Najnowsza interwencja Uważam Rze

Tu i teraz

Zabawa narodowościowym granatem

Sławomir Sieradzki

Część przyszłych problemów narodowościowych Polski rodzi się w Niemczech. Na razie bez udziału tamtejszych władz

Gdy w ubiegłym roku rozdmuchano do granic absurdu niezręczną wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o Ślązakach jako ukrytej opcji niemieckiej, w mediach polskich i niemieckich rozpętało się piekło.

Do prokuratury trafiło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez lidera opozycji, polegające – według wnioskodawców z opolskiej mniejszości niemieckiej – na znieważeniu grupy ludności na tle narodowościowym.

Próby wyjaśnienia przez „sprawcę”, że to lapsus językowy, że wypowiedź dotyczyła śląskich działaczy Ruchu Autonomii Śląska, utonęły w jazgocie oburzonych intelektualistów, mediów i działaczy RAŚ oraz mniejszości niemieckiej.

Zwycięzca pod niemiecką flagą

W tym samym czasie w Internecie na niezależnych portalach informacyjnych zaczęło krążyć zdjęcie z przyznania nagród w zawodach sportowych, które rok wcześniej miało odbyć się w opolskim kole RAŚ. Na zdjęciu zwycięzca gry w skata, sportowej karcianki popularnej na Śląsku, stoi uśmiechnięty pod skrzyżowanymi flagami – niemiecką i śląską. W tle widać napis po niemiecku „Pamięci poległym”, a wszystko wieńczy krzyż żelazny z datami 1939–1945.

Oczywiście nie jest to żaden dowód na związki autonomistów śląskich z Niemcami. Zdjęcie mogło zostać przecież sfałszowane lub zrobione w lokalu nienależącym do RAŚ. Każdy może uwierzyć na słowo Jerzemu Gorzelikowi – liderowi ruchu śląskich autonomistów – że jest on szczerze oburzony za sformułowanie „opcja niemiecka”.

Jednak Gorzelik nie musi tłumaczyć obecności na mityngach RAŚ działaczy Initiative für Autonomie Schlesiens (Inicjatywa dla Autonomii Śląska), zarejestrowanej i działającej w RFN od jesieni 2008 r. Tu jest wszystko jasne. – To dobrze, że ludzie związani z Górnym Śląskiem chcą coś dla niego zrobić. W moim przekonaniu ważna będzie promocja naszego regionu – mówił Gorzelik w artykule w „Polsce The Times” z listopada 2008 r.

Powstanie IAS wedle relacji medialnych jej twórców miało charakter spontaniczny, właściwie przypadkowy. Jej obecny szef – Robert Starosta – z telewizji dowiedział się w 2008 r. o RAŚ i postanowił wspomóc polskich działaczy, zakładając bliźniaczą organizację w Niemczech. Sam Starosta ma znikome związki z Polską. Urodził się co prawda pod Opolem, ale wyemigrował stąd jeszcze jako dziecko. Języka polskiego, jego śląskiej odmiany, zaczął się uczyć dopiero, gdy doznał „olśnienia”, dowiadując się o istnieniu RAŚ.

Na portalu YouTube można znaleźć film, na którym Starosta z trudem czyta z kartki tekst pozdrowień na mityngu RAŚ w Katowicach.

Charakter i cele IAS są jasne. W cytowanym już dzienniku „Polska The Times” dowiadujemy się, że IAS chce walczyć o ideę autonomicznych obszarów i krajów związkowych, przy wykorzystaniu takich narzędzi jak referenda i plebiscyty.

Prof. Dorota Simonides, naukowiec z Uniwersytetu Opolskiego, wieloletnia posłanka i senator, działaczka opozycji w PRL, skomentowała to niedwuznacznie: „Cierpnie mi skóra”.

Sprawą obiecał też wtedy zająć się Władysław Bartoszewski jako doradca premiera Donalda Tuska ds. międzynarodowych. Czy ktokolwiek z urzędników rzeczywiście zaprząta tym sobie głowę? Nie wiadomo.

Wyklikaj sobie Pawelkę

IAS chce poddać „publicznej debacie” kwestię autonomii nie tylko Górnego Śląska, czyli obszaru działania RAŚ, ale też Dolnego, a więc całego terenu od miasta Nysa aż po zachodnią granicę kraju, ze stolicą we Wrocławiu. Choć wiadomo, że tamtejsza polska ludność, głównie pochodzenia kresowego, nie czuje absolutnie żadnych potrzeb autonomicznych czy separatystycznych.

W statucie IAS znajdujemy jeszcze jeden ciekawy wątek. W przypadku zawieszenia działalności organizacji lub jej rozwiązania wszystkie aktywa i pasywa przechodzą na własność bawarskiej fundacji Śląsk. Kilka kliknięć wystarczy, aby się dowiedzieć, że chodzi o Ziomkostwo Śląskie. Jeszcze kilka kliknięć na tej samej stronie i docieramy do osoby Rudiego Pawelki, znanego w Polsce szefa Powiernictwa Pruskiego, zaciekłego bojownika o odszkodowania od Polski za majątki utracone przez Niemców wysiedlonych po 1945 r.

Czy wyjaśnienia Roberta Starosty na temat spontanicznych początków IAS można uznać za prawdziwe? Teoretycznie tak. Jednak trzeba brać pod uwagę, że Niemcom łatwiej jest wspierać organizację dążącą do rozbicia struktury terytorialnej Polski poprzez granty na „działania kulturalne, naukowe”, czyli legalne, jawne i otwarte, tak jak to zapisano w statucie IAŚ, niż potajemnie, narażając działaczy RAŚ na niesprawiedliwe szykany „patriotycznych oszołomów” z Warszawy, wszędzie węszących różne zagraniczne „opcje”.

Zachwyt niemieckich mediów

Taka jawna i szczera współpraca transgraniczna musi się podobać. I się podoba.

Niemieckie media pełne są zachwytu nad inicjatywą RAŚ. Niemożliwe jest za to znalezienie tekstu analizującego ewentualną autonomiczność regionów w Polsce jako idei zupełnie nieprzystającej do polskich realiów, do polskiej konstytucji. Nie można pozbyć się wrażenia, że Niemcy tak są zapatrzeni w swój ustrój federalny, że wszystko naokoło chcą do niego dopasować. Bez względu na to, czy ma to historyczne uzasadnienia i uwarunkowania, czy nie.

Kwestią autonomii Śląska zainteresowała się nawet tak – zdawałoby się – odległa od tych rejonów gazeta jak „Nordkurier”, ukazująca się w Meklemburgii-Pomorzu Przednim. W styczniu ubiegłego roku Gorzelik na łamach tego czasopisma zastrzegał, że nie chce ze Śląska uczynić drugiego Kosowa.

Oczywiście nie mogło zabraknąć niemieckich ekstremistów żywo zainteresowanych losem autonomistów śląskich. Ich inicjatywę pochwalił w artykule z ubiegłego roku pt. „Wolność dla Śląska” skrajnie prawicowy tygodnik „Junge Freiheit”, na łamach którego swego czasu publikował negacjonista Horst Mahler, prawnik Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (NPD).

Oczywiście tematu „kulturalnego” oderwania się Śląska od Polski nie pominęła stołeczna prasa, w tym „Berliner Zeitung”, która akcentowała na swoich łamach jedno z haseł RAŚ – „Nie Polak, nie Niemiec. Ślązak”.

Ukazujący się we Frankfurcie nad Menem „Frankfurter Rundschau” pochwalił niedawną decyzję opolskiego sądu, który zarejestrował miejscowe Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej w Kotorzu Małym.

Warto dodać, że szefem tegoż stowarzyszenia jest Piotr Długosz, który współpracuje z Robertem Starostą z IAS. Na co dzień prowadzi sklepik z pamiątkami. Można w nim kupić m.in. koszulki z napisem w gotyku (do 1940 r. to było oficjalne pismo państwa niemieckiego) „Mein Vaterland ist Oberschlesien” (Moją ojczyzną jest Górny Śląsk).

W 2010 r. na falach Deutschlandradio Kultur Długosz wyjaśniał niemieckim słuchaczom, że do 2020 r. RAŚ zrealizuje swój cel, czyli autonomię Górnego Śląska.

Z Opolem do śląskiej macierzy

Na swojej stronie internetowej IAS chwali się fragmentami artykułów na temat inicjatyw IAS i RAŚ. Znajdziemy tam m.in. tekst „Górnośląscy autonomiści maszerują w Katowicach” z czasopisma „Der Schlesier” (Ślązak), o którym z niemieckiej Wikipedii możemy się dowiedzieć, że to „ogólnoniemiecki tygodnik prawicowych ekstremistów, ukierunkowany na rewizjonizm historyczny”.

Co jest takiego ciekawego w tym tekście, że IAS pochwalił się nim? Ano można znaleźć tam fragment wielce dwuznaczny: „Autonomiści nie widzą sensu włączania w swoje działania Dolnego Śląska. Co najwyżej akceptują go jak enklawę na swej drodze do Niemiec” (Mit Niederschlesien scheinen die Autonomisten gar nichts im Sinn zu haben. Höchstens akzeptieren sie noch dessen Dasein als Enklave auf dem Weg nach Deutschland).

Z kolei w dwutygodniku „Oberschlesien”, wydawanym przez Ziomkostwo, mamy kolejne intrygujące zdanie w artykule pt. „Pomoc z Niemiec dla autonomistów śląskich”: „Tylko w niezależnym od Warszawy, autonomicznym Górnym Śląsku także niemiecka ludność mogłaby się silniej rozwijać” (Nur in einem von Warschau unabhängigeren, autonomen Oberschlesien könnte sich auch die deutsche Bevölkerung stärker entfalten).

Z wywiadu z Robertem Starostą, który ukazał się w magazynie internetowym www.silesia-schlesien.com, możemy dowiedzieć się, że obecny scentralizowany ustrój Polski jest nieodpowiedni jak dla państwa o takiej powierzchni.

Dowiadujemy się również, że kolejnym celem po wywalczeniu autonomii dla Górnego Śląska będzie zniesienie sztucznych granic okręgów opolskich i śląskich oraz stworzenie jednego Górnego Śląska (Die Aufhebung der widernatürlichen Grenze und die Zusammenfassung der beiden Bezirke Oppeln und Schlesien zu Oberschlesien […]).

Kontekst tej propozycji wydaje się jasny. W okolicach Opola mieszka najwięcej w Polsce osób z mniejszości niemieckiej. Połączenie ze Śląskiem wzmocniłoby ją.

Na dobrą sprawę wieloma wątkami z tych artykułów, listów otwartych Rudiego Pawelki do IAS, wypowiedzi Roberta Starosty powinny zainteresować się nie tylko media w Polsce, ale także odpowiednie służby. Prof. Simonides pomysły i zamierzenia autonomistów śląskich nazwała swego czasu zabawą granatem. Czy mamy czekać, aż ktoś wyciągnie z niego zawleczkę?

Historia uczy, że sprawy narodowościowe zostawione na pastwę nieodpowiedzialnych ludzi i ich instytucji mogą łatwo wymknąć się spod kontroli. A wtedy nietrudno o wielką tragedię. Powinni pamiętać o tym zwłaszcza nasi zachodni sąsiedzi.

Aktualne wydanie Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl.

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Adam Maciejewski

Polski kapitał na Kaukazie

Od 2014 r. w Armenii działa fabryka polskiej spółki Lubawa. Nawiązanie współpracy z rządem Armenii było możliwe dzięki promocji naszego przemysłu za granicą, wspieranej przez dotacje z UE

Wojciech Romański

W smoczym kręgu