Najnowsza interwencja Uważam Rze

Felietony

Resztki oświecenia

Rafał A. Ziemkiewicz

Salon i jego autorytety nie dostrzegają istoty sarmatyzmu i polskiego romantyzmu. Nie dostrzegają istoty polskiego ducha. Dowodem choćby książka „Resztki nowoczesności” Przemysława Czaplińskiego

Opowiem o tym, jak dzisiejsza literatura wytwarza przeszłość i przyszłość z resztek. A także o tym, że owe resztki należą do nowoczesności” – obiecuje Przemysław Czapliński w pierwszych słowach wydanej niedawno książki „Resztki nowoczesności”. Choć jest ona bardzo ciekawym punktem wyjścia do dyskusji o – jak to nazwał Malcolm Cowley – „sytuacji w literaturze”, obietnicy autor nie spełnia.

Opowiada rzeczywiście o tym, jak pisarze wykorzystują resztki, i trochę także, bardziej między wierszami, o tym, jak nowoczesność stała się resztkami. By posłużyć się jego własną metaforą literackiego recyklingu, Czapliński pokazuje nam krzątaninę śmietnikowych nurków, buszujących po wysypisku, wybierających i odnoszących do skupu to, co jeszcze zachowało jakąś wartość. Mamy wierzyć, że z dostarczonych tam resztek wyprodukuje się coś pożytecznego, ale co by to konkretnie miało być, tego już autor nie jest w stanie pokazać. Zapewnia ogólnikowo, że coś. Z tego względu esej jest raczej wyznaniem wiary niż krytycznoliterackim opisem.

Trudno przez to o mądry spór. Staną bowiem do niego nie tylko różne światopoglądy, ale też zupełnie inna wrażliwość, inne skale wartości. I zamiast rozmowy o, na przykład, współczesnej polskiej literaturze nieuchronnie zrobi się z tego kolejna typowa „dyskusja” między „Gazetą Wyborczą” a „Gazetą Polską”, w której obu stronom wystarczy pokazać tych drugich palcem w soczystym, charakterystycznym cytacie i zwrócić się do własnej publiczności: „Widzicie?! Skandal, absurd i obciach!”.

A ta potwierdzi chórem, upewniając w ten sposób samą siebie, że jest stroną właściwą.

Nie przeszkadza to widzieć tego samego i zgadzać się co do natury obserwowanych zjawisk, nadając im przeciwne znaki wartości. Wizja współczesnej literatury jako wielkiej gry w Nic, o Nic i po Nic, jako systemu znaków, które tylko pozorują, że znaczą cokolwiek i do czegokolwiek odsyłają, gdy w istocie nie znaczą nawet samych siebie, bo każdy im nadaje znaczenie, jakie chce, kiedy ją Czapliński ubiera w baudrillardowską retorykę symulakrów i różne inne „modne bzdury”, sprawia zupełnie inne wrażenie, niż gdyby powiedzieć brutalnie o braku pomysłów, bełkocie i chałturze. Mniejsza z tym.

To, co zwykliśmy nazywać salonem, jest tworem amorficznym, próby sporu z nim to – jak to ujmowała mojej śp. mama – „jakby z wodą się bić”. Każdy cios trafia w pustkę, bo salon zawsze jest nie tam, gdzie się uderzyło, tylko dookoła, i wcale niczego nie broni, tylko rechocze. A Czapliński, którego uważam – nie zaprzeczy chyba – za prominentnego członka tegoż salonu, przedstawia oto spójną, logiczną opowieść o widzeniu polskiej literatury współczesnej. Już sam tylko autoportret środowiska usiłującego zarządzać, wciąż z dużym powodzeniem, recenzjami i listami bestsellerów jest rzeczą bezcenną.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?

Artur Osiecki

Brexit mobilizuje regiony

Województwa chcą przyspieszyć realizację nowych programów regionalnych zarówno ze względu na zbliżający się przegląd unijny, jak i potencjalne negatywne konsekwencje wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej