Najnowsza interwencja Uważam Rze

Cywilizacja

Talent do samozniszczenia

Adam Ciesielski

Sinead O’Connor to skrajny przykład sprzeczności między pragnieniem prywatności a życiem w blasku fleszy

Show-biznes przyzwyczaił nas do skandali. Dostarczycielką najnowszego jest Sinead O'Connor. Niezrównana wykonawczyni „Nothing Compares 2 U” i „Mandinki” na przełomie lat 80. i 90.

XX w. ogłosiła w minione święta swój rozwód z irlandzkim terapeutą Barrym Herridge'em. Samokrytycznie wyznała, że powodem zerwania związku po zaledwie 18-dniowym pożyciu było sięgnięcie przez nią w noc poślubną po nielegalne używki, co miało „zaszokować męża”.

To nie pierwsze małżeństwo Sinead, które się rozpadło. 45-letnia dziś, oklaskiwana także w Polsce, artystka coraz rzadziej śpiewa, za to wyspecjalizowała się w niezliczonych prowokacjach. Pierwszy jej „numer” z ogoleniem głowy na łyso, jeszcze przed wydaniem w 1987 r. debiutanckiej płyty „The Lion and the Cobra", przyjęto ze zrozumieniem dla praw młodości. Ojczysta Irlandia, zasłuchana w jej krystaliczny głos, cierpliwie wysłuchiwała jej ostrych tyrad przeciwko obłudzie katolickiej moralności i skorodowanej instytucji rodziny. Także w USA po pierwszym albumie i sukcesie drugiego – „I Do Not Want What I Haven’t Got” (ze wspomnianym już genialnym hitem „Nothing Compares 2 U”, przearanżowanym specjalnie dla niej przez Prince'a) – przyjmowano ją z entuzjazmem.

Ale już w 1991 r. dostała żółtą kartkę, gdy w New Jersey zmusiła organizatorów, by – wbrew zwyczajowi – nie ważyli się przed jej koncertem grać hymnu Stanów Zjednoczonych. Oburzony Frank Sinatra powiedział, że „bezczelnej gówniarze należałoby skopać tyłek”.

W 1992 r. podczas programu NBC, mającego promować jej trzecią płytę „Am I Not Your Girl?”, Sinead podarła zdjęcie Jana Pawła II. To się już bardzo nie spodobało. Gdy wkrótce potem Irlandka pojawiła się na jubileuszu swego idola Boba Dylana, wygwizdano ją. W ataku histerycznego płaczu Kris Kristofferson sprowadził ją ze sceny.

Ta czerwona kartka niewiele nauczyła stale zbuntowaną wokalistkę, choć zachwiała jej karierą. W 1997 r. Sinead zagrała rolę Matki Boskiej w filmie Neila Jordana „Chłopiec rzeźnika”, by dwa lata później ogłosić, że... została księdzem. Święceń udzielił jej ekskomunikowany przez Watykan biskup Michael Cox. Kapłanka zadeklarowała przywiązanie do celibatu, choć była już wówczas matką dwojga dzieci (dziś ma ich czworo), a ogłaszała też publicznie, że mimo licznych związków z mężczyznami woli kobiety.

Na początku XXI w. Sinead oświadczyła, że definitywnie kończy przygodę z estradą. W płatnym ogłoszeniu zamieściła apel do mediów, by „po 20 latach zaszczuwania” zostawiły ją w spokoju. „Chciałabym pożyć trochę jako starsza pani i nie budzić kontrowersji, gdy tylko otworzę usta” – napisała. Ale wkrótce znów zaczęła występować, choć po nieudanych doświadczeniach z jazzem i reggae artystycznie jest teraz cieniem samej siebie z czasów debiutu. No i kocha skandale. Wydaje się być skrajnym przykładem jakże częstej wśród artystów sprzeczności między pragnieniem zachowania prywatności a nieumiejętnością życia bez rozgłosu. W jej przypadku to już faktycznie nieuleczalna choroba.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Piotr BOŻEJEWICZ

Może i koniec, ale nie świata

• TAKO RZECZE [P] •Skoro Obama nawet w części nie okazał się takim cudotwórcą, jak przepowiadali eksperci, to czemu Trump miałby być taki groźny, jak go malują ci sami ludzie?