Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Moja rada: nie ulegać

Paweł Lisicki

Boże Narodzenie, wiadomo, to czas życzeń. Radosnych, nadziei pełnych, otuchę dających. Takie jednak, pozwolą państwo, pozostawię na boku. Nie moja to rola, by w tym, co najmilsze, wyręczać czytelników. A jednak jest kilka rzeczy, które właśnie w takim uroczystym dniu, tygodniu raczej, przypomnieć warto.

Na przykład o potrzebie zdrowego rozsądku. Rzecz to, okazuje się we współczesnej demokracji medialnej, najbardziej deficytowa. Raz za razem można obserwować, jak skądinąd poukładani, spokojni, wielce sobie pragmatyzm i racjonalność ceniący ludzie popadają w stan bliski amoku i na wyprzódki, kto pierwszy, ten lepszy, rzucają się w wir kolejnych utopijnych i niebezpiecznych projektów. I za każdym razem, kto nie wierzy, niech sprawdzi, z całym przekonaniem, zaangażowaniem, mocą i siłą utrzymują, że wynaleźli jedyną możliwą receptę.

Czy nie tak było z powstaniem euro? Projekt to był przyszłościowy i słuszny, postępowy i europejski. Dziś się wali, a ci sami mędrcy, którzy niegdyś przekonywali do zalet wspólnej europejskiej waluty, jakby nigdy nic kiwają głowami i przyznają, że to nie mogło się udać. Patrzę i oczom nie wierzę. Teraz do nich dotarło? Zresztą, co mi tam. Ale jak w ogóle mogę ich traktować poważnie? Dlaczego ci sami specjaliści, którzy nie bali się ogłaszać, że stworzono najbardziej stabilną i najbardziej bezpieczną walutę świata, dziś ni stąd, ni zowąd mówią, że w dotychczasowej postaci nie ma ona racji bytu?

Tak samo przebiega dyskusja na temat przyszłości Unii. Jeszcze dwa lata temu dziennikarze i komentatorzy, publicyści i politycy, przedstawiciele lewicy i prawicy twierdzili, że traktat lizboński to najmądrzejsze porozumienie pod słońcem. Że jeśli się go nie podpisze, to Unia upadnie. Pamiętacie państwo te spotkania ostatniej szansy? Te szczyty historyczne? Te przełomowe debaty? A ileż to wysiłku włożono w zmuszenie niesfornych do posłuszeństwa. Dla Irlandczyków zorganizowano nawet drugie referendum. I co teraz? Teraz, kiedy nadszedł kryzys, genialne porozumienie trzeba wrzucić do kosza i jak najszybciej przygotować lepsze. Tak samo jak poprzednie jedyne i doskonałe.

Stworzono, mam wrażenie, gigantyczny system zbiorowej nieodpowiedzialności. Nachalna europejska propaganda sukcesu wsparta po tysiąckroć przez media doprowadza do tego, że zdrowy rozsądek i dystans ustępują pola emocjom. Równania proste jak cepy – euro albo apokalipsa, federacja albo wojna – mają zmusić do posłuszeństwa niepokornych.

Jak się wobec tego zachować? Moja rada to nie ulegać. Nie dać się szantażować. Ani przyszłą katastrofą, ani mirażem nowej wspaniałej Europy. Nie podążać owczym pędem za innymi. Zamiast tego warto pamiętać o Polsce, czuć na sobie wzrok minionych pokoleń. Troszczyć się o jej niepodległość, spłacając w ten sposób zaciągnięty wobec przodków dług.

Tego sobie i wszystkim czytelnikom „Uważam Rze” życzę.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy