – dwuletnie – są większe i mniej tłuste.

Wszystko to nie wyjaśnia, co jest tajemnicą jego niepowtarzalnego smaku. Jest on lekko słonawy, ale opisywanie jego aromatu nie ma sensu. Tego specjału trzeba spróbować w ulicznych budkach Harinkraam. Prawdziwy Holender chwyta go wyciągniętą ręką i zjada od dołu. W drugiej ręce trzyma tackę, by mogła na nią skapywać marynata. Sekretarz ambasady RP w Holandii pan Janusz Wołosz zwrócił mi uwagę, że rozpowszechnia się mniej widowiskowy styl jedzenia śledzia w bułeczce w stylu hot doga z dodatkiem słodkawego ogórka konserwowego.

A gdzie znaleźć Haringkraam? Oczywiście zielona rybka najlepiej smakuje w historycznym centrum Amsterdamu – ja polecam budki na placu Bloemenmarkt. Swoich fanów ma stragan de Gigant przy Westerkerk. Jan Minkiewicz – człowiek instytucja – w Amsterdamie chwali rybki z kiosku przy Keizersgracht. A śledzia najlepiej podlać kieliszkiem holenderskiej jałowcówki Genever. Inaczej listopadowa wilgoć i chłód z amsterdamskich kanałów przenikną was do szpiku kości. Po co ryzykować?

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE