Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Tania rura nie robi na mnie wrażenia

Igor Zalewski

W naszej cywilizacji jest jak w świecie insektów: szkodniki się uodparniają, więc trzeba sięgać po coraz mocniejsze środki

W  Warszawie przy ulicy Towarowej stoi sklep z dywanami. Nad nim wielki szyld krzyczy do potencjalnych klientów: „Bankructwo! Wyprzedaż towaru z powodu likwidacji sklepu!”. Najpierw dywaniarzom współczułem, ale z czasem przyzwyczaiłem się do dramatycznego obwieszczenia. Zresztą wisiało ono zadziwiająco długo. Sądziłem, że bankructwo to takie szast-prast i po ptokach. Ale co ja wiem o bankrutowaniu? Dowiem się dopiero w 2013 r., gdy te… (redakcja prosiła, żebym nie używał wulgaryzmów) z rządu każą mi płacić wyższy podatek i składkę na ZUS od honorarium

W każdym razie przechodziłem ostatnio obok tonących dywanów, a tam dwóch ludzi na drabinie zmieniało komunikat. W miejscu tego dużego o bankructwie wisiał mniejszy: sklep w styczniu otwarty w godzinach takich a takich. Goście właśnie naklejali „styczeń” i widać było, że zakrywają nim „wrzesień”, który widniał w tym palimpseście u jego zarania. Bankrutowanie trwało zatem już piąty miesiąc i prawdopodobnie było cwanym zagraniem promocyjnym.

Ta historyjka pokazuje nie tylko spryt handlarzy (dosłownie dwa kroki dalej odkryłem sklep meblowy, który kusił własną plajtą od prawie roku), ale też nieustającą potrzebę sięgania po coraz silniejsze bodźce. Starsze zużywają się i przestają działać bardzo szybko. Taka na przykład „promocja” – jeszcze niedawno pobudzająca niczym woda kolońska Zbigniewa Hołdysa – jest dzisiaj całkowicie neutralnym terminem niezależnie od tego, iloma wykrzyknikami się ją opatrzy. To trochę jak w deratyzacji: ponieważ szkodniki się uodparniają, trzeba sięgać po coraz mocniejsze środki.

Oczywiście to zjawisko dotyczy nie tylko dywanów, mebli czy ciuchów na wyprzedaży. Także używek. Na przykład alkoholicy często sięgają po kokainę, żeby mogli wypić więcej i poczuć znowu kopa. Odnosi się też – a nawet przede wszystkim – do życia publicznego, które od kilku lat wypełnione jest słowami o gigantycznej sile rażenia. Tak naprawdę w języku polskim nie mamy już większych kalibrów i bardziej wybuchowych znaczeń. To jedno wielkie, nieustające Verdun poorane lejami po coraz większych pociskach, które mają poruszyć albo chociaż przyciągnąć uwagę.

Jako wyjątkowo cyniczny insekt muszę wyznać, że się uodporniłem. Ręka mi nie zadrżała nawet wczoraj, gdy kasowałem e-mail z absolutnie rewelacyjną ofertą domowej rury do tańca (obniżka – 120 proc.), choć nie wątpię, że żona byłaby wręcz zachwycona takim prezentem i pewnie od razu zaczęłaby pląsać na owej rurze z radości. A gdy na plakacie czytam, że do kin wchodzi właśnie najlepszy film od czasu braci Lumiére, omijam je szerokim łukiem (podobną taktykę stosuję wobec polskich komedii „romantycznych”, przy czym komedii też powinno być w cudzysłowie).

Nie inaczej jest w sferze publicznej. Gdy tylko słyszę, że coś jest haniebne, skandaliczne, zbrodnicze, zdradzieckie albo podłe, natychmiast zmieniam kanał. Obawiam się, że przez ostatnie lata wchłonąłem tyle najsilniejszych na rynku bodźców, że nic na mnie nie działa. W świecie insektów byłbym nadkaraluchem, wśród ludzi jestem cyborgiem – bo was, zdaje się, jeszcze coś porusza. Szczerze mówiąc, miałbym ochotę pozwać kogoś do sądu za to, co ze mną zrobili. Ale kogo? Musiałbym chyba pozwać cały świat.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy