Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Marzenia eurokratów

Paweł Lisicki

Ostatnio pojawiła się nowa moda. Co rusz słyszę, że trzeba zredefiniować pojęcie suwerenności. Tak po europejsku, po brukselsku, zgodnie z najbardziej oświeconymi wymaganiami. Tak, żeby się dostosować do tego, co uradzą Sarkozy z Merkel albo Merkel z Sarkozym – para ta tak długo już radzi, że w oczach licznych komentatorów stała się jedną wręcz, dwugłową postacią o nazwie Merkozy (dlaczego nie Sarkel?). A że żyjemy w czasach, gdzie wszystko się miesza, rozpływa, przenika nawzajem, w siebie przechodzi i granice zatraca – płeć, role, miejsca, ludzie – to potrzeba określenia, czym jest lub czym byłaby teraz w Unii Europejskiej po kryzysie suwerenność, musi zdawać się czymś palącym.

Tyle że jeśli nieco głębiej wczytać się w postulaty modernizatorów, łacno okaże się, że suwerenność rozpada im się w rękach, marnieje, rozprasza. Złośliwy ktoś mógłby nawet powiedzieć, że w ogóle znika. Suweren to ten przecież, kto podejmuje decyzje. I to te najważniejsze, dotyczące nakładania podatków, tworzenia budżetów, wypowiadania wojen i zawierania pokoju. Oczywiście, niepodległe państwo może wchodzić z innymi w układy, może wiązać się porozumieniami i traktatami, może rezygnować z części swych praw i przekazywać je innym – tak powstała i dzięki temu trwa Unia. Ale unowocześniaczom chodzi o coś więcej.

Według nich trzeba wzmocnić instytucje Unii, żeby mogły one kontrolować rządy narodowe. Ale dlaczego rządy narodowe nie mogą się kontrolować same? Dlaczego nie wystarczy, że kontrolują je wyborcy? Co się stało z suwerenem, jakim był naród? Dlaczego nie działa prosty mechanizm polegający na tym, że niekompetentne rządy i kiepscy przywódcy są odwoływani? Innymi słowy, skąd wiara zwolenników europejskiej federacji, że na przykład Komisja Europejska będzie lepiej i skuteczniej pilnowała budżetów państwowych niż same te rządy?

Widać tu wyraźnie tęsknotę za nową formą niedemokratycznej biuro- albo raczej eurokracji. Marzenie, że uda się stworzyć system, w którym ludzie podejmujący decyzje, opracowujący budżety, pilnujący finansów i podatków nie będą podlegali naciskowi opinii publicznej. Skoro polityczni liderzy ciągle rozpuszczają wyborców, ogłaszają nowe przywileje i zadłużają swe państwa na potęgę, potrzebny jest ponadnarodowy ośrodek, mówi się, który od takiego nacisku byłby wolny.

Przed kim jednak byłby on odpowiedzialny? Jak można zapewnić posłuch dla jego decyzji? I jak powstrzymać jego urzędników przed rozszerzaniem władzy? Czy greckie, włoskie, hiszpańskie protesty przeciw cięciom i ograniczeniom wydatków publicznych byłyby mniej gwałtowne, gdyby te trudne zmiany zostały im narzucone bezpośrednio przez urzędników z Brukseli? Nie sądzę.

Taka tęsknota za bezstronnymi, nieuwikłanymi i niewybieralnymi demokratycznie idealnymi ekspertami jest wyjątkowo złudna. Jedyne, do czego doprowadzi, obawiam się, to do osłabienia niepodległego państwa narodowego.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Anna Czyżewska

O wynagrodzeniu bez tabu

Zdecydowana większość pracowników uznaje, że rozmowę o podwyżce powinien zainicjować szef. Polacy nie są mistrzami negocjacji. Strategia biznesowej polemiki to wizytówka przedsiębiorcy

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE