Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Fot. Piotr Nowak/Fotorzepa

Kawalarz premiera

Janusz Rolicki

Od lewego

Tuskowe przedłużenie wieku emerytalnego kryje znaki zapytania. Chcemy wiedzieć, czy ta reforma nie jest aby robiona na chybcika. Przypomnijmy, jeszcze w połowie poprzedniej dekady premier Francji mówił o skróceniu tygodnia pracy do czterech dni. W innych krajach chciano skracać dzień pracy. Nikt nie myślał wówczas o przesuwaniu wieku emerytalnego. Kryzys zburzył to przekonanie, ale czy będzie on wieczny? Pani Angela Merkel mówi, że może trwać i dziesięć lat. Czy wtedy Europa zacznie przesuwać granicę tego wieku w dół? Na razie zamysł ma jeden utylitarny cel. Chodzi nie o to, abyśmy mieli wyższe emerytury, ale o to, aby państwo – poprzez ZUS – płaciło 60-latkom mniej, bo później. Skoro tak, ten zamysł musi mieć charakter doraźny i trzeba zapowiedzieć, że gdy kryzys minie, zniknie przymus pracy dla kobiet i mężczyzn aż do 67 lat. Kto chce, owszem, może dłużej pracować. Ale po 30 latach (w tym także nieskładkowych) kobiety, a mężczyźni po 35 latach powinni mieć prawo do emerytury. Od lat każda władza robi starszych ludzi w bambuko. Gierek seniorów wysyłał wcześniej na emeryturę, aby zrobili miejsce młodym, a Tusk zmusza nas do dłuższej pracy, bo chce ulżyć budżetowi. Rodzi się więc pytanie: czy państwo jest dla ludzi – czy odwrotnie! Kolejna kwestia wymaga wyjaśnienia: gdzie znajdą pracę wcześniejsi emeryci? Wobec 12-procentowego bezrobocia dziś nie możemy zasłaniać się opiniami, że to nie jest ważne, bo reforma przybierze kształt ostateczny dla mężczyzn w 2020 r., a dla kobiet 20 lat później.



A wtedy – podpowiadają nam – już nie będzie bezrobocia. Pamiętajmy – bez zapewnienia pracy 60-latkowie zamiast emerytury będą otrzymywali zasiłki, a w Polsce są one niskie i płacone przez krótki okres. Przestrzegałbym więc przed bałamutnymi opiniami, że nie ma się co w tej sprawie indyczyć, bo rzecz wejdzie w życie stopniowo i po wielu latach. Niestety, kiedy klamka zapadnie, przyjdzie nam jedynie zgrzytać zębami, a władza, jak zawsze, wyżywi się sama. Dowód: kryzys jak diabli, a posłowie niewybrani do parlamentu dostają kilkudziesięciotysięczne odprawy.

Do prawego

Jerzy Jachowicz

Czy może być w życiu coś piękniejszego niż przyjaźń? I to między mężczyznami. Jak choćby ta między Donaldem Tuskiem a Tomaszem Arabskim. Może to morze wpływa tak na obydwu? Wszak pochodzą z Wybrzeża. Tam się zaprzyjaźnili. A teraz są jak papużki nierozłączki, mimo że Tusk, promotor polityczny Arabskiego, starszy jest od swego podopiecznego o dobre dziesięć lat. Ale różnica doświadczeń ubarwia tylko ten związek. Jego scalającym fundamentem jest jedynie wzajemna fascynacja. Intelektualna. To ważne zastrzeżenie wobec tendencji rozprzestrzeniających się w parlamencie. Ich przyjaźń wzmacniają różne podarunki. Wzajemne. Nie są nimi jednak, jak wśród szaraków podobnych mnie, bombonierka czekoladek czy coś bardziej intymnego, np. skarpetki. Są to prezenty z przestrzeni życia politycznego. Premier obdarowuje swego przyjaciela wysokimi stanowiskami w swojej kancelarii. Ten zaś rewanżuje się najróżniejszymi podarunkami, które sprawiają premierowi satysfakcję. Kiedy przypominają je sobie wieczorami, z kieliszkiem wina w dłoni, zwykle wprowadzają premiera w dobry humor.  Arabski dobrze zna gusta swego pryncypała i wie, jak je zaspokoić. Dotychczas go nie zawiódł. Niekiedy żartują sobie z nabzdyczonego dziennikarza PAP, któremu jego szef – po wcześniejszej interwencji Arabskiego – nie pozwolił zadać Tuskowi kłopotliwego pytania.  

Boki zrywają, kiedy wspominają podarunki Arabskiego związane z wizytami śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Brukseli. Pierwszy, gdy Kaczyński musiał lecieć wyczarterowanym samolotem, bo tylko jedna maszyna dla VIP-ów była sprawna. W dodatku w czasie obrad brukselskich nie było krzesła dla polskiego prezydenta. Premier „przyssał” się do swego siedliska, a prezydent stał obok. Innym razem – znowu szampański prezent – były już dwa samoloty, ale tylko jeden pilot w całym pułku. – Kawalarz z ciebie – podobno mruknął na to Tusk.

Zastanawiam się, czy czasami wspominają Smoleńsk.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy