Najnowsza interwencja Uważam Rze

Biznes

Minister na szóstkę

Janusz Rolicki

Od lewego

Politykom opozycji nie chce przejść przez gardło stwierdzenie, że mamy bardzo udanego ministra finansów. Więcej, na Jacku Rostowskim dotychczas powieszono już wszystkie psy. Odwołują co roku przy pomocy sejmowego weta i dworują. Jego sukcesy opozycja uznaje co najwyżej za szczęśliwy przypadek. Przypomnę, że gdy zaczął się u nas w 2009 r. kryzys, minister, besztany zresztą przez nieżyjącego prezydenta, nie chciał zgodzić się na rzucenie na rynek miliardów, wzorem prezydenta Busha seniora, który dla zapobieżenia kryzysowi wydrukował i dał bankom 800 mld dol. Nasz minister przyjął inną taktykę i w grudniu, wbrew modzie światowej, z marszu znowelizował budżet, tnąc o 20 mld wydatki. Z tego wszystkiego 1 stycznia 2010 r. zrobiła się zielona wyspa. Zasługi Rostowskiego doceniła Unia, uznając go za najlepszego ministra finansów w Europie, ale dla naszych polityków to furda i przypadek. Ostatnio minister wprawił wszystkich w osłupienie, oświadczając, że za prawie 17 mld zł chce wcześniej wykupić polskie długi. I wtedy opozycja próbowała rozerwać banię z wątpliwościami. Bo skąd te pieniądze? Okazało się, że deficyt roczny mamy nie 40-miliardowy, ale 25-miliardowy. Wszystko dzięki dobrej koniunkturze i przyrostowi PKB powyżej 4 proc. oraz świetnym układom ministra z prezesem Belką, który inaczej niż poprzednik na fotelu prezesa NBP nie widzi niczego złego w tym, aby obfitą dywidendą dzielić się ze Skarbem Państwa. Tak więc nieustanne droczenie się z rządem i ministrem, jakie prezentował poprzednik, zastąpiła zgoda, która buduje. Warto wiedzieć, że swoją decyzją o wcześniejszym wykupieniu papierów dłużnych minister upiekł dwie pieczenie na jednym ogniu. Zmniejsza zadłużenie, oddalając perspektywę przekroczenia 55-procentowego progu, a także sprawia, że zwiększa się podaż złotówek na rynku i dzięki temu trudniej jest robić to, co kochają spekulanci – windować ceny dewiz, przy okazji okradając każdego z nas z posiadanych zasobów. Casus ministra Rostowskiego pokazuje, że w Polsce nie sposób jest być prorokiem. I na kłody rzucane pod nogi dobry minister zawsze może liczyć!


Jerzy Jachowicz

Do prawego

Polscy dziennikarze stają się coraz bardziej bezczelni. Szczególnie wtedy, gdy się ich wypuści za granicę. Obiektem ich ataków stają się nasi mężowie stanu najwyższego szczebla, m.in. pan premier i pan prezydent.  Niezwykle przykry incydent miał ostatnio miejsce w czasie wizyty prezydenta Bronisława Komorowskiego w Chinach. Przywódca kraju Niebiańskiego Smoka przyjął go w monumentalnej sali pałacu ludowego. Na tle widoku chińskiego muru, gdzie prezydent i przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Hu Jintao wznosili toast, stanęła kompania reprezentacyjna Chińskiej Armii Ludowej. Półgodzinna rozmowa przywódców obydwu narodów toczyła się w salonie ozdobionym żurawiami i kryształowymi żyrandolami. W takich niezwykłych warunkach obydwaj podpisali tekst polsko-chińskiego oświadczenia mówiącego m.in., że oba kraje „szanują i wspierają obraną raz na zawsze drogę rozwoju”.  I oto w sytuacji tak podniosłego nastroju jakiś polski dziennikarzyna zapytał prezydenta, czy w rozmowie z Hu Jintao poruszył sprawę praw człowieka w Chinach. Postawił go tym samym w niezwykle kłopotliwej sytuacji. Komorowski na szczęście wykazał się refleksem, powiedział jedynie: „Tak,  to bardzo ważne”, i odszedł  od mikrofonu. Z poufnych źródeł wiadomo, że dziennikarz ten zamierzał pytać o prześladowanie przez rząd chiński mniejszości etnicznych oraz wyznaniowych, przede wszystkim chrześcijan. Chciał przypomnieć o skazywaniu na wieloletnie więzienie lub ciężkie obozy pracy wyznawców ruchu Falun Gong, którego członkowie doskonalą swoje ciało i umysł poprzez ćwiczenia fizyczne i medytację. Wiadomo, że tylko w 2008 r. aresztowano i skazano ponad 830 tys. zwolenników Falun Gong. Wiele tysięcy z nich poddano brutalnym torturom. Roztropna postawa naszego prezydenta zapobiegła skandalowi. Ale wynika z tego praktyczna wskazówka na przyszłość. Prezydent Komorowski jest inicjatorem wielu ciekawych i pożytecznych pomysłów. Moim zdaniem powinien zakazać wyjazdów polskim dziennikarzom za granicę.

Poprzednia
1 2

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Ewa Bednarz

Kredyt z plastiku

Tylko część banków decyduje się na wydawanie przedsiębiorcom kart kredytowych. Znacznie chętniej oferują im dużo kosztowniejsze karty obciążeniowe