Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Wolyn 1916 r. Ukraincy. Rodzina z okolic Wlodzimierza Wolynskiego. Z archiwum Tomasz Wisniewski / FORUM

Pakt Ribbentrop-Beck

Piotr Zychowicz

Co by było, gdybyśmy przyjęli niemiecką ofertę wspólnej wyprawy przeciwko Sowietom? Czy skompromitowana współudziałem w zagładzie Polska znalazłaby się w obozie przegranych?

9 kwietnia 1940 r. – to jedna z najbardziej ponurych dat w historii. Tego dnia rozpoczęła się bowiem II wojna światowa. Największa z wojen ludzkości. Konflikt totalny, który miał trwać pięć lat, pochłonąć dziesiątki milionów ofiar i zdemolować trzy kontynenty. Wojnę tę rozpoczęły Niemcy, atakując o świcie Danię i Norwegię.

Oba państwa nie miały najmniejszych szans. Krótka kampania – pierwszy blitzkrieg w historii Europy – zakończyła się szybkim zwycięstwem sił zbrojnych III Rzeszy. Miesiąc później Wehrmacht zaatakował Belgię i Francję. Brawurowym manewrem ominął Linię Maginota i rozbił w pył francuskie siły zbrojne. 14 czerwca padł Paryż, a brytyjski korpus ekspedycyjny ewakuował się przez Dunkierkę.


Europa Zachodnia znalazła się pod straszliwą niemiecką okupacją. Jej mieszkańcy na własnej skórze odczuli, czym są gestapo i SS, złowrogie służby specjalne III Rzeszy. Rozpoczęły się łapanki, egzekucje i brutalne prześladowania Żydów.

Haniebna polityka ustępstw

Tymczasem w położonej na wschodzie Europy Polsce... panował spokój. Oczywiście spokój w porównaniu z tym, co działo się na zachodzie kontynentu. Podczas gdy tam kraje obracały się w gruzy, przez Polskę przetaczała się... fala antyrządowych demonstracji. Ministrowi spraw zagranicznych Józefowi Beckowi opozycja zarzucała „sprzedanie honoru narodu” i prowadzenie „haniebnej polityki ustępstw”. Kilka miesięcy wcześniej ugiął się on bowiem pod presją Niemiec i zgodził na przystąpienie Polski do paktu antykominternowskiego.

„To, co zrobił Beck, zhańbiło nas na najbliższe stulecia. Naród bitnego rycerstwa i patriotycznej młodzieży stał się narodem tchórzy. Sprowadzono nas do poziomu Czechów. Jak można było przestraszyć się niemieckiego bluffu i czołgów z tektury? Jak można było zdradzić Francję, naszego najlepszego sojusznika, na którego zawsze mogliśmy liczyć?” – pisała wiosną 1940 r. jedna z czołowych, wydawanych w Warszawie, opozycyjnych gazet.

Co tak wzburzyło przeciwników władz sanacyjnych? Otóż Beck zgodził się na wysuwane wobec Warszawy żądania Berlina. Na przyłączenie Gdańska do Rzeszy i wybudowanie przez Pomorze eksterytorialnej autostrady łączącej Prusy z resztą Niemiec. W zamian Niemcy – zgodnie z obietnicą – zagwarantowały Polsce jej zachodnią granicę i przedłużyły porozumienie o nieagresji do 25 lat. Podpisany w Warszawie układ przeszedł do historii pod nazwą pakt Ribbentrop-Beck.

Oburzyło to nastawioną antyniemiecko opinię publiczną, ale niepokoje trwały niedługo. Gdy w wyniku kolejnych uderzeń złowrogiej machiny wojennej III Rzeszy padały kolejne państwa Europy Zachodniej, krytyka decyzji ministra Becka znacznie zelżała. Zdano sobie bowiem sprawę, że niewiele brakowało, aby i Polska podzieliła ten los. Na historyczne analizy nie było zresztą czasu. Państwo zostało potajemnie przestawione na tory wojenne. Z taśm produkcyjnych zjeżdżały kolejne samoloty i czołgi. Kraj zbroił się i szykował do wojny. Pakt Ribbentrop-Beck miał bowiem tajne protokoły dotyczące jednego z sąsiadów Polski...

Niemcy i Polska atakują Związek Sowiecki

22 czerwca 1941 r. – dzień ten był dniem zwrotnym w historii II wojny światowej i całego świata. Wtedy to Niemcy i Polska przystąpiły do konfliktu ze Związkiem Sowieckim. Noty o wypowiedzeniu wojny szefowi sowieckiej dyplomacji Wiaczesławowi Mołotowowi wręczyli w Moskwie ambasadorzy Friedrich-Werner von der Schulenburg i Wacław Grzybowski.

„Wobec bankructwa państwa sowieckiego Polska nie widzi innej możliwości, niż przyjść z pomocą przedstawicielom narodów Rzeczypospolitej, Polakom, Ukraińcom i Białorusinom, którzy zamieszkują byłe sowieckie terytorium” – napisano w nocie przekazanej przez polskiego dyplomatę. Oburzony Mołotow dokumentu nie przyjął. Nie mógł jednak dodzwonić się do Stalina, który – zaskoczony i przerażony atakiem – zapadł się pod ziemię.

Tymczasem na całej długości granicy polsko-sowieckiej bombowce Junkers i Łoś atakowały pozycje Armii Czerwonej. Niemal całe lotnictwo nieprzyjaciela zostało zniszczone na pasach startowych. Podobnie stało się z bronią pancerną. Żołnierze Armii Czerwonej poddawali się całymi dywizjami, a uciemiężona przez komunistów ludność witała żołnierzy wkraczających armii jak wyzwolicieli.

Wkrótce jednak do polskich sztabów zaczęły docierać niepokojące wieści z odcinków frontu, na których walczyli Niemcy. O ile oddziały polskie biły się tylko z Armią Czerwoną i rzeczywiście wyzwalały kolejne miejscowości spod sowieckiego jarzma, o tyle Niemcy na zdobytych terenach dokonywali straszliwych zbrodni. W ślad za Wehrmachtem szły specjalne oddziały SS Einsatzgruppen, które mordowały komunistów i Żydów.

Doprowadziło to do wielu konfliktów między polskimi a niemieckim żołnierzami. Doszło do wielu bójek, a nawet spontanicznych strzelanin. Żydzi masowo uciekali z sowieckich terenów okupowanych przez Niemców na sowieckie tereny wyzwolone przez Polaków. Interwencje rządu polskiego na niewiele się zdały i Niemcy kontynuowali swój krwawy proceder. Na gmachu polsko-niemieckiego partnerstwa pojawiły się pierwsze pęknięcia.

W październiku 1941 r. rozpoczęła się jednak decydująca bitwa o Moskwę. Sowieci rzucili przeciwko państwom Osi wszystko, co mieli. Ostatecznie jednak polskie dywizje atakujące od południowego zachodu przechyliły szalę zwycięstwa na korzyść Rzeszy. Stolica komunistycznego imperium upadła, a czerwony reżim się załamał. Żołnierze Armii Czerwonej wyrżnęli znienawidzonych komisarzy politycznych i rozeszli się do domów.

Widząc, że Sowiety upadają, do wojny przystąpiła Japonia, atakując na Dalekim Wschodzie ostatnie jednostki Armii Czerwonej, które zachowały dyscyplinę. Stalin, ukryty w bunkrze w Kujbyszewie – dokąd ewakuował się wraz z rządem – strzelił sobie w głowę w momencie, gdy polscy i niemieccy żołnierze podchodzili do jego kryjówki. Na placu Czerwonym wkrótce odbyła się wspólna defilada zwycięstwa, którą odbierali marszałek Rydz-Śmigły i Adolf Hitler.

W Petersburgu zorganizowano zaś proces tych dygnitarzy reżimu bolszewickiego, których udało się schwytać. Mołotow, Woroszyłow, Mikojan, Kalinin, Kaganowicz i inni zbrodniarze komunistyczni zostali uznani za winnych ludobójstwa i zbrodni wojennych, a następnie powieszeni. Podczas procesu doszło do skandalu. Niemieccy prokuratorzy próbowali bowiem oskarżyć Sowietów o zbrodnie dokonane przez jednostki III Rzeszy.

Na skutek interwencji sojuszników Niemiec – Polski, Węgier i Włoch – ostatecznie tych punktów nie włączono do aktu oskarżenia. Antyfaszyści wskazywali jednak na hipokryzję organizatorów procesu petersburskiego. Komunistów oskarżali bowiem narodowi socjaliści, którzy sami mieli na sumieniu straszliwe zbrodnie. „No cóż, historię piszą zwycięzcy” – komentowała z przekąsem prasa.

Zwycięzca w obozie przegranych

Spektakularne zwycięstwo Niemiec na Wschodzie nie zakończyło wcale II wojny światowej. Wprost przeciwnie, działania zbrojne na innych teatrach wojny przybierały coraz większe rozmiary. 7 grudnia 1941 r. Japończycy dokonali niespodziewanego ataku na amerykański port Pearl Harbor i do wojny przeciwko państwom Osi przystąpiły Stany Zjednoczone ze swoim gigantycznym potencjałem.

Związek Sowiecki został tymczasem podzielony pomiędzy zwycięzców. Polska otrzymała Ukrainę i Białoruś, a Niemcy zachowali dla siebie Rosję właściwą i państwa bałtyckie.  Rosyjski Daleki Wschód przypadł Japonii, a pomniejsze części komunistycznego imperium otrzymali Rumuni i Węgrzy.

Polacy na swoich nowych terytoriach wprowadzili liberalny reżim, nadając Białorusinom i Ukraińcom szeroką autonomię. Rozwiązali kołchozy, przywrócili wolność religijną i gospodarkę rynkową. Ciszyli się dzięki temu olbrzymim poparciem ludności, do niedawna żyjącej w skrajnej nędzy i permanentnym strachu przed NKWD.

Zupełnie inną politykę na terytoriach okupowanej Rosji (Reichskommissariat Russland) stosowali Niemcy. Uznali oni Rosjan i przedstawicieli innych narodów za untermenschów. Nasiliły się represje i terror. Jako narodowi socjaliści Niemcy nie rozwiązali kołchozów i utrzymali gospodarkę centralnie planowaną. Wyjątkowo brutalne represje spadły na ludność żydowską. Wszystko to skutkowało powstaniem rosyjskiego ruchu oporu i nasileniem się działań partyzanckich.

Tymczasem na Zachodzie wojska alianckie uzyskiwały coraz większą przewagę nad Niemcami. Rzesza przegrywała na morzach i w północnej Afryce. Wreszcie 10 lipca 1943 r. Brytyjczycy i Amerykanie rozpoczęli inwazję na Włochy. A 6 czerwca 1944 r. dokonali spektakularnego desantu we Francji. W odpowiedzi Niemcy wszystkie wolne siły przerzucili na Zachód. Na dłuższą metę nie mieli jednak szans z potęgą Stanów Zjednoczonych.

Adolf Hitler w tych kluczowych tygodniach kilkakrotnie odwiedził Warszawę. Próby nakłonienia Polski do włączenia się aktywnie do wojny przeciw aliantom zachodnim za każdym razem spotykały się z uprzejmą, ale stanowczą odmową. Schorowany, coraz bardziej oderwany od rzeczywistości Führer szalał ze wściekłości. Planował nawet zbrojne ukaranie „niewdzięcznej Polski”, ale jego generałowie stanowczo odradzili mu otwieranie drugiego frontu w tak trudnym momencie.

Jednocześnie w neutralnej Lizbonie toczyły się tajne negocjacje między Warszawą a Londynem i Waszyngtonem. Alianci obiecali, że jeżeli Polska oprze się presji Hitlera i nie przerzuci swoich wojsk na Zachód, to po wojnie uznają wszystkie jej zdobycze terytorialne. Po wyjątkowo ciężkich walkach III Rzesza w maju 1945 r. skapitulowała, a Adolf Hitler poszedł w ślady Józefa Stalina i popełnił samobójstwo. Wojna w Europie dobiegła końca.

„Bogini historii Klio znów była dla nas łaskawa” – pisał jeden z czołowych publicystów politycznych tamtych lat. „Po I wojnie światowej odzyskaliśmy niepodległość tylko dlatego, że w gruzach legły obie potęgi zaborcze: Niemcy i Rosja. Teraz ten scenariusz się powtórzył. To paradoks historii. Choć formalnie jesteśmy w obozie państw przegranych, to my wygraliśmy tę wojnę. Naprawdę niewiele brakowało, by było odwrotnie”.

Najważniejsza decyzja w dziejach Polski

Powyższy scenariusz mógłby się spełnić, gdyby Józef Beck w 1939 r. podjął inną decyzję. Zamiast przyjmować brytyjskie gwarancje – które w rzeczywistości były pułapką mającą skierować pierwsze uderzenie Hitlera na Rzeczpospolitą – przełknął gorzką pigułkę i przyjął ofertę Adolfa Hitlera.

Zdaniem części badaczy, żeby wymienić choćby profesorów Stanisława Swianiewicza, Pawła Wieczorkiewicza czy Jerzego Łojka, rozwiązanie takie nie tylko mogło zmienić bieg historii, ale byłoby dla Polski korzystniejsze. Nawet jeżeli oznaczałoby utratę suwerenności na rzecz Niemiec. Polska może i poniosłaby honorową porażkę, ale uniknęłaby olbrzymiej hekatomby, jaka stała się udziałem jej ludności pod okupacjami niemiecką i sowiecką.

Nasze straty osobowe ograniczyłyby się do żołnierzy, którzy polegliby na froncie wschodnim. A te – jak oceniał wspomniany prof. Wieczorkiewicz – nie przekroczyłyby zapewne strat z kampanii wrześniowej. Rzeczpospolita uniknęłaby również straszliwych wojennych zniszczeń, bo działania zbrojne toczyłyby się na terytorium nieprzyjaciela. Sam fakt, że Polska weszłaby do wojny dopiero w jej kolejnej fazie, a nie na samym początku, byłby zresztą dla niej wyjątkowo korzystny.

Wszystko to jednak byłoby możliwe, gdyby spełnił się opisany wyżej alternatywny scenariusz i udział Rzeczypospolitej w wojnie niemiecko-sowieckiej przechyliłby szalę zwycięstwa na rzecz Rzeszy. Nie można jednak wykluczyć innego przebiegu wypadków. Na przykład takiego, że Armia Czerwona pobiłaby Wehrmacht i Wojsko Polskie. Wtedy w pogoni za wycofującymi się przeciwnikami zapewne wkroczyłaby na nasze terytorium, tak jak miało to miejsce w 1944 r. Ale w tym przypadku do państwa już otwarcie wrogiego.

Należałoby się wówczas liczyć z poważnymi stratami. Polskie miasta mogłyby paść ofiarą sowieckich bombardowań, a Armia Czerwona zapewne byłaby jeszcze bardziej brutalna wobec ludności cywilnej, niż była w rzeczywistości w latach 1944 i 1945. Sytuacja stałaby się zapewne dramatyczna, ale pewne jest, że w ciągu kilkumiesięcznej kampanii na naszych ziemiach nie zginęłoby sześć milionów ludzi.

Na pewno również po wojnie Polski nie czekałby gorszy los, niż spotkał ją w rzeczywistości. Stalin, tworząc po 1945 r. swoje państwa satelickie, nie robił bowiem żadnego rozróżnienia między sojusznikami i przeciwnikami III Rzeszy. Węgrów, Słowaków czy Bułgarów potraktował dokładnie w ten sam sposób, co Polaków i Czechów. A „ziemie odzyskane” nie były żadnym prezentem dla dzielnych Polaków za „piękną postawę podczas wojny”, ale zimną kalkulacją. Zaraz po wojnie nie wiadomo było jeszcze, czy Sowiety dostaną swój kawałek Niemiec, i wydawało się, że zachodnia granica komunistycznej Polski będzie zachodnią granicą całego bloku sowieckiego.

Brudne alianse

Największe niebezpieczeństwo związane z przyjęciem oferty Hitlera w 1939 r. leżało w sferze moralnej. Była to możliwość uwikłania Polaków w Holocaust. Choć na polskim terytorium oczywiście nie mogłyby powstać niemieckie obozy zagłady, rząd w Warszawie mógłby zostać zmuszony do wydania Niemcom swoich Żydów. Presję w tej sprawie Berlin wywierał bowiem podczas wojny na wszystkich swoich sojuszników.

Na przykład Bułgarzy i Węgrzy skutecznie się jej opierali. Deportacje Żydów z tego ostatniego kraju rozpoczęły się dopiero w 1944 r., gdy Niemcy obalili reżim Miklósa Horthyego i obsadzili w Budapeszcie rząd kolaboracyjny. Z drugiej strony na przykład w Rumunii wielu Żydów jednak zabito. A tam, gdzie Niemcy stworzyli reżimy o charakterze faszystowskim – na przykład w Chorwacji – sytuacja była wręcz katastrofalna.

Co zrobiliby w takiej sytuacji Polacy? Badacze zbliżeni do kręgu Jana Tomasza Grossa zapewne przychyliliby się do opinii, że ochoczo wydalibyśmy swoich żydowskich współobywateli. Być może nawet sami byśmy ich wymordowali. Historycy z tzw. szkoły patriotycznej zapewne odpowiedzieliby przeciwnie. Polacy dzielnie broniliby swoich Żydów, nawet ryzykując poważne pogorszenie relacji z niemieckim sojusznikiem.

Jak by było w rzeczywistości – pozostanie to historyczną zagadką. Na pewno jednak chybione są argumenty podnoszone choćby przez Tomasza Łubieńskiego, że przymierze z III Rzeszą na zawsze skompromitowałoby Polskę. Podczas II wojny światowej z Niemcami sprzymierzyło się bowiem sporo krajów europejskich, żeby wymienić choćby Włochy, Francję, Węgry, Rumunię, Bułgarię czy Finlandię. I jakoś nikt im tego obecnie nie wypomina.

W ogóle II wojna światowa była okresem brudnych aliansów. Alianci zachodni sprzymierzyli się podczas niej z nie mniej paskudnym Związkiem Sowieckim. Sojusznikami Stalina, który wymordował znacznie więcej ludzi niż Hitler, były czołowe demokracje świata. Amerykanie, Brytyjczycy, Kanadyjczycy, a także – w okresie między podpisaniem paktu Sikorski-Majski a zerwaniem stosunków polsko-sowieckich po wykryciu zbrodni katyńskiej – Polacy.

Tak naprawdę w 1939 r. Polska nie miała więc dobrego wyboru. Mogła sprzymierzyć się albo z Wielką Brytanią, albo z obrzydliwym i niebezpiecznym sojusznikiem, jakim bez wątpienia byłaby III Rzesza. Beck wybrał to pierwsze rozwiązanie i skończyło się to wiadomo jak – olbrzymimi stratami w ludziach, zniszczeniem kraju, utratą połowy terytorium i niepodległości na 50 lat. Największą klęską w dziejach naszego narodu.

Co stałoby się, gdyby w 1939 r. szef polskiej dyplomacji postąpił inaczej i ustąpił Hitlerowi? Pozostanie to w sferze domysłów i symulacji z gatunku political fiction.



Piotr Zychowicz jest autorem książki „Pakt Ribbentrop-Beck”. Publikacja ta, opisująca możliwość zawarcia polsko-niemieckiego aliansu w przededniu II wojny światowej, niebawem ukaże się na rynku.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy