Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

fot. Rafal Guz

Gdyby nie było tragedii smoleńskiej

Jacek Karnowski

Co wydarzyłoby się w polskiej polityce?  Czy wyniki wyborów byłyby inne?

Nie powinno się pisać historii alternatywnej zbyt świeżo po wydarzeniach, i chodzi tu nie tyle o lata, ile wręcz o dekady. To niebezpieczne przede wszystkim dlatego, że nie wiemy, które z procesów społecznych czy politycznych są trwałe, a które tylko takimi wydają się być. A już na pewno nie powinno się tworzyć historycznej fikcji w czasie, gdy w nas samych wciąż dużo bólu, żalu, a często i gniewu. A przecież takie właśnie uczucia wciąż nam towarzyszą; nam, czyli tym wszystkim, dla których Smoleńsk był czymś więcej niż – najpierw – rzekomo banalnym wypadkiem lotniczym, a później jedynie pretekstem do prostackich dowcipów. W takiej sytuacji można co najwyżej postawić kilka pytań, które – jak uważam – dotykają najbardziej istotnych wydarzeń oraz zjawisk minionych miesięcy, i spróbować na nie odpowiedzieć. Co niniejszym czynię.

Czy Bronisław Komorowski byłby prezydentem?

Sądzę, że jednak by był. To prawda, tuż przed Smoleńskiem śp. Lech Kaczyński zaczynał odrabiać sondażowe i wizerunkowe straty, ale jednak dystans był zbyt duży. To prawda, że łagodniejszy Lech miał zawsze mniejszy elektorat negatywny niż twardy Jarosław. Ale zasadniczy mechanizm niszczenia i poniżania tej prezydentury wciąż działał sprawnie. Trudno dostrzec jakiś czynnik – może poza możliwym utrzymaniem pluralizmu w mediach publicznych (gdyby trwała prezydentura) – który mógłby odmienić losy kampanii. Z tego, co wiadomo, miała być ona oparta na motywach patriotycznych – rocznicach Katynia, Grunwaldu, Bitwy Warszawskiej, powstania warszawskiego czy kampanii wrześniowej. To mogło dać impet, ale chyba jednak za mały, by wygrać. Dziś przecież wiemy, że większość Polaków, poddana od 20 lat rozmaitym zabiegom pedagogicznym, uśpiła swój patriotyzm i właściwie w pełni zasługuje na miano „tutejszych”. Zresztą, zorganizowanie wraz z Moskwą konkurencyjnych obchodów w Katyniu pokazało, że ekipa Tuska nie zawahałaby się przed niczym, co pomogłoby jej uderzyć w śp. prezydenta.

Na czym jeszcze mógł oprzeć się śp. Lech Kaczyński? Na polityce zagranicznej, tak straszliwie zdegradowanej przez ekipę Tuska? To czynnik jednak mało nośny. Może skuteczna okazałaby się krytyka niesprawnego rządu? Znów złudzenie. Spójrzmy na ostatnie wybory: ekipa, która zadłużyła Polskę po uszy, która nie umiała zmienić rozkładu jazdy pociągów, która obiecywała i natychmiast o tych obietnicach zapominała, nie miała większego problemu z przedłużeniem mandatu. A przecież w roku 2010 te słabości były jeszcze mniej widoczne. I jeszcze jeden argument: przegrana śp. Lecha Kaczyńskiego byłaby ostatnim punktem tego niezwykle dobrze zorganizowanego i precyzyjnie zaplanowanego rokoszu przeciwko IV RP, który rozpoczął się już kilka godzin po podwójnym zwycięstwie sprzed sześciu lat. To byłaby logiczna konsekwencja triumfu PO z roku 2007. Obóz IV RP miał za mało kart, by wówczas, w hipotetycznych wyborach prezydenckich, które miały się odbyć jesienią 2010 r., odwrócić falę. A na kampanię „monarszą”, w stylu Kwaśniewskiego czy obecnego Komorowskiego, było już za późno. Taka kampania powinna była rozpocząć się tuż po wyborze, ale śp. Lech Kaczyński nie mógł obrać tej drogi, ponieważ musiał spleść swoją prezydenturę z losami rządu. Musiał, bo taka jest logika prezydenta opowiadającego się za zmianą.

I jeszcze jedna uwaga: by wygrać tę kampanię, drużyna śp. Lecha Kaczyńskiego musiałaby dać z siebie wszystko i liczyć na wpadki rywala (na co akurat mogłaby liczyć, bo przecież Tusk zrezygnował z kandydowania w styczniu 2010 r., a więc kontrkandydatem byłby Komorowski). Dziś wiemy jednak, że w znacznej części była to drużyna zajęta nie tyle zastanawianiem się nad biciem się do końca, ile myśleniem o posezonowym oknie transferowym.

Sądzę więc, że śp. Lech Kaczyński przegrałby wybory w mniej więcej takim stosunku, jak przegrał je Jarosław: 46 do 54. Miałby premię za swoją zdolność do bycia lubianym, nie miałby fali smoleńskiej, która poniosła nieco Jarosława Kaczyńskiego.

Poprzednia
1 2 3 4 5

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Intermedia

• MYŚLI I SŁOWA • BEATA SZYDŁO