Najnowsza interwencja Uważam Rze

Świat

Mohamed Beltagi, czlonek Bractwa Muzulmanskiego, z uniesionymi rekoma, na pierwszej sesji parlamentu po upadku Hosniego Mubaraka, 23 stycznia 2012 r. fot. AFP/KHALED DESOUKI

Długi marsz Braci Muzułmanów

Jerzy Haszczyński

Państwo przechodzi pod władanie islamistów. Nie zmienią wszystkiego od razu. Tworzenie nowego społeczeństwa egipskiego jest rozłożone na całe pokolenie

Rok po obaleniu rządzącego krajem przez trzy dekady Hosniego Mubaraka Bractwo Muzułmańskie powoli przejmuje władzę w Egipcie. Realizuje się wizja, która jeszcze niedawno spędzała sen z powiek zachodnim politykom i ekspertom. Ale wielu szybko się z tym godzi.

Do przywódców Bractwa i utworzonej przez nie Partii Wolności i Sprawiedliwości, która ma prawie połowę miejsc w nowym parlamencie, od kilku tygodni ustawiają się w kolejce dyplomaci, od Amerykanów, Niemców, Francuzów po Chińczyków i Rosjan. Poznawanie nowego Egiptu potrwa. Będzie jak odwijanie bandaży z mumii. Na razie nie udało się jeszcze odsłonić czubka głowy.

Skromnie, po cichu

Przez lata Bractwo Muzułmańskie działało po cichu, prześladowane przez reżim Mubaraka, formalnie nielegalne, ale wpływowe wśród mas. To najstarsza organizacja islamistyczna na świecie, mająca wiele córek poza Egiptem, w innych krajach arabskich. To nią przez lata Mubarak straszył Zachód, zdobywając pieniądze i poparcie, to ona miała być symbolem antyzachodniego fundamentalizmu, a czasem i terroryzmu, choć dawno się go wyrzekła.

Członkowie Bractwa, a rok temu było ich może nawet milion w 80-milionowym kraju, żyli skromnie, pomagali biednym, rozdawali pieniądze, żywność, literaturę religijną, prowadzili przedszkola, przytułki, zakładali sklepy z tanią chińską odzieżą. W czasie rozpoczętej 25 stycznia ubiegłego roku rewolucji Bractwo było słabo widoczne, może co dziesiąty z uczestników wielotysięcznych wieców na kairskim placu Tahrir był związany z tą organizacją.

Rok temu świat zachodni niewiele wiedział o strukturze Bractwa, o jego poglądach, przywódcach. Z zagranicznymi dziennikarzami kontaktowało się poprzez trzech liderów, wykształconych, dobrze posługujących się angielskim. W kraju, w którym władza obrastała w dostatek, wznosiła dla swoich wybrańców pałace i wieżowce na siedziby rządzącej partii i rządowych gazet, ono miało malutką, skromną centralną siedzibę na położonej na Nilu wyspie Ar-Roda.

Teraz o Bractwie wiadomo więcej. Proces stawania się członkiem jest żmudny jak praca z biednymi i pokrzywdzonymi. Późniejsi bracia doskonalą się religijnie i społecznie niemal jak mnisi. To proces pełen poświęcenia, zupełnie inny niż w partiach liberalnych, do których wstępuje się w Egipcie równie łatwo jak na Zachodzie. Proces dojrzewania do Bractwa trwa pięć do ośmiu lat. Starsi koledzy na studiach przyglądają się młodszym, wyszukują tych najbardziej rozmodlonych, uduchowionych. Wyszukują ich nawet w szkołach, zdarza się, że wśród dziewięciolatków. Opisał to dokładnie Eric Trager z Washington Institute for Near East Policy po rozmowach z kilkudziesięcioma braćmi.

Obowiązuje relacja mistrz – uczeń i struktura hierarchiczna. Młody mistrz z jeszcze młodszym uczniem, kandydatem na członka, poznają się podczas wspólnych zajęć, na boisku czy podczas przygotowań do egzaminu. Sama rekrutacja trwa około roku.

Potem następuje deklaracja wstąpienia do Bractwa, kandydata przejmuje mistrz wyższego stopnia, zwany przewodnikiem. Przed uczniem długa droga, szczebel po szczeblu. Najpierw jest wyznawcą, który wstępuje do „rodziny” składającej się z czterech czy pięciu osób, dowodzonej przez „kapitana”.

Obserwują się wzajemnie, uczą solidarnego działania, prowadzą dyskusje. Kandydat na prawdziwego członka zaczyna studiować komentarze koraniczne. Jeżeli zostanie zaakceptowany przez obserwujących jego dojrzewanie mistrzów, staje się członkiem najniższego stopnia, organizatorem. Potem jest stopień „pracującego brata” mającego już wpływ na wybory wewnątrz organizacji.

Skrzydła

Na samym szczycie jest kilkunastoosobowe Biuro Przewodnictwa, a na jego czele murszid, najwyższy przewodnik, którym jest teraz 68-letni Mohamed Badia. Z nim skontaktować się jest bardzo trudno. Ja miałem okazję poznać jednego z jego najważniejszych i najbliższych współpracowników, Esama al-Ariana, 58-letniego lekarza, jednego z najbardziej prześladowanych braci za czasów Mubaraka.

Poprzednia
1 2 3 4

Wstępniak

Materiał Partnera

Jak wdrożyć SAP S/4HANA?

Nowoczesne systemy informatyczne to podstawa dobrze działającego i innowacyjnego przedsiębiorstwa. Dla wielu firm wyzwaniem nie jest wybór systemu ERP, ale jego wdrożenie. Dlaczego? Musi być...

ZAMÓW UWAŻAM RZE

Aktualne wydania Uważam Rze dostępne na www.ekiosk.pl

Komentarz rysunkowy

Felietony

Andrzej Sadowski

Wolność tak, ułatwienia nie

• RAZ POD WOZEM, RAZ POD WOZEM • Dopóki rządzący w Polsce będą mówić o ułatwieniach i ulgach dla przedsiębiorców, a nie o przywróceniu wolności gospodarczej, dopóty nie wybijemy się na ekonomiczną niepodległość