Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Anna Barlik, rzezbiarka

Wszystko, byle nie etat

Grażyna Raszkowska

Nie boją się bezrobocia, a o ciepłej posadce w biurze nigdy nie marzyli. Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywali na studiach, a potem jak najszybciej zakładali własne firmy.  Nie wyobrażają sobie innego życia

Według najnowszych badań przeprowadzonych pod patronatem Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego przez fundację Initium aż 78 proc. studentów chciałoby założyć własną firmę. Najbardziej w prowadzeniu biznesu podoba się młodym ludziom niezależność i możliwość realizowania własnych pomysłów. Taki sam procent osób sądzi, że możliwe jest odniesienie sukcesu bez układów, koneksji i protekcji.

Potrzebne doświadczenie

– Marzyłam o własnej firmie od początku studiów – mówi Magdalena Kozak, absolwentka architektury Politechniki Białostockiej.

Na czwartym roku przeczytała ogłoszenie, w którym firma meblarska w Warszawie w swoim dziale architektury wnętrz poszukiwała projektantów. Zgłosiła się i na podstawie zaprezentowanych prac została przyjęta. To oznaczało konieczność przeprowadzki do stolicy.

– Rodzice nie byli zachwyceni i mieli dużo wątpliwości, ale ja nie zdawałam sobie wówczas sprawy, jak trudne będzie pogodzenie pracy w pełnym wymiarze godzin z kontynuowaniem studiów w Białymstoku – wspomina.

Wynajęła mieszkanie na warszawskiej Pradze i zaczęła dzielić czas między firmą a studiami.

– Uczyłam się w pociągu, dojeżdżałam w biegu na zajęcia, by pogodzić moje warszawskie zajęcia z nauką. Koniecznie chciałam skończyć uczelnię w zaplanowanym czasie, bo wiedziałam, że gdy jeszcze bardziej zaangażuję się w pracę, będę mogła zapomnieć o dyplomie.

Szef wiedział, że Magda jest zamiejscową studentką i po pewnym czasie zgodził się, by raz na dwa tygodnie brała dwa wolne dni potrzebne do przygotowania pracy dyplomowej. Obroniła ją z wyróżnieniem.

– Zaraz po obronie marzenia o własnej firmie wróciły ze zdwojoną siłą. Gdy okazało się, że bardziej ode mnie doświadczona koleżanka, z którą od początku współpracowałam, też jest gotowa pójść na swoje, zdecydowałyśmy, że zakładamy własną pracownię architektoniczną – mówi Magdalena Kozak, dziś współwłaścicielka Digital Pigment.

Początkowo firma funkcjonowała wyłącznie dzięki warszawskim kontaktom koleżanki. – Warto połączyć siły z kimś chociaż trochę bardziej doświadczonym, zwłaszcza jeśli samemu nie ma się odpowiednich znajomości. Przy rozwijaniu firmy pierwsze zlecenia są najważniejsze – radzi.

Wiedziały, że jeśli się sprawdzą, mają szansę na dalsze zamówienia. Dziś młode architektki współpracują z popularnym portalem nieruchomościowym i mają już za sobą nie tylko aranżacje prywatnych mieszkań, ale także większe prace – np. projekt urządzenia prywatnego szpitala. – Często z projektem łączy się nadzór nad wykonawstwem. To najtrudniejsze zlecenia, bo musimy wówczas współpracować z ekipami budowlanymi, stolarskimi, elektrykami czy zespołem remontowym – mówi Magdalena i przyznaje, że praca z budowlańcami wiąże się często ze sporym stresem. – Jeśli ktoś decyduje się na samodzielną działalność w branży architektonicznej, to musi godzić się na kompromis między własnymi wizjami a tym, czego życzą sobie klienci – przekonuje. Mimo że często pracuje w weekendy, a pieniądze od klientów nie zawsze wpływają w umówionym terminie, nie zamieniłaby swojej firmy na bezpieczną posadę w instytucji czy urzędzie.

Potrzebne pozytywne ADHD

Krzysztof Bońkowski jest absolwentem Akademii Leona Koźmińskiego, a także studentem studiów doktoranckich i słuchaczem School of Economics and Commercial Law na Uniwersytecie w Göteborgu w Szwecji. Jego firma pomaga przedsiębiorcom pozyskiwać i rozliczać unijne dotacje. Zatrudnia 15 osób.

– Pomysł na taką właśnie działalność wziął się stąd, że już na trzecim roku studiów skrzyknęliśmy się z kolegami i założyliśmy Akademicki Związek Konsultingowy, uczelnianą spółdzielnię, której udało się pozyskać z Unii 3,5 mln zł na komputeryzację różnych projektów, jakie do nas trafiały – mówi.

Rozwojowi przedsiębiorczości sprzyjała atmosfera panująca w szkole nastawionej na kształcenie przyszłych biznesmenów. Krzysztof, który nie pochodzi z Warszawy, przez pięć lat codziennie dojeżdżał na uczelnię 40 km. Uważa, że tym dojazdom naprawdę sporo zawdzięcza. – Nie opłacało mi się jechać tylko na zajęcia, bo czasem trzeba było długo czekać na autobus, więc korzystałem z biblioteki, chodziłem na dodatkowe warsztaty, koła naukowe, starałem się być jak najbardziej aktywny – wspomina. Nazywa to pozytywnym ADHD. Na czwartym roku wyjechał na stypendium do Szwecji, a po powrocie trafił na staż do firmy, która zajmowała się pozyskiwaniem unijnych dotacji. Ma też za sobą epizod w TVN24, gdzie był zatrudniony jako analityk finansowy, ale szybko się zorientował, że praca w korporacji kompletnie mu nie odpowiada. W ramach odreagowania wyjechał na pół roku do Chin. Po powrocie był już pewny, że nie będzie szukał etatu, że jest w stanie poprowadzić własny biznes. – Wybór padł na konsulting, ponieważ najwięcej doświadczeń miałem właśnie w zakresie zdobywania dotacji unijnych – opowiada.

Poprzednia
1 2 3

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?