Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Koncert finalowy programu "Szansa na Sukces". Na zdjeciu Violetta Villas. Fot. Michal Warda/Fotorzepa

Pożegnanie z legendą

Jolanta Gajda-Zadworna

O Violetcie Villas z Izą Michalewicz, współautorką książki „Villas. Nic przecież nie mam do ukrycia”, wydaną trzy tygodnie temu przez Świat Książki

W piosence „Wiedz o mnie wszystko” śpiewała: „Nic przecież nie mam do ukrycia”. W biografii, którą napisała pani z Jerzym Danilewiczem, pokazujecie, że jednak miała sporo.

Każdy artysta ma prawo tworzyć własną legendę. Violetta Villas zbudowała swoją, by się za nią ukryć.

A wy tę legendę zweryfikowaliście? Przeczytała waszą książkę?

Prawdopodobnie nie. Wiemy, że przez jednego ze swoich znajomych prawników wydała dość lapidarne oświadczenie, które krążyło w Internecie, że wybacza wszystkim prześladowcom i całuje ich wszystkich w samo serce. Poczuliśmy się również pocałowani, chociaż odzierając ją trochę z legendy, jednocześnie bardzo staraliśmy się przywrócić jej artystyczną godność. Pokazać, w jaki sposób doszło do zaprzepaszczenia tego największego w powojennej Polsce talentu. Nikt w naszej rozrywce nie był obdarzony czterooktawowym sopranem koloraturowym. Barwą zupełnie niezwykłą.

Jakie fakty i mity z życia Czesławy Cieślak zweryfikowaliście?

Drobne i te kluczowe. Sprawdziliśmy np., że pseudonimu Violetta Villas nie wymyślił wcale Władysław Szpilman, tylko muzycy, którzy nagrywali z nią wówczas w radiu. Wertowali książki telefoniczne i szukali czegoś, co będzie pasowało do imienia. Violettą Elizą, jak mówiła artystka, nazwały ją po urodzeniu belgijskie siostry zakonne, zachwycone jej kręconymi włosami.

A czy to prawda, że Służba Bezpieczeństwa uniemożliwiła jej karierę w Las Vegas?

Absolutnie nie. Violetta podpisała zobowiązanie do współpracy z SB. Widzieliśmy je na własne oczy, ale nie było naszym zamiarem pokazywanie artystki przede wszystkim jako agenta wywiadu. Zresztą te kontakty były przedziwne. Ona liczyła, że SB umożliwi jej otrzymanie paszportu z prawem wielokrotnego przekraczania granicy.

Chlubą i znakiem rozpoznawczym oprócz głosu były włosy...

Wiąże się z nimi kolejny mit. Opowiadała, że są tak wspaniałe, bo myje je w nafcie. I te wszystkie biedne Polki – od gospodyń domowych po dziennikarki – przez lata wierzyły, że to, w czym pojawiała się na scenie, to są jej naturalne włosy.

Dlaczego taka mistrzyni w budowaniu wizerunku nie zrobiła kariery na miarę swoich możliwości?

Miała nieprawdopodobnie trudną psychikę.  Nie dźwignęła legendy. Była to prosta dziewczyna z małego Lewina, z kompleksami, która wierzyła w siebie tylko wtedy, gdy stawała na scenie i uwodziła publiczność. A tak naprawdę była straszliwie samotną kobietą.

Jaką Violettę Villas chcielibyśmy zapamiętać? Co w niej było najważniejsze?

Najważniejsza w Violetcie Villas była Violetta Villas. Obdarzona niewiarygodnym talentem. Nieszczęśliwa, trudna w kontaktach, poniżana i wyśmiewana nie tylko pod koniec życia. Umarła w biedzie i zapomnieniu. Dopiero wówczas przypomniały sobie o niej najważniejsze amerykańskie gazety.

Wstępniak

Materiał Partnera

Polacy coraz częściej kupują online. Co ich przekonuje do tej formy zakupów?

Kupujemy na potęgę. Rynek dóbr konsumenckich rozwija się dynamicznie, a my – konsumenci – podążamy za najnowszymi trendami. Kupujemy nie tylko więcej, ale i korzystając ze znacznie...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Wojciech Romański

W smoczym kręgu