Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Unia i Pecunia

Waldemar Łysiak

Imponująco można w Polsce „tłuc kasę” wszelakimi sposobami, również (najdelikatniej to ujmując) metodą ekstremalnie niekonwencjonalną, a to dzięki faktowi, że nasza Temida ma oczka rytualnie przewiązane, czyli jest ślepa, ale tylko tam gdzie jej każą. Nie mam tu na myśli megałapówek, korupcja bowiem to normalka powszechna, będąca zwłaszcza kunsztem funkcjonariuszy i współpracowników rozmaitych „służb” (futbolowych nie wyłączając) — lecz inicjatywy bardziej oryginalne, ergo: mniej typowe. Na przykład: można w Polsce bezkarnie informować prokuraturę i opinię publiczną, że wielki majątek zdobyło się dzięki ruletce, wygrywając 138 razy z rzędu (to jest: 138 razy z rzędu obstawiając numer lub kolor wygrywający), albo że wielkie pieniądze na kampanię wyborczą zdobyło się od studentów i emerytów, którzy masowo wpłacali na tę kampanię po 15 tysięcy złotych. Dwaj znani politycy, panowie P., tak wyjaśnili swe przychody, i nie spadł im z głowy włos. Co oznacza, że „dziki kapitalizm” wciąż ma się dobrze u nas.

Gdy już wspomniałem o jakże inteligentnej (z korzyścią dla Układu i Salonu) ślepocie Temidy III RP—trzeba ją chwalić również za wielce postępową „tolerancję” wobec notorycznych u nas praktyk mafijnych i prywatyzacyjnych. Krzysztof Kowalczyk: „Prywatyzację rozumiano w tak opaczny sposób, że 30%akcji Telekomunikacji Polskiej sprzedano państwowej firmie francuskiej, a 30%akcji PZU konsorcjum niespełniającemu nawet kryterium inwestora branżowego (...) W Polskie Huty Stali i należące do nich koksownie państwo zainwestowało duże pieniądze, by następnie odsprzedać je po zaniżonej cenie, i to w okresie światowej koniunktury na stal i koks” (2011). Gdy idzie o mafie gospodarcze, priwiślińskie lokomotywy kapitalizmu, starczy jedno zdanie à propos „mafii węglowej”; Rafał Kotomski: „Według obliczeń prof. Jana Maciei z Polskiej Akademii Nauk — w latach 90. z polskiego górnictwa «wyprowadzono» około 50 mld zł” (2011). To akurat tyle, ile teraz Tusk chce dodatkowo wyprowadzić z kieszeni obywateli dla ratowania budżetu.

Polskim budżetem manipulują, rzecz prosta, sternicy naszej ekonomii. Są to renomowani specjaliści od wydawania nie swoich pieniędzy, będący jeśli nie paramafią, to paramasonerią, z piramidalnym układem hierarchicznym: na górze „capo” lub „wielki mistrz”. Dawniej faraonem był L. Balcerowicz, dzisiaj jest nim J. Rostowski. Człowiek ów wciąż nie ma obiegowej ksywki (choćby takiej: Jacek „Kreatywna buchalteria” Rostowski), która wyśmiewałaby jego kuglarskie budżetowe dokonania i optymistyczną retorykę, co jest dziwne w kraju, gdzie tego typu ksywek słyszymy dość dużo (Grzegorz „Ja cię załatwię” Schetyna, Janusz „Logiczny absurd” Mikke, Krzysztof „Aspiryna przez nos” Piesiewicz, itd.). Jego piruety z budżetem i jego kieszonkowa profesja (grabienie podatników) są o tyle nieprzyzwoite, iż PiS-owski rząd J. Kaczyńskiego zostawił następcom (rządzącej obecnie Platformie) finanse publiczne w stanie wyśmienitym, m.in. nadwyżkę budżetową (czyli zero długu!), słowem solidną „kasę”, mimo iż zmniejszył podatki, a nadto zostawił bezbłędny (gdy idzie o procedury) program pozyskiwania unijnych środków. Obywatele mają tedy prawo się dziwić czemu dzisiejszy dług publiczny jest koszmarny, a budżet trzeszczy złowrogo. Jak również czemu Polska morderczymi upustami swej krwi walutowej przewartościowuje złotówkę, gdy liczne potężne państwa (USA, Chiny, itd.) robią wszystko, by obniżyć wartość swej waluty, bo to wzmacnia gospodarkę uskrzydlaniem eksportu. Mamy się też prawo dziwić czemu PO w ciągu kilku lat władania zbudowała parę kilometrów autostrad (200?), gdy przez te same lata Turcy wybudowali 16 tysięcy kilometrów!

Europejskie turbulencje gospodarcze osiągają już intensywność tak zatrważającą, że ekonomia stała się ważniejsza niż kultura (co widać choćby po weekendowym dodatku „Rzeczypospolitej” zwanym „PlusMinus”, który przez całe lata był magazynem kulturalnym, teraz natomiast stał się biuletynem ekonomiczno–społeczno politycznym), a już zwłaszcza „kultura bankowości”. Banki i bankierzy mają dziś „prasę” fatalną. Nigdy nie zwano ich aniołami (sam Chrystus dał im miano „zbójców”) i wiadomo, że często w historii wywracali oni rządy tudzież całe państwa gwoli swych prywatnych interesów (np. w XIX wieku bank starozakonnych Rothschildów, czy w XX stuleciu wspierający bolszewików Lenina bank Kuhn, Loeb&Co. też starozakonnego Jacoba Schiffa), lecz obecnie wiesza się na nich psy wszędzie, zdetronizowali polityków w rankingu czołowych kłamców. Świat zna pewne oczywistości/truizmy, których nie wypada często formułować: wiadomo, że psychiatrzy to wariaci, alpiniści to samobójcy, meteorolodzy to pechowcy, wróżbici to szarlatani, a bankierzy to złodzieje. Ich się wskazuje jako ojców kryzysu, który właśnie dopadł kapitalistyczną ludzkość. Nie bez racji, gdyż szulerka łatwego pieniądza, obłęd aracjonalnych kredytów i wariatkowo instrumentów pochodnych (Marcel Gauchet: „Realna gospodarka stoi w miejscu, a obroty tymi wszystkimi szalonymi instrumentami finansowymi, których zasad działania nikt nie rozumie, wciąż rosną”, 2011) zdewastowały ekonomię globu.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Hubert Kozieł

Czy Podesta zadławi się pizzą?

• SPISKOWA TEORIA WSZYSTKIEGO • Wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych były wielkim zwycięstwem zwolenników spiskowej teorii dziejów. Potwierdziły bowiem wiele ich tez

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość